03.07.2014

Rozdział trzeci



Wstawanie ze świadomością, że Justin leży obok, stało się dla mnie uciążliwe. Uciążliwe z powodu tego, że było dla mnie krępujące, a Justin to mój brat, więc spanie z nim nie powinno być krępujące.
Wyszłam spod kołdry, która na szczęście przez całą noc także i mnie okrywała, a nie tylko Justina i zaczęłam się ubierać. Nałożyłam lekki makijaż i zeszłam do kuchni, gdzie jak zwykle spotkałam mamę.
- Cześć – mruknęłam otwierając lodówkę.
- Cześć – odpowiedziała mama.
Sięgnęłam po karton z mlekiem, który na moje nieszczęście był bardzo lekki.
- Mamo, Justin wypił całe mleko… - powiedziałam ze skrzywioną miną. – I włożył pusty karton do lodówki.
- Kupię dziś mleko – odparła mama.
- Ale on nie musiał mi wypijać całego – powiedziałam i wrzuciłam z impetem pusty karton do śmietnika.
- Jane! To twój brat, też tu mieszka i ma prawo korzystać z lodówki! – upomniała mnie mama.
- Do mnie masz pretensję, a mu nie powiesz, żeby nie wkładał pustego kartonu po mleku do lodówki. – powiedziałam obrażona i wyciągnęłam sobie kromkę chleba.
- Dopiero co przyjechał. Mogłabyś być trochę bardziej wyrozumiała – mruknęła mama i wymijając mnie wyszła z kuchni.
- Jestem wyrozumiała… - szepnęłam smarując chleb masłem, ale byłam prawie pewna, że mama tego już nie usłyszała, tylko wyprowadziła dzieci przed dom i zamknęła drzwi na klucz zostawiając mnie samą. No cóż, prawie samą.
Zjadłam kanapki i weszłam do salonu puszczając sobie telewizor. Czekałam aż Justin wstanie, ponieważ obiecałam mu sprzątanie. Nie wiem co mnie wtedy podkusiło, ale dziś już nie byłam tak pozytywnie nastawiona do tego pomysłu.
Ku mojemu zdziwieniu nie musiałam czekać zbyt długo. Już po piętnastu minutach Justin zszedł na dół od razu kierując się do salonu. Stanął na progu i w samych bokserkach oparł się o framugę drzwi.
„Boże, jego wygląd…” – moje myśli zaczęły szaleć, gdy patrzyłam jak Justin przeciera zaspane oczy.
- Wcześnie wstałeś… - mruknęłam odwracając wzrok do telewizora, aby Justin nie zorientował się co chodzi mi po głowie.
- Im wcześniej zaczniemy sprzątać tym wcześniej skończymy – odpowiedział chłopak z uśmiechem na twarzy.
- Wypiłeś mi moje mleko – napomknęłam patrząc w telewizor.
- Twoje mleko? – zdziwił się Justin. – Było podpisane?
- Nie, ale ja zawsze jem rano płatki z mlekiem. I jak ciebie tu nie było to mleko zawsze było, a teraz ty przyjechałeś i pijesz je – zaplątałam się z wytłumaczeniem, na co Justin się zaśmiał.
- Nie rozśmieszaj mnie. Też lubię mleko – mruknął i podrapał się po karku.
- Nie ważne – powiedziałam na odczepnego krzyżując ręce na piersi. – Nie chce mi się dziś tobie pomagać – dodałam.
- Nie mów, że obraziłaś się o to mleko – odrzekł Justin podchodząc do mnie.
- Miałam ochotę na mleko na śniadanie – burknęłam podczas gdy Justin siadał obok mnie na sofie.
- Jane… myślałem, że dorosłaś, a zachowujesz się zupełnie tak jak dwa lata temu – powiedział patrząc na mnie.
- Dorosłam – zaprzeczyłam oburzona.
- Ale znowu czepiasz się o byle co. Jak zwykle! – Justin podniósł głos.
- Bo to ty zawsze zaczynasz! – odkrzyknęłam.
- Nie. Nic takiego nie robię, to ty czepiasz się błahostek! – odwarknął wstając z sofy. – I nie martw się. Poradzę sobie bez twojej pomocy. Ale nie będę krył tego, że wagarujesz.
- Obiecałeś! – powiedziałam stając przed nim.
- Ty też mi obiecałaś pomoc – odpowiedział szybko.
- Nie. Ja to zaproponowałam. A ty mi obiecałeś, że nic nie powiesz mamie – warknęłam w obronie krzyżując ręce na piersi.
- Nie powiem jak przestaniesz zachowywać się jak pięciolatka. Jazmyn nie obraża się na wszystkich tak często jak ty! – powiedział i chciał wyjść z salonu, ale pociągnęłam go za ramię.
- Nie zachowuję się jak pięciolatka! To ty zachowałeś się jak gówniarz szantażując mnie i strasząc mamą! – warknęłam na niego.
Justin obrócił ciało w moją stronę i powiedział.
- Tylko to na ciebie działa.
- To chyba mnie nie znasz! – odkrzyknęłam, odepchnęłam go i wybiegłam z salonu.
Pognałam po schodach na górę i zamknęłam się w swoim pokoju trzaskając drzwiami.
Znowu zaczęłam to samo. Ciągłe kłótnie i sprzeczki. Chciałam się z nim dogadać, ale po prostu się nie da. Justin ma rację, ja to wszystko zaczynam, ale teraz moja duma nie pozwoli mi przyznać się do tego przed nim. Niemniej jednak muszę jakoś zakończyć ten konflikt, bo w innym wypadku jestem pewna, że Justin powie mamie o wagarach.
- Wyjdź stąd – warknęłam gdy Justin wszedł do mojego pokoju.
- Póki co to jest też mój pokój – powiedział i otworzył szafę.
- Nie ważne… - mruknęłam i położyłam się na łóżku twarzą do ściany.
- Jane, skończ się czepiać wszystkiego. Od razu będzie nam się lepiej żyło – mruknął Justin stojąc nade mną.
- Nie umiem – szepnęłam w stronę ściany.
- Po prostu wyluzuj… - powiedział chłopak.
- Ty myślisz, że mi jest tak łatwo? Ale to wszystko mnie denerwuje… - powiedziałam nieco się uspakajając.
- Myślałem, że sama chcesz być taka upierdliwa, dlatego taka jesteś… - bąknął Justin siadając na łóżku obok moich nóg.
- Nie. Denerwuje mnie to, że wszystko mnie denerwuje. Ale nie umiem nic na to poradzić… Wiem, że to dziwnie brzmi – lekko się zaśmiałam siadając na łóżku.
- Kobiety naprawdę są dziwne. Ty, może zbliża ci się okres? – zaśmiał się patrząc na mnie.
- Może… - mruknęłam. – Pomogę Ci. Ale nie mów mamie o wagarach – po chwili ciszy powiedziałam spokojnym głosem.
- Fajnie – uśmiechnął się do mnie i wstał z łóżka. – Zaczniemy za chwilę. Tylko się przebiorę i coś zjem.
- Ok – powiedziałam i położyłam się z powrotem czekając aż Justin się wyzbiera.
Dziś mieliśmy tylko rozmontować stare meble i znieść je do ogrodu skąd tata miał je zabrać. Uwinęliśmy się z tym w trzy godziny i gdy już kończyliśmy postanowiliśmy razem zmyć podłogę, ponieważ nieźle nabrudziliśmy.
- Justin nie chodź w tych brudnych trampkach po mokrej podłodze! – upomniałam brata poganiając go mopem.
Justin się zaśmiał i zbiegł mi z drogi na korytarz.
- No i teraz brudzisz tam podłogę! – krzyknęłam.
- Dobra Jane, ja to zrobię – powiedział z uśmiechem chłopak i chciał mi odebrać mop, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie zamka drzwi wejściowych.
- Która jest godzina? – zapytałam z przestrachem zerkając na Justina.
- Koło dwunastej dopiero… - odpowiedział spięty chłopak.
- Mama nie może mnie tu przyłapać… - mruknęłam i cofnęłam się do pokoju brata zamykając za sobą drzwi.
- Justin, jesteś w domu? – usłyszałam krzyk mamy.
- Tak – odpowiedział Justin i usłyszałam jak cicho schodzi po schodach.
- I jak ci idą porządki? – powiedziała mama.
- Dobrze. Jeszcze tylko szafa została do wyniesienia, a reszta jest już przed domem – odpowiedział.
- Tak, widziałam te graty. Tata je już dziś weźmie – mruknęła mama i dodała. – To chodź, pomogę ci z tą szafą, praca szybciej pójdzie.
Zmroziło mnie gdy usłyszałam stukot jej butów na schodach.
- Nie trzeba mamo. Już prawie skończyłem – usłyszałam jak Justin desperacko próbuje zatrzymać mamę w przedpokoju. – Właściwie dlaczego nie jesteś w pracy?
- Zwolnili nas wcześniej, bo jest jakaś kontrola… - odparła mama i usłyszałam jak wznawia wchodzenie po schodach.
- Mamo, tam jest samo noszenie, nie będziesz dźwigać ciężkich rzeczy… - usłyszałam podniesiony głos Justina i to jak wbiega po schodach za mamą.
- Justin, we dwójkę naprawdę szybciej skończymy – odparła mama w momencie, w którym otwarła z impetem drzwi do pokoju Justina.
- Jane?! – krzyknęła zdziwiona. – Co tu robisz? Czemu nie jesteś w szkole?
- Pomagam Justinowi – uśmiechnęłam się chcąc załagodzić sytuację, ale już wiedziałam co się szykuje.
- To nie wyjaśnia tego dlaczego jesteś na wagarach! – odparła mama ostrym tonem.
- Mamo, są ostatnie dni szkoły, przecież i tak tam nic nie robimy! – powiedziałam w swojej obronie.
- Nie chodzi mi głównie o wagary Jane! Okłamałaś mnie! Mogłaś mi powiedzieć, że nie chcesz iść do szkoły... – powiedziała, ale jej przerwałam.
- I co, wtedy pozwoliłabyś mi zostać w domu?!
- Tak! – powiedziała podniesionym głosem, a mnie zatkało. Nie miałam już nic do powiedzenia żeby się obronić, więc błagalnie spojrzałam na Justina, który stał za mamą. On wpatrzył się w moje oczy z taką intensywnością, że niemal poczułam dreszcz na swojej skórze.
- Mamo, przecież nic się nie stało. Jane mi pomagała… - mój brat spróbował załagodzić sytuacje, ale zanim się odezwał, oboje wiedzieliśmy, że nie ważne co powie, to nic mnie nie uratuje.
- Nie Justin, to nie o to chodzi. Jane mnie okłamała. To nie może przejść do porządku dziennego – odparła zwracając się do chłopaka, po czym odwróciła się do mnie, mówiąc: – Za karę dziś po południu będziesz się zajmowała swoim rodzeństwem. Weźmiesz ich do parku.
- Nie! – zaprzeczyłam.
Trafniej nie mogła wycelować. Jazmyn i Jaxon są moim słabym punktem. Mogłabym robić wszystko, nawet sprzątać cały dom przez miesiąc, ale nie zajmować się nimi. Nie cierpiałam tego i unikałam mojego rodzeństwa jak ognia.
- Tak – uparła się mama i dodała ostrym tonem. – Jane, ani słowa więcej, bo będziesz się nimi zajmowała przez następny tydzień, a nie tylko dziś.
Już nic nie odpowiedziałam, żeby nie pogarszać swojej sytuacji. W złości wyszłam z pokoju szturchając mamę i Justina ramieniem.


Simon zadzwonił do mnie chwilę po obiedzie, chciał, żebym do niego przyszedł, więc to zrobiłem. Siedzieliśmy teraz pijąc piwa i rozmawialiśmy o naszym życiu. O tym, co się zmieniło przez te dwa lata, co planujemy w przyszłości, ale wspominaliśmy także stare czasy.
Poczułem wibracje telefonu i gdy go wyciągnąłem z zamiarem nie odczytywania wiadomości zobaczyłem imię Jane na wyświetlaczu. Normalnie wyłączyłbym wiadomość i przeczytał, kiedy miałbym chwilę przerwy, ale coś mnie tknęło i otworzyłem sms’a.
 „Nie umiem sobie z nimi poradzić. Pomóż mi!”
Przypomniałem sobie, że teraz Jane powinna być w parku z maluchami. W sumie nie musiałem tego robić, ale odpisałem siostrze.
„Gdzie dokładniej jesteście?”
„Na placu zabaw koło parku.”
Odpisała Jane. Szybko pożegnałem się z Simonem, potwierdzając obecność na jutrzejszej imprezie i skierowałem się w stronę placu zabaw.
Zastanawiałem się dlaczego bez zastanowienia postanowiłem pomóc Jane? Przecież to była jej kara, powinna sama sobie z tym poradzić. I dlaczego ona nie umiała okiełznać dwójki małych dzieci? Przecież one były zawsze bardzo posłuszne, ale fakt faktem, Jane nigdy nie miała ręki do dzieci i cierpliwości.
Zbliżając się do placu zabaw zauważyłem jak Jane biegała za Jaxonem i Jazmyn, którzy jej uciekali. Dziewczyna zauważyła mnie i  pomachała ręką na znak abym podszedł. Podbiegłem i zapytałem:
- Co jest?
- Jeszcze się pytasz co jest? To twoja wina, że muszę ich pilnować. Mogłeś wtedy coś zrobić… - powiedziała zdenerwowana.
- Jane, znowu masz do mnie pretensje o nic. Robiłem co mogłem… - mruknąłem i w tym momencie zobaczyłem Jaxona i Jazmyn biegnących w moim kierunku.
- Justin! – krzyczeli, a ja kucnąłem, żeby mogli wbiec w moje ramiona i przytulić się na powitanie.
- Czemu nie słuchacie Jane? – zapytałem miłym głosem.
- Bo na nas krzyczy – odparł cicho Jaxon.
- Zostaniesz i pobawisz się z nami? – zapytała Jazmyn. – Mamy piłkę.
- Zostanę – powiedziałem i wziąłem do ręki piłkę, którą podała mi dziewczynka.
Jane chciała się wycofać i usiąść na ławce, ale przywołałem ją do porządku.
- Jane, to twoja kara. Mogę zostać i ci pomóc, ale bawisz się z nami – powiedziałem. O dziwo siostra mnie posłuchała i odwróciła się z naburmuszoną miną.
- Jak sobie chcesz… - mruknęła. 
Bawiliśmy się z maluchami kopiąc piłkę. Dzieciaki były zachwycone i po pół godzinie nawet Jane się trochę rozpromieniła.
Podzieliliśmy się na grupy, ja z Jaxonem, a Jane z Jazmyn i graliśmy w ‘piłkę nożną’, jeśli to w ogóle można tak nazwać. Zabawa polegała na kopaniu piłki do wyznaczonych ‘bramek’.
- Jane, kopię do ciebie, strzel im bramkę! – krzyknęła Jaz, w chwili, w której Jane pobiegła po piłkę.
Rzuciłem się za nią w pogoń i żeby zatrzymać dziewczynę złapałem ją od tyłu w talii i podniosłem, w rezultacie czego Jaxon kopnął piłkę i strzelił dziewczyną bramkę.
- Justin puść mnie! – krzyknęła rozbawiona Jane wierzgając nogami.
- Nie, bo tak łatwiej jest nam wygrać – zaśmiałem się obracając dziewczynę.
Jazmyn i Jaxon śmiali się obserwując tą scenę, a Jane próbowała wyswobodzić się z mojego uścisku. W końcu postawiłem ją na ziemi, a ona odwróciła się do mnie.
Dyszeliśmy lekko ze zmęczenia i śmiechu. Spojrzałem w oczy Jane, która stała bardzo blisko mnie. Zbyt blisko… Nieco znieruchomiałem gdy poczułem jej oddech na swojej twarzy. Ona też przestała się uśmiechać i teraz tylko szybko łapaliśmy powietrze próbując unormować oddechy.
- Gramy, czy nie? – zapytał Jaxon tupiąc nogą.
- Gramy! – krzyknęła Jane odwracając się ode mnie z impetem.
Ale co to było? To co wydarzyło się przed chwilą między nami? To było bardzo… bardzo intensywne spojrzenie. Zbyt intensywne jak na rodzeństwo. Zbyt intensywne jak na relacje, które powinny nas łączyć.
I wtedy zrozumiałem, że zbyt dużo czuję do Jane. A to uczucie zaczyna być niebezpieczne, ponieważ wymyka mi się spod kontroli i zaczyna kontrolować moje ciało, moje ruchy, moje myśli…
- Pobawcie się trochę w piasku, a ja sobie odpocznę… - mruknęła Jane i o dziwo dzieciaki jej posłuchały.
Rzuciłem piłkę do Jaxona i poszedłem za siostrą na ławkę.
- Też się zmęczyłeś? – zapytała siadając.
- Trochę – odpowiedziałem siadając obok niej. – Widzisz, dzieci cię słuchają, ale nie możesz na nie krzyczeć – dodałem po chwili.
- Czasem nie da się na nie nie krzyczeć – odparła patrząc na bawiące się maluchy.
- To są jeszcze dzieci, weź to pod uwagę – powiedziałem opierając się o ławkę.
- Zawsze biorę to pod uwagę, dlatego nie przeklinam jak do nich krzyczę – zaśmiała się i zerknęła na mnie.
- Ale przyznaj, że podobała ci się zabawa, co? – powiedziałem szturchając jej ramię.
- Musiałam się z wami bawić – powiedziała nieugięta.
- Podobało ci się – powtórzyłem uśmiechając się. Szturchnąłem ją ponownie, ale Jane strzepnęła moją rękę, mówiąc.
- Zostaw…
- Śmiałaś się. Musiało ci się podobać – odparłem z satysfakcją.
- No może trochę. I co z tego? – odparła zadziornym tonem.
- Jane, nie atakuj od razu. Nie bierz wszystkiego tak na poważnie – powiedziałem, żeby załagodzić sytuację i nie dopuścić do żadnej kłótni.
Siostra przez chwilę milczała, po czym odwróciła się w moją stronę i odrzekła.:
- No widzisz? Ja po prostu taka jestem. Taka… czepliwa. Nie potrafię nic na to poradzić.
- Postaraj się nie brać rzeczy tak na poważnie – odparłem.
- Nawet nie wiem czemu ci się teraz zwierzam – mruknęła i wstała z ławki. – Jazmyn, Jaxon wracamy! – Krzyknęła do maluchów, które tylko spojrzały na nią i bawiły się dalej.
- Nie krzycz na nich takim tonem – powiedziałem i stanąłem obok niej. – Podejdź i powiedz im to spokojnie.
Dotknąłem delikatnie dołu jej pleców i popchałem na znak, żeby poszła. Nie wiem czy ona też to poczuła, ale miałem wrażenie jakby prąd elektryczny przeszedł od jej kręgosłupa do mojej dłoni. Szybko odsunąłem rękę i żeby zagłuszyć dziwne uczucie, które mnie opanowało, powiedziałem:
- No idź. Ja tu zaczekam.
- Ty idź, ciebie posłuchają – powiedziała odwracając się do mnie. Na szczęście zignorowała mój wcześniejszy ruch.
- Nie. Jane naucz się z nimi rozmawiać, to będą ciebie słuchać. Ja tu na was poczekam – powiedziałem i nie umiałem się powstrzymać. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem do siebie plecami pchając lekko, aby poszła.
Dziewczyna zrobiła dwa niepewne kroki, a później przyśpieszyła. Obserwowałem jak kuca koło piaskownicy i mówi coś do maluchów, które nagle zaczęły zbierać zabawki i trzymając Jane za obie ręce skierowali się w moją stronę.
Wziąłem piłkę od Jaxona i szedłem za nimi. Jane puściła ręce dzieci i zwolniła tempo, żeby zrównać krok ze mną. Uśmiechnęła się w moją stronę i zadarła podbródek aby coś powiedzieć. Schyliłem się lekko, a ona szepnęła wesołym tonem:
- Udało mi się. Dzięki – tym samym jej wargi przypadkowo musnęły płatek mojego ucha a mnie zmroziło.
Dlaczego moje ciało przeszedł dreszcz, kiedy jej usta dotknęły mojej skóry? Były takie miękkie i ciepłe. I ładnie pachniała…
Wyprostowałem się udając, że nic się nie stało, spojrzałem na Jane z góry i powiedziałem z uśmiechem:
- Nie ma za co.
Szliśmy chwile w milczeniu pilnując by maluchy za daleko się nie oddaliły, gdy Jane powiedziała:
- Justin już mówiłeś mamie o tej imprezie?
- Jeszcze nie.
- To jej powiedz, ale nie wiem czy mnie puści po tym jak odkryła, że zrobiłam sobie wagary… - mruknęła zamyślona kopiąc mały kamyczek, który akurat znalazł się na chodniku pod jej nogami.
- Nie martw się. Załatwię to tak, że pójdziesz ze mną na tą imprezę. O ile już nie będziesz się wszystkiego czepiać – powiedziałem wkładając ręce do kieszeni.
- Postaram się – odpowiedziała z uśmiechem i spojrzała na mnie.
- Fajnie – mruknąłem.

Nalewałam sobie wody do szklanki w czasie, gdy Justin wszedł do kuchni.
- Mamo… - mruknął i od razu wiedziałam do czego zmierza.
- Tak, Justin? – zapytała mama wycierając naczynia.
Usiadłam przy stole i zaczęłam przysłuchiwać się tej rozmowie.
- Jutro idę na imprezę do Simona… - mruknął Justin przeczesując włosy ręką.
- Dobrze. Nie musisz się mnie pytać, jesteś dorosły – odparła mama chowając czyste talerze do szafki.
- No tak. Ale chciałem się zapytać czy mogę wziąć ze sobą Jane – odparł opierając się o framugę.
- Wykluczone – powiedziała mama.
- Ale czemu nie? – wtrąciłam się do rozmowy.
- Może dlatego, że pojutrze masz zakończenie roku i musisz być wyspana? – powiedziała. – Poza tym twój dzisiejszy numer pozbawił cię rozrywki na dłuższy czas.
- Ale mamo! Przecież byłam dziś z dziećmi w parku. Zrobiłam to co kazałaś – odparłam oburzona.
- To prawda – dodał Justin.
- Może i prawda – powiedziała mama, po czym dodała. – Ale dlaczego Jane miałaby iść na imprezę do twoich znajomych? Przecież nigdy ich nie lubiła.
- Bo wiesz… Jest taka sprawa, że… - zaczął Justin, a ja postanowiłam się nie wtrącać, tylko czekać na rozwój sytuacji – Mój kolega, Ben… Mu spodobała się Jane i poprosił, żeby przyszła. Miałem nic nikomu nie mówić, ale w tej sytuacji…
Zatkało mnie. Skąd Justin nauczył się tak dobrze wkręcać? Co najlepsze, mama niemalże mu uwierzyła.
- Ben? Nie znam żadnego Bana – powiedziała opierając się o szafki kuchenne.
- To jest brat Sama, kolegi Simona – odpowiedział Justin, a ja bałam się, że sam się zaplącze we własnych kłamstwach. Obydwoje dobrze wiedzieliśmy, że żaden Ben i Sam nie istnieją.
- No… Jeśli miałabym stanąć na drodze wielkiej miłości to dobrze. Może iść. Ale ma wrócić nie później, niż o dwunastej! – Przypomniała mama.
- Dzięki! – wspólnie z Justinem krzyknęliśmy z uśmiechem.
- Teraz już zmykajcie stąd – powiedziała mama machając ścierką w naszą stronę.
Wyszłam z kuchni za bratem i gdy wchodziliśmy razem po schodach, mruknęłam z zadowoleniem:
- Yes! Nieźle masz gadane… - dodałam do Justina.
- Teraz musisz się trzymać mojej wersji – zaśmiał się patrząc na mnie. – Udało nam się – dodał i wyciągnął rękę.
Przybiłam mu piątkę z uśmiechem i powiedziałam:
- Teraz tylko będę musiała się tam dobrze bawić, żeby nie żałować, że poszłam.
- Będziesz się dobrze bawić – odpowiedział Justin.
Weszliśmy do pokoju, Justin usiadł przed laptopem przy biurku, a ja zamykając drzwi mruknęłam.
- Nie wiem. Twoi koledzy mnie nie lubią. Tak mi się zdaje…
Usiadłam obok niego na wiklinowym fotelu i podciągnęłam nogi pod siebie.
- Dawno cię nie widzieli. Polubią cię – mruknął chłopak.
- To, że dawno mnie nie widzieli to nic nie zmienia – szłam w zaparte.
- Jane, to wszystko zmienia. I oni i ty podrosłaś. To już nie są takie relacje jakie były dwa lata temu. Przekonasz się – powiedział patrząc na mnie.
- Mam nadzieję. Ale obiecaj mi coś…
- Co? – zapytał Justin z zaciekawieniem w oczach.
- Że jak mnie tam oleją, na tej imprezie, to dotrzymasz mi towarzystwa – mruknęłam i lekko się speszyłam.
Nie wiem jak Justin odbierze to co powiedziałam. Dodatkowo siła jego spojrzenia lekko paraliżowała moje ruchy. To było to samo spojrzenie co w parku, tylko teraz byliśmy oddaleni od siebie na bezpieczną odległość. Na szczęście.
- Pewnie. Nie przejmuj się. W końcu jesteś moją siostrą, muszę o ciebie dbać. Na pewno nie zostawię Cię na pastwę losu – odpowiedział po krótkiej chwili ciszy, po czym dodał. – I wrócę z tobą przed dwunastą.
- Nie musisz – zaprzeczyłam od razu.
- Ale chcę – powiedział a mi opadła szczęka.
Nigdy bym się po nim tego nie spodziewała. Nigdy. Ale teraz? Po tym jak się do mnie odnosił, po tym jak na mnie patrzył, jak mi pomagał? Chyba myślę, że powiedział to szczerze.
Wstałam z wiklinowego fotela i podeszłam do pleców Justina. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam jego policzek szepcząc.
- Dziękuję.
Wyprostowałam się i przejechałam dłonią po jego szyi i ramieniu i nie obracając się za siebie wyszłam z pokoju.
Jak Justin ten gest odbierze? Nie wiem.
Jak chciałabym, żeby Justin ten gest odebrał? Nie wiem.
Wiedziałam natomiast jedno. Coś między nami się zmieniło. Na zawsze.

66 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. TAK, TAK, TAK! JESTEM PIERWSZA <3
      Nawet nie wiesz ile czekałam na ten rozdział, ciągle odświeżałam tego bloga i wgl ashdbsjsgajajagajags i jak zobaczyłam, że już dodałaś to myślałam, że zejde na zawał hahaha nawet nie zaczęłam czytać jeszcze tylko od razu dodałam komentarz :D a potem stałam w wannie z telefonem w ręku i zamiast się myć to czytałam rozdział i oczywiście cała woda mi wystygła lel hahah
      Rozdział jest cudowny omg omg ale co ta Jane wyprawia?! Ona go prowokuje specjalnie, ale Justin nie jest lepszy, co to miało być? Niby ją tylko złapał w talii w tym parku no ale...........i to jeszcze na oczach dzieci!
      Ah no i jeszcze jedno! Po takim rozdziale na pewno znów mi się coś przyśni, dzięki po raz drugi :D

      Usuń
  2. KOCHAM CIE BOZE TO JEST GENIALNE

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. Jane jest trochę wybuchowa ale Justin też ją prowokuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowny rozdział czekam na nastepne jeju

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni są słodcy ale ja czekam na dalsze rozwiniecie akcji :) Boże, co ja mówię haha. TO JEST RODZEŃSTWO

    OdpowiedzUsuń
  6. WOW. To mnie wciąga coraz bardziej. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja naprawdę się w to wciągam :) czekam na nn, pzdr :*
    @swagjb13 <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Awwwww sa slodcy i to jak Jane go pocalowala jejku hahaa :D
    @believeyoucanx3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudny rozdział! Zaczyna się dziać, awww <3 Jestem ciekawa, czy na imprezie się coś wydarzy, hmmm ;) Czekam na nn... kc xx

    OdpowiedzUsuń
  10. GTYGFTYHUHBVGTY wiecej ! Szybko !

    OdpowiedzUsuń
  11. KOCHAM! A postaralabys sie dodawac rozdzialy dwa razy w tygodniu? Na pewno duzo osob by mnie poparlo:P PROSIMYYYY! <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dużo blogów i wakacje, więc nie da rady częściej. Poza tym każdy rozdział wymaga ode mnie przygotowania do w głowie, co zajmuje trochę czasu :)

      Usuń
  12. Kocham kocham kocham

    OdpowiedzUsuń
  13. o moj boze kocham to ff

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie dziwię się, że jest tyle wejść, ponieważ historia jest kompletnie obłędna! awww, to co się między nimi dzieje jest cholernie słodkie! @bieberauss

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo przyjemny rozdział :D Jestem strasznie ciekawa jak będzie wyglądać ta ich wspólna impreza! ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Omg te spojrzenie w parku i ta koncowka omg thdfcbgnbbgghb

    OdpowiedzUsuń
  17. cudowne już się nie mogę doczekać co będzie dalej ♥

    OdpowiedzUsuń
  18. O matko nie wiem co powiedzieć haha Mam nadzieję że szybko uda ci się wstawić kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  19. och, skarbie. zasługujesz na tyle wyświetleń i komentarzy, poważnie.
    wymyśliłaś świetną fabułę, masz cudowny szablon i piszesz naprawdę dobrze. cóż więcej chcieć?
    co do rozdziału.. ja naprawdę nie mogę się doczekać, aż oboje coś zrobią. i ten delikatny gest Jane pod koniec rozdziału asdfghjkl
    / jolobizzle

    OdpowiedzUsuń
  20. świetnie osajodijwefiore ♥
    podoba mi się to "coś" między nimi hahah :D
    czekam na następny! :)
    @gooddreamtrip

    OdpowiedzUsuń
  21. O mój boże. Nie mogę się doczekać tej imprezy. Myślę, że tam coś się stanie, coś przełomowego. Albo raczej mam nadzieję. Czekam na kolejny - to zdanie nabiera innego znaczenia przy twoich opowiadaniach. Na prawdę na nie czekam, cholernie niecierpliwie <3
    Zapraszam:http://its-nothing-princess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Jane i to co zrobiła na końcu mnie rozwaliło hahaha Nie ma to jak pocałować brata i po obmacywać go po szyi

    OdpowiedzUsuń
  23. JA CHCĘ TO IMPREZĘ ! GENIALNY ! SNHSDHN, UWIELBIAM CIĘ

    OdpowiedzUsuń
  24. Cudowny *.* nie mogę doczekać się 4 rozdziału :D
    Kiedy tak mniej więcej dodasz następny rozdział? ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Brat i siostra hahah leje ;) kckckkc czekam na nowy <33

    OdpowiedzUsuń
  26. Kocham,wspaniały rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetna fabuła, szablon i muszę powiedzieć, że się urodziłaś z talentem do pisania. Jane go prowokuje i Justin ją też, ale chcę żeby już się zaczęła akcja :D Kocham ten blog ❤

    OdpowiedzUsuń
  28. Najlepszy blog ever

    OdpowiedzUsuń
  29. To ff jest obrzydliwe pod względem tematycznym(Ja bym tak nie mogła) ale jest też cudowne. Czytałam twoje opowiadanie z otwartą buzią :D dodasz to ff na wattpada ?

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  31. zajebisty jak zawsze, boje się co może sie stać na imprezie :D
    milego pisania :*
    @RembiszRembisz xx

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetny rozdział !
    Jestem ciekawa co się stanie na tej imprezie ?
    Miłego pisania i czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  33. boję się teraz patrzeć na mojego brata dzięki

    ale te ff jest genialne jezu jak ja ci talentu zazdroszczę dziewczyno
    czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  34. Wiesz co? Czy ty wiesz to?Że naprawdę dobrze piszesz!Kocham to! Czekam na następny.Z niecierpliwością.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  35. Świetny rozdział. Jak każdy nie moge sie doczekac, kiedy napiszesz kolejne rozdziały, jestem strasznie zaciekawiona ta historia. :) /@imfancyprincess

    OdpowiedzUsuń
  36. O BOZE..BOŻE..BOŻE !!!! :O NIESAMOWITE !!!!

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie dziw się że jest takie zainteresowanie blogiem bo czytałam tylko dwa blogi o takiej tematyce a poza tym świetnie piszesz :-*

    OdpowiedzUsuń
  38. to jest genialne i nie masz się co dziwić takiemu zainteresowaniu twoim blogiem bo stuprocentowo na nie zasługujesz!
    czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń
  39. o kurcze, to jest mega :) strasznie mi się podoba
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  40. świetny! czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  41. jezu, świetne opowiadanie, dawno nie czytałam czegoś.. takiego.. no boże to jest świetne! masz wielki talent do pisania takich opowiadań. wszystkie jak dotąd napisane rozdziały są świetne, i na pewno kolejne też takie będą. już się nie mogę doczekać nn ;)
    @kidrawhxo

    OdpowiedzUsuń
  42. Zmienilam user z liamdjpayno na ilysfmyidols moglabys mnie informowac na ten user i z dwoch pozostalych blogow tez?

    OdpowiedzUsuń
  43. Cudowne <33 Jest to moje ulubione fanfiction o Justinie :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Jezu wielbie! Opowiadanie jest świetne i czyta je się z takim strasznym zaciekawieniem co się może wydarzyć.
    Zastanawia mnie czy Jane i Justin aby na pewno są rodzeństwem?
    @jebnijsmajlaaa

    OdpowiedzUsuń
  45. Świetne! opowiadanie bardzo wciąga <3 już nie mogę się doczekać nowego rozdziału *.* / @Belieber_True99

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie wierze w to co przeczytalam serio to jest boskie matko kocham pierwszy raz czytam cos takiego i bardzo mi sie podoba nie wiadomo co sie wydarzy dalej no nie idzie tego przewidziec
    Serio swietne ff ;) czekam na nastepny rozdzial
    @czokled27

    OdpowiedzUsuń
  47. Codziennie tu wchodze z nadzieja ze jest juz nowy,bo juz sie uzaleznilam od tego ff powaznie mowie! Jest calkien inne niz te ktore piszesz i ktore czytam plus jestes niesamowita!! Swietnie ci idzie

    OdpowiedzUsuń
  48. Kocham to!! Proszę zostaw inne blogi i pisz to, bo jest najlepsze!! Już nie mogę się doczekać tej imprezy! Justin i Jane są kochani aww

    OdpowiedzUsuń
  49. Uzależnia. Piszesz w taki sposób że mmmm ;* Czekam na kolejny i oby więcej scen + 18 hahah


    Zapraszam do mnie samotnosc-na-zyczenie.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Fajny rozdzial.. ogolnie zajebiste opowiadanie..
    Czekam na nn ;)
    @Rybka999

    OdpowiedzUsuń
  51. Extra!! Jezu, pocałowali sie cppqpg. Kolejny rozdział pisz szybko, bo to jest zajebiste. Uwielbiam cie ♥

    OdpowiedzUsuń
  52. Ups sory komenarz nie do tego rozdziału xd

    OdpowiedzUsuń
  53. Super rozdział dbdbzjbsvavcav czekam na następny
    Jejku jakie to jest wciągające bsbsh :) xx

    OdpowiedzUsuń
  54. to jest cu do wne!!!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy