31.12.2014

rozdział dwudziesty siódmy




- Wchodzimy razem? – zapytałam Justina, gdy ten zaparkował przed domem.
Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i chwilę się zastanawiał, ale w końcu przytaknął.
- Boję się ich reakcji… - mruknął kładąc rękę na moim kolanie.
- Słuchaj, widzieli nas jak uprawiamy seks, już nic ich nie zdziwi – odparłam chcąc rozluźnić atmosferę, chociaż sama byłam strasznie spięta.
Wyszliśmy na ciemne podwórko. Niewątpliwie rodzice zastanawiają się gdzie jesteśmy i niewątpliwie już wpadli na to, że jesteśmy razem, a nie osobno – tak jak wychodziliśmy. Justin przeszedł wokół samochodu i opiekuńczo splótł nasze palce prowadząc nas do drzwi wejściowych.
- Zdziwią się… - szepnęłam w stronę Justina, a ten otworzył drzwi i zaśmiał się w odpowiedzi.
Przechodząc przez próg patrzyłam pod nogi nie chcąc rozglądać się wokół. Czułam, że Justin nie puszczając mojej ręki prowadzi mnie na schody, ale w tym momencie usłyszeliśmy głos mamy:
- Więc jednak razem byliście – powiedziała stając w progu salonu.
Ja i Justin nagle znieruchomieliśmy i oboje spojrzeliśmy w jej kierunku. Zaraz za mamą stał tata, a na jego twarzy malowała się złość i obrzydzenie.
- Nie da się ukryć… - mruknęłam cicho, ale od razu tego pożałowałam.
Tata przecisną się pomiędzy mamą a framugą drzwi  i nagle szarpnął Justina, który puścił moją rękę.
- To przez ciebie! Ty przyjechałeś i zamąciłeś Jane w głowie! Wcześniej wszystko było z nią w porządku, a teraz nie można jej poznać! Jesteś obrzydliwy, przecież to jeszcze dziecko! Myślisz, że jak zaznałeś trochę dorosłości, to teraz możesz wszystko?! – krzyknął potrząsając ramionami Justina.
Patrzyłam na tą szarpaninę oszołomiona, ale mama od razu wkroczyła do akcji. Odsunęła tatę od Justina i krzyknęła:
- Nie szarp go, to nie tylko jego wina. Jane ma swoje humorki, jestem pewna, że ona specjalnie podsycała atmosferę!
- Zostaw mnie! – krzyknął Justin odpychając tatę, który ponownie rzucił się na niego z wściekłą miną, jakby chciał go pobić.
Chłopak wyprostował rękę przede mną i popchnął mnie delikatnie w tył, abym stanęła za nim.
- To nie jest wina Jane – powiedział zdenerwowanym tonem. – Ani moja.
- Nie wasza? A kogo? Może nasza? Źle was wychowaliśmy? – zapytała mama ze łzami w oczach.
- To nie chodzi o wychowanie! – krzyknęłam, a cała rodzina spojrzała na mnie. – Tu chodzi o to, że my naprawdę się kochamy! Takie rzeczy się zdarzają i ja już nie chcę przed tym uciekać. Musicie to zaakceptować, tak jak my to zaakceptowaliśmy.
- Nigdy nie zaakceptuję tego, że mój syn jest zboczeńcem i wykorzystuje moją córkę! – krzyknął tata robiąc krok w kierunku Justina, który odepchnął go w złości mówiąc:
- NIE JESTEM ZBOCZEŃCEM I NIE WYKORZYSTUJE JANE!
- Wynoś się z mojego domu! – warknął tata łapiąc równowagę.
- Uspokój się Robert! – krzyknęła do niego mama. – Rozwiążmy to na spokojnie, przecież to są nasze dzieci!
- Nie ma już czego rozwiązywać – odparł tata dysząc ze złości.
- Jak Justin się wyprowadzi, to możecie być pewni, że ja pojadę z nim. Nieważne czy się zgodzicie czy nie! – krzyknęłam splatając mocno moje palce z palcami Justina.
- Nie wygaduj głupstw Jane – szepnął Justin w moją stronę.
- Nikt się na razie nie wyprowadza – odparła mama. – Wszystko się jakoś ułoży… - dodała lekko zrezygnowanym tonem.
- Ułoży się? Przecież nie możemy pozwolić, żeby nasze dzieci współżyły ze sobą! Nie możemy pozwolić żeby zachowywali się tak, jak się teraz zachowują! Jeszcze sąsiedzi ich zauważą, albo maluchy! – krzyknął tata ponownie robiąc krok w przód.
- Przecież nie jesteśmy idiotami! Nie mamy zamiaru pokazywać się tak przy maluchach! Też nie chcemy żeby im się to samo przytrafiło! – warknęłam mocniej ściskając dłoń Justina, który potwierdził moje słowa.
- Wy jeszcze macie czelność myśleć, że maluchy są tak głupie jak wy? Oni nigdy nie wpakują się w taką sytuację, ja już o to zadbam! – odparł tata silnym głosem. – Teraz idźcie do swoich pokoi!
Justin bez słowa wbiegł na schody nadal trzymając moją rękę, więc pobiegłam za nim.
- Jane, nie chcę cię widzieć w pokoju Justina, a Justina nie chcę widzieć w pokoju Jane! – krzyknęła mama do naszych pleców. – Sprawdzę to!
- Ja pierdole, nawet we własnym domu nie możemy mieć spokoju… - szepnęłam poirytowana.
- Nie martw się kochanie, coś wymyślimy – mruknął Justin i ku rozwścieczeniu rodziców, pożegnał mnie krótkim całusem w usta.
Po chwili z ciekawości wyjrzałam na pusty korytarz. Bałam się iść do Justina, więc po cichutku zeszłam ze schodów i stanęłam na ostatnim stopniu słuchając dochodzącej z salonu rozmowy rodziców:
- Trzeba ich odseparować na zawsze – powiedział tata pewnym głosem.
- Robert, nie zgodzę się, żeby w tym momencie Justin wyjechał. Chcesz stracić syna? Przecież to są nasze dzieci, trzeba inaczej to załatwić, przemówić im do rozsądku, ale nie wolno nam rozwalać całej rodziny… - usłyszałam roztrzęsiony głos mamy.
- Margaret, ty na to pozwalasz? Pozwalasz, żeby Justin posuwał Jane po kątach? – krzyknął tata z nutką ironii w głosie.
- Nie pozwalam na to! Nie mów tak! – krzyknęła mama, a ja usłyszałam za sobą ciche skrzypienie schodów. To Justin na boso zszedł, aby także podsłuchać kłótni rodziców.
Nasze oczy się spotkały na ułamek sekundy, a później odwróciłam wzrok w stronę przedpokoju i poczułam jak Justin staje za mną i głaszcze mnie opiekuńczo po ramionach. Oboje słuchaliśmy wymiany zdań rodziców, którzy byli nieświadomi, że ich podsłuchujemy.
- A jak mam mówić? Taka prawda! Justin posuwa Jane po kątach, a jej się to podoba! Pewnie podnieca ją to, że on jest starszy i taki dorosły w jej oczach. Nie wolno ich dopuszczać do siebie! Trzeba ich rozdzielić raz na zawsze! – krzyczał tata chodząc zdenerwowany po salonie.
- Chcesz stracić syna i córkę? – zapytała mama nieco spokojniejszym tonem.
- Ja już nie mam syna – odparł tata nagle się zatrzymując.
- Czemu zwalasz całą winę na Justina? A Jane? Jestem pewna, że ona też podsycała całą tą sytuację! – odparła zdenerwowana mama.
- Nie broń już tak twojego ukochanego synusia. Od zawsze trzymałaś go pod kloszem, to dlatego teraz myśli, że może wszystko!
- Zwalasz całą winę na mnie? Przecież ty miałeś dokładnie taki sam wpływ na wychowanie Justina co ja! Nie wmówisz mi, że to przez moją miłość do moich dzieci, tak się porobiło – powiedziała mama łamiącym się głosem.
W tym momencie zrobiło mi się ich żal. Co jak co, ale byliśmy zgodną rodziną, a rodzice bardzo rzadko się kłócili… do teraz.
- Ty go zawsze broniłaś. Był twoim pierworodnym, zawsze miał fory, nawet jak chciałem mu dać karę, to biegł do ciebie i zaraz sprawy nie było! Zresztą jestem pewien, że Jane też dolewała oliwy do ognia, pewnie sobie to wszystko zaplanowała. Pewnie była znudzona swoim życiem i postanowiła wykorzystać okazję, że Justin wrócił i się trochę zabawić. Ale zabawiła się kosztem całej rodziny – odparł skwaszony tata, a mi łzy nabiegły do oczu.
- Tak, jestem pewna, że to nie jest wina Justina. To Jane jest prowodyrem każdej kłótni w tym domu, to musiała być ona – mama zgodziła się z tatą, a ja poczułam jak łzy spływają mi obficie po policzkach. Czyli mnie nikt nie będzie bronił? To ja jestem ta zła, a nie Justin? Ja nie mam żadnego wsparcia w tej rodzinie?
Poczułam jak Justin ścieśnia uścisk wokół mojej szyi i opiekuńczo kładzie podbródek na moim ramieniu, chcąc mnie niemo pocieszyć. Ale on nie wie jak to jest być czarną owcą rodziny. Tata ma racje, on zawsze był chroniony przez klosz, który rozkładała nad nim mama.
- Ale nie możemy przecież Jane wyrzucić z domu! Przecież ona jest jeszcze niepełnoletnia – odparł tata po krótkim namyśle.
- Boże Święty, Robert, o czym ty w ogóle myślisz?! Jakie wyrzucenie z domu! – krzyknęła roztrzęsiona mama.
- A masz jakieś inne wyjście? – zapytał rozwścieczony tata.
- Przecież to jest twoja córka! Mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby ją z domu wyrzucać! – krzyknęła mama, po czym głos jej się załamał i zaczęła szlochać.
- Ty masz za dobre serce, Margaret – stwierdził tata. – Jak możesz ich bronić, po tym kiedy widziałaś, jak uprawiali seks?
- Pomimo tego co widziałam, oni nadal są moimi dziećmi, które kocham – powiedziała mama przez łzy. – I nie pozwolę aby żadne z nich wylądowało na bruku, przez głupie decyzje ich młodości. Pamiętasz jak ty miałeś dwadzieścia lat i ci się wydawało, że możesz wszystko? Teraz oni są w tym wieku. Trzeba im przemówić do rozsądku, a nie ich opuszczać. Szczególnie teraz potrzebują naszego wsparcia, Robert,  zrozum to wreszcie.
 - To jak? Zobaczysz ich jak się wymieniają ponętnymi spojrzeniami i co, nic nie zrobisz? – zapytał ironicznie.
- Na razie nic, bo nie wiem co mam zrobić. Mam mętlik w głowie. Trudno jest rozwiązać tą sytuację bez rozwalania rodziny, a nie chcę stracić najbliższych mi osób. Powtórzę to jeszcze raz, oni nadal są moimi dziećmi i nadal ich kocham.
- No to co, że są nadal naszymi dziećmi! Justin jest zboczeńcem godząc się na seks z siostrą, Jane zresztą nie jest od niego lepsza! – krzyknął tata.
- To powiedz mi teraz prosto w oczy: kochasz ich? – zapytała mama spokojnym, ale pewnym głosem.
Nastała cisza. Tata nic nie powiedział, więc zerknęłam szybko zza framugi drzwi i zobaczyłam jak wpatruje się w oczy mamy, która stała przed nim cała zapłakana.
- Nie każ mi wybierać pomiędzy zgodzeniem się na współżycie moich dzieci, a rozwalaniem rodziny – odparł w końcu.
- No właśnie Robert, to jest sytuacja bez wyjścia. Trzeba iść na kompromisy – odparła mama, a mi szczęka opadła.
- GODZISZ SIĘ NA TO?! – krzyknął nagle tata, a oboje z Justinem drgnęliśmy przestraszywszy się jego nagłego wybuchu.
- NIE GODZĘ SIĘ NA TO! – krzyknęła mama. – Po prostu trzeba zadziałać sposobem. Jane pójdzie do psychologa i na spokojnie, krok po kroczku naprawimy tą sytuację – dodała spokojniejszym tonem.
- Nie zniosę ich widoku…
- Robert, tylko cię proszę, nie wszczynaj kłótni, bo to zepsuje wszystkie rodzinne relacje, a pamiętasz co sobie kiedyś przyrzekliśmy? – zapytała cicho i usłyszeliśmy jak wolnym krokiem podchodzi do ojca. – Pamiętasz? Nic nie zepsuje naszej rodziny, a wszystkie konflikty będziemy załatwiać razem…
W tym momencie poczułam, że pora wracać na górę. Już wiedziałam na czym mniej więcej stoję i wiedziałam czego mogę się spodziewać po kolejnych dniach. Ściągnęłam ręce Justina z szyi i po cichu wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Kątem oka zdążyłam zauważyć jak Justin biegnie za mną i znika u siebie.

Była dwunasta w nocy. Leżałam już umyta w łóżku i nie potrafiłam zasnąć pogrążona w rozmyślaniach o minionym dniu. Chciałam żeby Justin leżał tu teraz ze mną, głaskał mnie po głowie, śpiewał głupie kołysanki i opowiadał kawały, żeby mnie rozweselić. Ale go nie było. Był za ścianą, tak blisko, a zarazem tak daleko. Był nieosiągalny, a ja nie miałam odwagi aby teraz wejść do jego pokoju i położyć się w jego łóżku.
Nagle cicho otworzyły się drzwi mojego pokoju, a serce podskoczyło mi do gardła. Czy to był Justin? Przyszedł do mnie? Chciał się położyć obok mnie i pogłaskać mnie po plecach, chciał mnie rozweselić opowiadając kawały, albo utulić do snu śpiewając głupie kołysanki? Wzięłam głęboki oddech z ekscytacji i odwróciłam się w stronę strugi światła wpadającej przez otwarte drzwi do mojego ciemnego pokoju.
Gdy zobaczyłam tatę stojącego w progu, wezbrała we mnie złość. Podniosłam się i krzyknęłam:
- Nie ma tu Justina! Jak chcesz, możesz sprawdzić! – z impetem odsłoniłam kołdrę i pokazałam ojcu, że w moim łóżku nikt się nie czai.
- To dobrze, że go tu nie ma – odparł tata poważnym tonem. – A ty już śpij. Dobranoc – dodał i zamknął za sobą drzwi.
- Dla kogo „dobra”, dla tego „dobra” – mruknęłam, ponownie przykrywając się kołdrą. Usłyszałam skrzypienie schodów gdy tata schodził na dół, a niedługo po tym incydencie zasnęłam.
Zdawało mi się, że śpię dopiero pięć minut gdy poczułam ciepły dotyk na ciele, który mnie przebudził.
- Jezu, Justin… Przestraszyłeś mnie – mruknęłam zaspanym głosem gdy zorientowałam się kto wślizgnął mi się do łóżka. – Która godzina?
- Trzecia – odparł chłopak przykrywając nas szczelnie kołdrą.
- Co ty tutaj robisz? – zapytałam rozweselając się.
- Nie mogłem zasnąć, chciałem się koło ciebie położyć – szepnął odgarniając mi włosy za ucho. W ciemności zobaczyłam błysk w jego oczach gdy mówił o tym, że tęskni.
- Rodzice już śpią? – zapytałam z przestrachem.
- Tak, sprawdzałem – mruknął przybliżając się do mnie. – Przepraszam, że Cię obudziłem – dodał głaszcząc mnie za uchem.
- Nie masz za co przepraszać – odparłam nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu. – Zostaniesz na noc?
- Tak – Justin od razu odpowiedział na moje pytanie.
- Nie boisz się, że rodzice Cię przyłapią? – zapytałam przejeżdżając opuszkami palców po jego policzku.
- Boję się – odparł pewnie.
- To może wróć do siebie? – szepnęłam, po czym od razu dodałam - chociaż ja nie chcę żebyś wracał.
- Jane, wrzuć na luz. Zostanę, będzie co ma być – powiedział, a na jego twarzy zagościł łobuzerski uśmiech.
Chłopak przybliżył swoje usta do moich i złożył na nich romantyczny, długi pocałunek. Poczułam, że Justin kładzie się na mnie, więc objęłam jego plecy czując jak pociera swoim ciałem o moje. Podwinęłam jego koszulkę, którą on ściągnął. Klęcząc nade mną wpatrywał we mnie pożądliwym wzrokiem.
- A jak usłyszą? – zapytałam bawiąc się sznureczkami przy gumce dresów brata.
- Będziemy cicho – szepnął łapiąc dół mojej koszulki.
- Ale ich sypialnia jest tuż pod nami. Mogę się założyć, że śpią czuwając czy czegoś nie robimy – powiedziałam wpatrując się w nabiegłe podnieceniem oczy Justina.
- Będziemy cicho – powtórzył i podciągnął moją koszulkę do góry.
Pozwoliłam aby koszulka nocna wylądowała na drugim końcu pokoju i leżałam w samych majtkach widząc rosnące podniecenie Justina. Chłopak nachylił się nade mną i zaczął całować moją szyję. Przez spodnie od dresu wyczułam jego wzwód ocierający się o moje nogi. Zamknęłam oczy pozwalając aby przyjemność owładnęła moim ciałem. Chciałam zapomnieć o wszystkim, ale to nie było takie proste. W odpowiedzi na posuwiste ruchy Justina, moje łóżko zaskrzypiało, a ja szybko odsunęłam chłopaka od siebie.
- Justin, ja tak nie mogę… Nie przy nich – szepnęłam cała spięta.
- Jane, spokojnie, nikogo tu nie ma, oprócz nas – powiedział Justin kojącym głosem.
- Wiem, ale ja po prostu… Przepraszam, to za wcześniej, ta sprawa z rodzicami jest zbyt świeża, nie potrafię teraz tego zrobić – szepnęłam zakrywając swoje piersi rękami.
Justin patrzył na mnie zdezorientowany, ale kiwnął głową ze zrozumieniem.
- Podaj mi coś do ubrania – szepnęłam, a chłopak sięgnął za siebie i podał mi swoją koszulkę. Włożyłam ją szybko i przytuliłam się do Justina, który już leżał. – Po prostu poleżmy razem.
- Rodzice nie zniszczą tego co czuję do ciebie. Poczekam ile będę musiał – zapewnił mnie buziakiem w czoło.
- Kocham Cię – szepnęłam z uśmiechem na ustach. – Myślałam, że się wściekniesz.
- Nie. Rozumiem cię. Śpij już kotku – powiedział Justin i zaczął mnie usypiająco głaskać po głowie.

- DO JASNEJ CHOLERY! WIEDZIAŁAM, ŻE TO SIĘ TAK SKOŃCZY! – usłyszałam krzyk, więc pośpiesznie otworzyłam oczy i zobaczyłam jak mama podchodzi do nas i z nerwami zrzuca kołdrę na ziemię. – JUSTIN WYCHODŹ Z TEGO ŁÓŻKA!
- Zostaw mnie! – krzyknął Justin wyrywając się z jej uścisku. Usiadł na łóżku i przetarł zaspane oczy, po czym zapytał - czemu nie jesteś w pracy?
- Wzięłam sobie wolne.
- Żeby nas pilnować? – zapytałam siadając pod ścianą.
- Nawet jeśli tak, to nie powinna to być wasza sprawa. Justin wyjdź z tego pokoju! – krzyknęła rozwścieczona mama wskazując na drzwi.
- I tak nie uda ci się nas trzymać z dala od siebie – odpowiedziałam rozwścieczona zakrywając ciało kołdrą.
- Co wczoraj robiliście?! – zapytała mama zauważając, że jestem ubrana w koszulkę Justina.
- Nic – odpowiedział chłopak spokojnym, ale mocnym głosem.
- Nie uwierzę, że nic! Justin, jak ty możesz tak wykorzystywać swoją siostrę - mruknęła tonem przepełnionym smutkiem, złością i żalem.
- Nie wykorzystuję jej. Doskonale wiemy co robimy – odparł przeczesując włosy ręką. – A wczoraj nic nie robiliśmy dla Twojej wiadomości – warknął wstając z łóżka i idąc powolnym krokiem w stronę mamy. – Rozmawialiśmy, mamy prawo rozmawiać. Czasem chcemy pobyć sami i nikt nam tych chwil nie jest w stanie odebrać. Nie będziesz mi mówiła kiedy mogę się spotkać ze swoją siostrą, a kiedy nie! – skończył ten krótki wywód patrząc ostrym wzrokiem na mamę, a później skierował się do drzwi mojego pokoju.
Zaimponowało mi to jak zachował się broniąc naszego związku, więc żeby jeszcze bardziej podsycić atmosferę i zrobić na złość mamie, krzyknęłam do Justina:
- Kocham Cię Justin!
- Ja Ciebie też skarbie! – odkrzyknął i szybko wyszedł z pokoju zostawiając mnie sam na sam z mamą, która patrzyła na mnie rozzłoszczonym wzrokiem.
- Zbieraj się, masz wizytę u psychologa – odparła.
- Tak szybko? – zapytałam zdziwiona.
- Załatwiłam po znajomości.
- Wiesz, że związki kazirodcze są nielegalne? Przecież lekarz może wnieść oskarżenie jak mu powiesz z czym przychodzisz do niego – spróbowałam jakoś ominąć wizytę, ale po minie mamy wiedziałam, że nie mam szans.
- Już ci mówiłam, że po znajomości to załatwiłam, więc nie martw się na zapas – odparła mama. – Przygotuj się, o szesnastej mamy wizytę.

Martwiłem się wizytą u psychologa Jane. Nie wiedziałem co będzie po wizycie, może Jane zmieni stosunek do naszego związku, może psycholog wmówi jej, że tak naprawdę nic do mnie nie czuje i jest po prostu chora psychicznie? Doskonale wiedziałem, że ani ja, ani Jane nie mamy żadnej psychicznej choroby, ale i tak nie mogłem znaleźć sobie miejsca po tym jak mama i siostra pojechały do poradni.
Usłyszałem pukanie do drzwi, więc zbiegłem na dół i ujrzałem Melody stojącą w progu. Zupełnie zapomniałem, że się z nią umówiłem.
- Hej – odparłem próbując się jakoś uśmiechnąć.
- Cześć! – dziewczyna zatrzepotała rękami w powitalnym geście, po czym rzuciła mi się na szyję obcałowując mnie. - Jesteśmy sami? – zapytała po chwili rozglądając się dookoła.
- Tak. Mama i Jane gdzieś pojechały i będą za dwie godziny, a tata jest w pracy do wieczora – odpowiedziałem.
- Super! – uśmiechnęła się i nie pytając o pozwolenie od razu weszła na schody a chwilę później zniknęła w moim pokoju.
Szybko wbiegłem za nią i z lekkim zawstydzeniem powiedziałem:
- Sorry za bałagan, nie zdążyłem posprzątać.
- Nie martw się – uśmiechnęła się do mnie i usiadła na skraju rozścielonego łóżka.
- Napijesz się czegoś? – zaproponowałem po chwili, nie potrafiąc skupić się na tym co Melody do mnie mówi. Cały czas po głowie chodziły mi myśli związane z ostatnim, pełnym niemiłych wrażeń weekendzie.
- Nie. Usiądź koło mnie, dawno się nie widzieliśmy – dziewczyna się uśmiechnęła przesuwając się w stronę poduszek, aby zrobić mi miejsce. Więc usiadłem obok niej, ale nadal nie byłem skupiony na tym co mówi.
Po chwili zorientowałem się, że Melody zaczyna mnie całować, więc biernie brałem w tym udział. Dziewczyna pociągnęła mnie za sobą i położyła się na łóżku. Jej usta obśliniły mi pół twarzy, ale z wiadomych powodów nie mogłem przestać.
- Czekaj, czekaj… - szepnęła nagle przestając mnie całować. – Nie wygodnie mi – powiedziała i poprawiła poduszę.
Nagle z przestrachem zauważyłem, że pomiędzy poduszkami jest opakowanie z żelem podczas stosunku, którego używaliśmy z Jane. Chciałem odciągnąć jakoś uwagę Melody, ale było już za późno. Jej palce napotkały opakowanie, a gdy dziewczyna przeczytała etykietę, usiadła szybko na łóżku i zapytała:
- Po co ci to?
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc czekałem na rozwój sytuacji.
- Czy to nie ten żel, o którym mówiła Cam? – zapytała. – Dlaczego on jest otwarty?
Nie wiedziałem czy skłamać, czy nic nie mówić. Wiedziałem natomiast jedno: prawdy powiedzieć nie mogę.
- Justin, dlaczego ten żel jest otwarty?! – krzyknęła wstając i wymachując mi lubrykantem przed nosem.
- Bo go otworzyłem przypadkiem – powiedziałem nie wiedząc jak wyjść z tej niezręcznej sytuacji.
- Powiedziałeś mi, że nie chcesz tak szybko uprawiać seksu, a pieprzyłeś się z kimś innym? Kto to był?! – zapytała rozwścieczona.
- Nie pieprzyłem się z nikim innym, wyluzuj! – krzyknąłem również wstając. Wyrwałem jej lubrykant z ręki i rzuciłem go na łóżko.
- Gdybyś się z nikim nie pieprzył, to żel byłby cały, a nie tylko połowa. Cam mówiła mi, że kupiłeś go zaledwie dwa tygodnie temu. Sam nie mógł wyparować! – powiedziała wściekłym tonem. – Może ty się właśnie z Camille pieprzyłeś?
- Z nią? Odbiło ci? Nie, nie z nią! – zaśmiałem się bezsilnie.
- Czyli jednak z kimś! – krzyknęła.
- Z nikim nie spałem, wyluzuj – warknąłem zrezygnowany, nawet nie chciało mi się ratować tego „związku”. Teraz miałem zbyt dużo na głowie aby się jeszcze tym przejmować.
- Myślałam, że jesteś inny! – krzyknęła. Zauważyłem, że jest bliska płaczu, ale jakoś nie zrobiło mi się jej szkoda. – Z nami koniec! – zakończyła i teatralnie wyszła z mojego pokoju myśląc, że przejąłem się tą sytuacją.
- Lepiej późno niż wcale! – odkrzyknąłem za nią wrednie i zatrzasnąłem drzwi do swojego pokoju.
Usiadłem na łóżku cały roztrzęsiony, ale nie z powodu tego głupiego zerwania, o którym marzyłem już od dawna, a z powodu tego, że byłem prawie pewny, że teraz wyda się moja tajemnica. Gdyby Melody pokojarzyła fakty, już by wiedziała z kim zużyłem połowę opakowania lubrykantu. Gdyby tylko. Na szczęście dziewczyna nie należy do tych najbystrzejszych, więc nie zorientowała się co tak naprawdę dzieje się w tym domu.
Nie mogąc dłużej usiedzieć w swoim pokoju, wyszedłem do Simona. Może przy grach komputerowych uda mi się choć na chwilę uciec od tej popieprzonej rzeczywistości.

Siedziałam obok drzwi gabinetu i czekałam na mamę, która rozmawiała z panią psycholog. Lekarka była młoda i miła, ale przez całą godzinę terapii nie odezwałam się do niej ani słowem. Nie wiem jak by odebrała cokolwiek co bym jej powiedziała, więc wolałam zachować milczenie. Po mojej terapii psycholog poprosiła mamę na rozmowę, a ja czekałam aż skończą. Pani recepcjonistka wyszła zza lady i skierowała się w stronę toalety, więc nie mogąc wytrzymać, z ciekawości podeszłam do drzwi i przyłożyłam do nich ucho.
- … najważniejsze, żeby pani ich nie sprawdzała, ponieważ to doprowadzi tylko i wyłącznie do tego, że będą robili pani na złość – usłyszałam miły głos lekarki.
- Na początku miałam taki zamiar, ale nie potrafię patrzeć, jak mój syn czule obejmuje moją córkę, jak się całują… Dziś przyłapałam ich rano razem w łóżku. Nie potrafię tego zaakceptować – odparła w odpowiedzi mama.
- Będzie musiała pani to zrobić. Terapia będzie trwała przez jakiś czas, ale oni muszą zrozumieć, że to co ich łączy nie jest prawdziwym uczuciem. Na razie są w sobie zakochani, myślą w inny sposób, są młodzi, kierują się emocjami, a nie rozsądkiem – powiedziała lekarka. – W pani kwestii leży to, aby nie skłócić ich z rodziną. Teraz oboje będą potrzebowali pani wsparcia. Pani i pani męża.
- Mój mąż nigdy już nie spojrzy na nich tak samo… - usłyszałam nagle szuranie po korytarzu, więc szybko wróciłam na krzesło obok drzwi. Recepcjonistka weszła za ladę, więc nie dane mi było usłyszeć reszty rozmowy, ale to czego się dowiedziałam wystarczyło mi na tyle, aby zacząć manipulować rodzicami.
Kilkanaście minut później mama wyszła z gabinetu, pożegnała się z lekarką i wsiadłyśmy do auta.
- Podwieziesz mnie do Lucasa? Umówiłam się z nim – odparłam zapinając pas.
- Pomimo tego, że sypiasz z własnym bratem, umawiasz się z innym chłopakiem i mieszasz mu w głowie? – zapytała mama zerkając na mnie ze zdziwieniem.
- Po prostu staramy się z Justinem zachować nasz związek w tajemnicy, więc przykrywka się przydaje – odparłam z cynicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Jesteś obrzydliwa i nie masz serca. Myślałam, że inaczej cię wychowałam – odparła mama zapalając silnik.
- To zawieziesz mnie do Lucasa?
- Zawiozę – warknęła mama i z nerwów zbyt ostro wjechała w zakręt.
Randka z Lucasem jak zwykle była spokojna i nudna. Najpierw zjedliśmy coś, później obejrzeliśmy dwa filmy, a na sam koniec graliśmy w jakąś grę komputerową. Koło jedenastej wieczorem Lucas odwiózł mnie do domu. Teraz siedząc na siedzeniu pasażera widzę jak bardzo chłopak chce się poprzytulać, więc daję mu to czego chce. Rozpinam pas i siadam w niewygodnej pozycji na kolanach chłopaka. Czuję jak kierownica wbija mi się w krzyż, ale Lucas to nie Justin, Lucas nie odizoluje swoją dłonią kierownicy od moich pleców. Nachylam się nad chłopakiem i całuję jego usta zagryzając wargę. Czuję jak język Lucasa penetruje moją buzię, a jego palce wędrują pod moją koszulką. Złapał moje piersi, ale ten dotyk wcale mi się nie spodobał. Trudno, brnę w to dalej. Przyciskam ciało do chłopaka i ciągnę go lekko za włosy. Posuwistym ruchem bioder powoduję, że Lucas się podnieca. Mruczy. Zamykam jego usta w pocałunku, gdy nagle ktoś puka w naszą szybę. Przestaję całować chłopaka i patrzę przez okno. Justin macha nam przez szybę, więc naciskam guzik aby otworzyć okno.
- Chodź do domu, mama się będzie niepokoić – mówi chłopak przyglądając się sytuacji. Nie wydaje się być speszony, ani wkurzony tym co widzi.
- Jasne – mówię z uśmiechem na twarzy. – Pa – zwracam się do Lucasa i wychodzę z auta.
Justin przepuszcza mnie w furtce, a gdy ją zamyka słyszymy odjeżdżający samochód Lucasa.
Idąc chodnikiem w stronę domu Justin łapie moją rękę. W ciemności nikt nie jest w stanie nas zobaczyć. W ciemności jesteśmy wolni, bezkarni.
Mój brat wyciąga z kieszeni klucze do domu i otwiera cicho zamki. Wchodzimy do przedpokoju nadal trzymając się za ręce. Jesteśmy spięci. Nie wiemy czy rodzice już śpią, czy nie. Nie wiemy jak zareagują, nie wiemy co się za chwilę stanie, nic nie wiemy.
Nie ściągając butów przechodzimy przez przedpokój i widzimy jak mama i tata podchodzą do wyjścia z salonu. Obydwoje bacznie się nam przyglądają, ale nie robią żadnego ruchu. Patrzę w oczy mamy, później w oczy taty i przechodzę obok nich trzymając Justina za rękę. Prowadzę go do góry i otwieram drzwi łazienki, które są usytuowane tuż obok schodów. Rodzice widzą jak Justin wchodzi za mną do łazienki, ale nadal nie reagują. Co się dzieje?
Domyślam się, że mama wzięła sobie słowa lekarki do serca i przekazała tacie instrukcje jak mają się wobec nas zachowywać. W takiej sytuacji ja i Justin wykorzystamy ten stan rzeczy do maksimum.
Brat zamyka za nami drzwi, opiera się o nie plecami i patrzy uważnie na mnie.
- Gdzie byłeś? – pytam.
- U Simona. Graliśmy w gry – mówi ściągając kurtkę jeansową.
Rozbieram bluzę i rzuciłam ją na pralkę. Oboje nie mamy na tyle odwagi aby teraz rozmawiać o sytuacji, która wydarzyła się przed chwilą. Jeszcze nie potrafimy pojąć nagłej zmiany zachowania rodziców. Myślę, że nigdy tego nie pojmiemy.
Ściągam spodnie, skarpetki i koszulkę zostając w samej bieliźnie. Podnoszę wzrok i widzę jak Justin nalewa gorącej wody do wanny. Ściąga spodnie pozostawiając je na ziemi i od razu pozbywa się bokserek. Staną przede mną zupełnie nago czekając aż ja się rozbiorę, co też niezwłocznie czynię.
- Myślisz, że za chwilę tu zapukają? – pyta lekko przechylając głowę w stronę drzwi.
- Myślę, że nie – odpowiadam i wchodzę do wanny pełnej piany i gorącej wody. Zakręcam kurek i wyciągam rękę aby zaprosić Justina do siebie.
Chłopak siada naprzeciwko mnie. Aby wygodnie się usadowić opieram szyję na skraju wanny, prostuję nogi i oplatam nimi Justina. Chłopak bez zmrużenia oka patrzy na moje nagie ciało i mówi:
- Melody ze mną zerwała.
- Najwyższa pora – odpowiadam z lekkim rozbawieniem w głosie.
- Też tak jej powiedziałem. Teraz twoja kolej – szepcze patrząc mi w oczy.
- Za kilka dni – odrzekam i zanurzam całą głowę w gorącej wodzie.
Gdy się wynurzam Justin czeka z kolejnym pytaniem:
- Jak było u psychologa?
- Nic nie mówiłam. Nie będę z nią rozmawiać na nasze tematy. To jest nasz związek, to nie jej sprawa co do siebie czujemy – opowiadam pewnym siebie głosem.
- To dobrze. Też tak uważam – szepcze z uśmiechem na twarzy. – Myślisz, że nas podsłuchują? – pyta zerkając na drzwi.
- Myślę, że nie. Nie bój się. Wykorzystajmy tą chwilę jak się da. Nie wiadomo kiedy znowu taka się nadarzy – szepczę i oplatam mocniej Justina nogami.
Chłopak obsuwa się w wannie i także kładzie szyję na jej skraju. Leżymy bez słowa wpatrując się w siebie, a każdy z nas zastanawia się jak zachować tą chwilę na wieczność. Każdy z nas wie, że za chwilę tej chwili nie będzie, a wieczność nie istnieje. Każdy z nas się tego boi.


74 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Ale ta Jane ma charakterek, nie ma co XD Ostro się dzieje, ten ojciec jakiś taki pojebany "ja już nie mam syna" lmao to tak jakby już laske położył na Jane i Justina "bo mam przecież maluchy" loool nie lubię go już, ale za to ich matka jaka wspaniałomyślna, nie rozdzieli ich bo nie chce niszczyć rodziny. Prędzej czy później Jane i tak ucieknie z Justinem i taki będzie finał tego wszystkiego. Dziwi mnie tylko dlaczego Justin nie był zły na Jane za tego Lucasa, tylko tak na spokojnie i nawet jej wielkich wyrzutów nie robił z tego powodu, dziwne dziwne. No ale nic, zobaczymy co się będzie dalej działo i co z tego wyniknie :D Czekam z wielką niecierpliwością na następny :D

      Usuń
  2. super rozdział jest naprawde wspaniały Justin wreście stanął w obronie ich zwiazku a nie tylko sie przyglądał mam nadzieje ,że ich rodzice wreście zaakceptują ten związek bo oni są naprawde słodcy.Jane za bardzo pewna siebie ale oprócz tego świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział! Oby udało im sie jak najdłużej byc razem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju to jest takie boskie! !!! Kocham to opowiadanie ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. No to się porobiło :O

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty rozdział <3 już myślałam, że ich rodzice nagle wyjadą z tekstem, że też są rodzeństwem hahahahahaha. I ta akcja jak Justin przyszedł do Jane w nocy albo ich wspólna kąpiel asdf *.* i dobrze, że Justin zerwał z Melody. Tylko żeby ta nie domyśliła się niczego o Justinie i Jane :o a po tym opowiadaniu wiem, że wszystko tu jest możliwe haha <3 | @LLWTBBE

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny rozdział.Mam nadzieje,że jak im rodzice pozwalają teraz tak być razem to oni przez to nie zrezygnują ze swojego związku.Są mega słodką parą.Mam nadzieję,że im się uda być razem i nikt nie wyleci z tego domu

    OdpowiedzUsuń
  8. cudowny rozdział .

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje mi się, że to mój ulubiony rozdział jak dotąd. Z kilku względów: Jane i Justin jeszcze nigdy nie byli tak pewni swoich uczuć. Przepiękne było to, jak Justin bronił ich związek, tak powinno być od samego początku, gdy rodzice się dowiedzieli. W ten sposób pokazuje Jane i im, że to nie jest jakiś wybryk, a prawdziwe, niefortunne uczucie.
    Szczerze mówiąc, bałam się tej sceny Justina z Melody. Bałam się, że tym razem się prześpią ze sobą, a to byłoby jak nóż w pierś Jane. Jestem pewna.
    Nie mam szacunku do ich ojca. Nazwał zboczeńcem swojego syna, zamiast po prostu starać się jakoś pomóc, spróbować uszanować sytuację. Jedyne, co zrobił dotąd to darcie mordy. I przykre jest to, że wszyscy naskakują na Jane, Justina broniła matka, a Jane nikt.

    shippuję Justina i Jane, nieważne jak chore się to wydaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaka sielanka no nie mogę.... Potrafisz robić drame? To może spróbuj bo od prologu ciągle jest to samo

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowny! myslałam że jane nie zgodzi się isc do psychologa, a jednak
    czekam na następny <33

    OdpowiedzUsuń
  12. uwielbiam ich ale wydaje mi się że niedługo już nie będzie tak pięknie między nimi jak jest teraz

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowny rozdział ! Czekam na next ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. uwielbiam to opowiadanie, jest zupełnie inne niż wszystkie i to czyni je takim wyjątkowym - mogę bez problemu powiedzieć, że to moje ulubione ff, bez względu na to co sądzą o nim inni :) kocham i czekam na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział. Boję się co będzie w kolejnym bo coś czuje że nie będzie już tak dobrze :(

    OdpowiedzUsuń
  16. jejuuu cudowne!
    /tt @awwhmrbiebr
    udanego sylwestra

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten rozdział jest jednym z moich ulubionych jak do tej pory.
    Kocham Cię za to ♡♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowny rozdział głównie dlatego że nikt o nic się snie czepiał no może tylko Melody...

    OdpowiedzUsuń
  19. swietny ; ) czekam na kolejny ijuhyghdjk

    OdpowiedzUsuń
  20. Podobało mi się to, że w końcu Justin wstawił się za ich związkiem, ale żadnej reakcji na obciskiwanie w samochodzie? Szkoda xd
    Czekam na NN <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeju, cudowny rozdział. Ale coś czuję, że w kolejnym będzie jakaś drama.. ale to to dobrze, bo je uwielbiam :D Czekam na następny! xxx
    @myprettyJowita

    OdpowiedzUsuń
  22. Jejkuś, nie wierzę, czyżby w końcu będą mieli spokój? Czy to tylko cisza przed burzą?
    Z niecierpliwością czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspaniały. Cały czas myślę, że rodzice powiedzą im, że któreś z nich jest adoptowane. A ta Jean to trochę przesadza. Jest niepelnoletnia a tak pyskuje. To słodkie że brat/chłopak wstawia się za nią i broni związku. Może to jest dziwne, że brat z siostra ale też takie słodkie. Fajnie by było jak by byli razem cały czas. Czekam na nn :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. Super rozdział, nie mam się doczekać następnego:)

    OdpowiedzUsuń
  25. pol roku minie w moje urodziny:) a rozdzial super, co kolejny to ciekawszy!

    OdpowiedzUsuń
  26. Chyba zaraz umrę ... Dobrze , że ich nie kontrolują :') Czego oczekujemy ? Seksu oczywiście (hahhaha) Rozdział super już nie mogę się doczekać następnego :')

    OdpowiedzUsuń
  27. Już myślałam, że naprawdę wyrzucą Justina z domu :o Ale na szczęście... Jest dobrze. Chyba. Mam nadzieję, że już tak zostanie *.*

    www.collision-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. cudny rozdział :) nie mogę się doczekać następnego :D świetnie piszesz ;) @Rebellinous

    OdpowiedzUsuń
  29. Swietny! Z niecierpliwoscia czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak zwykle rozdział idealny :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. myślę że szybko się wyda że są razem ale normalny człowiek nie domyśliłby się że coś jest między nimi nawet jakby były dziwne sytuacje, czasami się zdarza że rodzeństwo się do siebie zbliża i troszczy

    OdpowiedzUsuń
  32. to ff to zycie nie bede sie rozpisywac bo nawet nie umialabym wyrazic w slowach jak bardzo kocham to opowiadanie JESTES WIELKA

    OdpowiedzUsuń
  33. kocham ten rozdział jest taki... prawdziwy <3
    Życzę weny ! :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Jejku to jest chyba najlepszy rozdział jak do tej pory. Aż go przeczytałam 5 razy.

    OdpowiedzUsuń
  35. O co chodzi ze tak mało komentarzy? Ja już dadaje 3 !ludzie jak czytacie to komentujcie to naprawdę dodaje sił autorce do dalszych rozdziałów! A rozdział jak zwykle cudowny ❤

    OdpowiedzUsuń
  36. Jak chcą się pieprzyc to niech to robią
    YOLO. Lubrykant to Justina wróg.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wreszcie Justin zaczął bronić ten związek. Oby tak dalej! A rozdział genialny <3

    OdpowiedzUsuń
  38. Super rozdzial!

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak ja lubie jak ona chodzi w jego koszulce ������

    OdpowiedzUsuń
  40. No to co Justin jest już wolny xd Niedługo Jane, tylko żeby nikomu nie wydało się to podejrzane... Jestem ciekawa co będzie skutkiem spotkań Jane z psychologiem...
    No nic czekam na 28 xx

    OdpowiedzUsuń
  41. Świetny rozdział z jednej strony współczuje rodzicom, ale też i im :)
    Ta końcówka i ciekawe co dalej z wizytami u psychologa

    OdpowiedzUsuń
  42. Poważnie 47 komentarzy? Ludzie, co jest z wami nie tak? Jakim trzeba być chamem, żeby po prostu wejść na bloga, przeczytać rozdział i wyjść, jak gdyby nigdy nic. Umiecie w ogóle docenić pracę autorki? Zostawcie ten pieprzony komentarz, nawet składający się z jednego słowa: "cudny", jeśli napisanie dłuższej wypowiedzi tak wiele was kosztuje, by autorka wiedziała, że jej praca trafia do szerokiej grupy odbiorców. Blog jest promowany przez coraz większą ilość osób (wiem, bo widziałam), zapewne ilość czytelników stale rośnie, a tu taka wymęczona ilość komentarzy pod rozdziałem. Dla mnie to chamskie i niestosowne z waszej strony. Dziewczyna nie dostaje pieniędzy za pisanie tego fan fiction, robi to z czystej przyjemności, sprawiając ją także nam, a wy nawet nie zdobędziecie się na wyrażenie własnej opinii. Chore i głupie.
    Mam wrażenie, że nie doceniacie tego bloga. Nie zdajecie sobie sprawę, że to jedno z lepszych fan fiction, jakie obecnie można przeczytać. Nie, nie jestem znajomą autorki, nie jestem nią, jeśli, to wam przyszło do głowy, a bronię ją tylko dlatego, bo uwielbiam ten fan fiction i chyba bym się wściekła, gdyby nie było kontynuowane tylko dlatego, że jesteście leniwymi i niewdzięcznymi dupkami i nie potraficie zostawić jednego komentarza.

    Nie będę wypowiadać się co do rozdziału, bo moja opinia już jest zamieszczona wyżej. Zerknęłam tylko i szczerze mówiąc, zdenerwowałam się, gdy zobaczyłam taką małą ilość komentarzy pod rozdziałem. Zasługujesz na o wiele więcej, miej tego świadomość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O co się tak spinasz? Ktoś chce komentować, to komentuje a ktoś nie chce, to nie. Wyluzuj.
      Ciągłe żebranie o komentarze jest już nudne.

      Usuń
    2. Och, please. Spinam się o to, że obecnie wielu nie potrafi okazać wdzięczności :) Na wielu blogach tak jest, że licznik wyświetleń rośnie i rośnie, a komentarzy pod rozdziałami jest niewiele. I proszę cię, powiedz mi, czy to nie jest dowód na to, że ludzie nie potrafią okazać po prostu wdzięczności i docenić czyjąś pracę.
      Jakby problemem było pozostawienie krótkiego komentarza...

      Usuń
    3. To, że nie komentują nie oznacza od razu brak wdzięczności. To tylko ff, bez przesady! Mają klękać na kolanach od razu? Podchodzicie do tego za bardzo poważnie. Tak wiem co napiszesz, że autorka poświęca swój czas aby to napisać. Ja to doskonale rozumiem, sama pisałam ff i wiem ile czasu to zajmuje.
      Zresztą... nie oszukujmy się, ale komentarzy wcale nie jest mało. Nie rozumiem tego, że ciągle jest o to spina. Gdyby było 10 to co innego, ale jest po 60, 70 a to dobry wynik.
      Wiadomo, że nie każdy będzie komentował itp. Dlatego trzeba docenić te komentarze, które pozostawiają tak zwani "stali czytelnicy".

      Ja czytam, ale nie komentuję. Dlaczego? A właśnie dlatego, że pod każdym rozdziałem w notce jest "nagonka" o komentarze. Mam już tego serdecznie dość i cholernie mnie to irytuje. To wszystko z mojej strony :)

      Usuń
    4. To możo pora abym ja się wypowiedziała.
      1. Zależy mi na komentarzach ponieważ gdyby nie komentarze od czytelników, już dawno bym tego nie pisała. Ty nawet nie wiesz ile komentarze mieszają w fabule ff. Czasem mam już dalszą część napisaną, a w komencie ktoś zacznie gdybać i ja zauważam, że faktycznie jakąś część fabuły zbagatelizowałam, dlatego wracam i poprawiam, więc dlatego tak bardzo zależy mi na opiniach.
      2. Czemu ciągle piszę o komentarzach? Bo nie piszę ff od dziś i wiem, że gdybym o tym nie pisała, komentarzy byłoby mniej.
      3. Ale tu i tak jest dużo komentarzy... No nie. Ja nie patrzę na liczbę samą w sobie a na proporcję. Z tego co wiem, trm czyta ponad 400 osób, więc większość nie komentuje. Smutne.
      4. Jeśli sama kiedyś pisałaś ff, to wiesz jak wsparcie innych pomaga w uwierzeniu, że to co robisz ma sens.
      5. Oprócz pisania, ja jeszcze siedzę codziennie i reklamuję bloga, poświęcam mu większość swojego czasu, więc poproszenie o jeden mały kmentarz nie jest czymś strasznym z mojej strony, nie prawda?
      Takie jest zdanie na temat komentarzy autorki bloga. Pozdrawiam. :)

      Usuń
    5. 1. Rozumiem to. Ale czytając komentarze na Twoim blogu zauważyłam, że mało jest osób które naprawdę cokolwiek podpowiadają czy też "gdybają". Większość to "kocham", "dfskjfshsdjfh" itp.
      2. Również rozumiem. Ale to, że piszesz o nich NONSTOP po prostu wkurwia na maksa. Przepraszam za wyrażenie, bo nie chcę Cię urazić. Ale im tego więcej, tym chce się mniej czytać :-/
      3. Wiadomo, że nie każdy będzie komentował. Tak już bywa, niestety. Nic z tym nie zrobimy. Jednak wcale nie masz mało komentarzy, a wciąż jest o to spina. Kumam, że Ci na nich zależy, ale chyba wszyscy już to wiedzą, prawda?
      4. Tak, doskonale to wiem. U mnie na blogu jak było 20 komentarzy to cieszyłam się jak dziecko!
      5. O tym reklamowaniu to przekonałam się na własnej skórze. Musiałam pół tt wymutować, bo po prostu przechodziło to ludzkie pojęcie. Ileż można? I proszenie o "jeden, mały komentarz" jest w porządku. Ale boję się, że jak otworzę lodówkę to ktoś wyskoczy mi z tekstem "skomentujesz TRM?" To tak, jak z reklamą Media Expert.

      Bez obrazy. Po prostu wyraziłam swoje zdanie na ten temat. To wszystko.

      Usuń
  43. O matko, dopiero dziś to czytam i płaczę.. ze śmiechu. Oni mają takie cudne teksty i charaktery.<3
    Mam jednak nadzieję,że to nie jest cisza przed jakąś ogromną burzą(huraganem).
    Kiedy ich rodzice rozmawiali to myślałam,że powiedzą,że też są rodzeństwem. xD

    Dziwi mnie fakt,że normalnie miałaś ponad 100 komentarzy,a teraz nawet nie ma 50... To żałosne,że ktoś czyta i nie komentuje. Zabić zanim jaja złoży ;)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  44. k o c h a m

    tylko tyle moge napisac

    OdpowiedzUsuń
  45. kocham,kocham,kocham,kocham,kocham <3
    nie umiem sobie wyobrazic,żeby się to teraz skończyłooooo
    @wifeboyfrom1d

    OdpowiedzUsuń
  46. Jak Ty to robisz że z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej? xD Kreatywny nigdy nie byłem, więc jedyne co mogę napisać to to, że to ff jest najlepsze! Życzę weny x
    @BartekBVB

    OdpowiedzUsuń
  47. Uwielbiam sposób w jaki 'droczą się' z rodzicami :D To strasznie śmieszne momenty :D

    OdpowiedzUsuń
  48. Jen zaczyna mnie irytować, ona chyba nie traktuje tego związku poważnie, tylko na pokaz. Ok, rozumiem, że to jest dla niej trudne, ale mogłaby się uspokoić.
    Podziwiam Margaret i Roberta za to, że tak dobrze to znoszą. Ciekawe czy dzieciaki też sie dowiedzą? W sumie to i tak by tego nie zrozumiały. To nawet lepiej. Świetny rozdział kochana! Czekam na następny xx ilysm ( @luv_my_TOMMO_ )

    OdpowiedzUsuń
  49. Ciekawe jak dalej rodzice będą reagować na to co oni robią, wydaje mi się że może Jane i Justin zaczną udawać przed rodzicami że pomiędzy nimi się psuje i po jakimś czasie że to koniec tego związku, a tak naprawdę będą dalej się spotykać a potem wyjadą czy coś, albo pomiędzy nimi zacznie się psuć, hm nie wiem. Czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  50. Co rozdział to lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  51. super rozdział kochana <3 ciekawe co będzie w następnym ;) hmmm

    OdpowiedzUsuń
  52. Genialne *__* i w zasadzie to tyle jestem w stanie teraz napisać!!
    ____

    Zapraszam na moje ff z Niallem pt. SKEWER

    OdpowiedzUsuń
  53. najlepsze!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  54. Omgomgomg zajebisty jak zawsze ❤ jesteś genialna �� nie moge sie juz doczekac nastepnego �� ~ @JujuMyKidrauhl

    OdpowiedzUsuń
  55. Najlepsze ff ever. <3 Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. :)

    OdpowiedzUsuń
  56. o fuck xD nie spodziewałam się takiej reakcji rodziców xD szczerze to baaardzo mi się podoba ta sytuacja bo wszystko się dynamicznie dzieje xD dziękuję za rozdział @hallxofxfame .xx

    OdpowiedzUsuń
  57. super rozdzial :) dawaj kolejny kicia :*

    OdpowiedzUsuń
  58. Orgazm jeden wielki orgazm.Troszeczkę dziwi mnie jak na to wszystko reagują ich rodzice ja na ich miejscu pwenie by ich z domu wyrzuciła i wgl.Scena w wannie jest moim zadniem taka urocza i romantyczna aż czuć miłość~Beauty Juliet

    OdpowiedzUsuń
  59. Boże kocham tą ksiązke ;) Jane i Justin <3 Oni muszą być razem nie widzę innej opcji. No Jane nikt nie broni -- zajebiści rodzice nie ma co. Mam nadzieje ze okaze sie ze jedno z nich jest adoptowane czy coś bo oni MUSZĄ BYĆ RAZEM !!! :D Jeszcze nigdy nie jarałam sie tak czytając cokolwiek. :) Mam nadzieje że sie nie zawiode bo naprawde to co piszesz jest cudne, historia jak zadne inne, masz talent dziewczyna !!! :D Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział !!! :D

    OdpowiedzUsuń
  60. Ten rozdział był genialny ❤

    OdpowiedzUsuń
  61. Sama wymyslilas cala fabule? @xsmileniallx

    OdpowiedzUsuń
  62. Omg ale emocjeeee

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy