12.06.2015

6. Pierwsza Randka



Było późne popołudnie, ja, Justin i Ed siedzieliśmy w salonie i w trójkę graliśmy w gry na konsoli. Polubiłam współlokatora mojego brata, był bardzo dowcipny, ale tym samym był bardzo inteligentny. Cały czas sobie żartował i opowiadał, że się zdziwił gdy Justin mu powiedział, że musi pojechać po dziewczynę, ponieważ w ogóle o niej nie wspominał, za to, często mówił o swojej siostrze. Ed powiedział, że zaskoczył go fakt, iż Justin ma dziewczynę. My z Justinem wymieniliśmy się znaczącymi spojrzeniami, ale nie skomentowaliśmy jego wypowiedzi, zmieniając temat.
- Głodna jestem… - mruknęłam mimochodem, gdy chłopcy znowu mnie ograli.
- To słuchajcie, może zamówimy pizzę? – zaproponował Ed.
- Ed, nie obraź się, ale dziś biorę Jane na kolację – uśmiechnął się Justin, wyłączając grę.
- Bierzesz mnie na kolację? Co? – zapytałam zdziwiona.
- Dziś mamy randkę – odparł Justin z uśmiechem, stając nade mną i podając mi rękę, aby łatwiej mi było wstać z podłogi, na której się rozsiedliśmy.
- Aaa… to wam nie będę przeszkadzał. Na noc też mam wyjść? – zaśmiał się Ed, patrząc na nas z dołu.
Ja i Justin wybuchliśmy gromkim śmiechem, ponownie popatrzeliśmy na siebie wymownie, po czym Justin odparł:
- Spokojnie, nie będziesz nam przeszkadzał.
- Ja się nie martwię czy ja wam będę przeszkadzał, bardziej martwi mnie fakt, że wy mi będziecie przeszkadzać i nie będę mógł zasnąć – zaśmiał się.
Zagryzłam wargi, żeby nie wybuchnąć większym śmiechem, gdy Justin odrzekł:
- Zwykle jesteśmy cicho, mamy opanowane to do perfekcji.
- Trzymam was za słowo! – zawołał za nami Ed, gdy Justin wziął mnie za rękę i poprowadził do swojej sypialni.

Oboje zaśmialiśmy się głośno, gdy drzwi pokoju Justina zamknęły się za nami.
- Gdzie mnie zabierasz? – zapytałam, siadając na jego łóżko.
- Do restauracji.
- Na naszą pierwszą randkę? – zacytowałam tekst z jego piosenki.
- Słuchałaś – uśmiechnął się do mnie.
- Tak – odparłam nie chcą na razie wyjawiać jak dużo czasu i energii zajęło mi przesłuchanie całej płyty. – Ubierz krawat i marynarkę – dodałam z zalotnym uśmiechem.
- Na naszą pierwszą randkę – dokończył Justin, drocząc się ze mną.
- Też powinnam się ładnie ubrać? – zapytałam, wstają z łóżka.
Podeszłam do szafy i złapałam plecak, który z trudem przeciągnęłam w stronę łóżka.
- Tak – powiedział Justin, wyciągając z szafy garnitur. Cholera, on naprawdę ma zamiar się wystroić.
- Nie wzięłam żadnej sukienki… -mruknęłam z przestrachem szukając w plecaki najbardziej eleganckiego ciucha.
- Kotku, ty we wszystkim ładnie wyglądasz – Justin uśmiechnął się do mnie.
W końcu wygrzebałam z plecaka czarną spódniczkę i białą bluzkę z długim rękawem. Nie wiem po co to spakowałam, ale coś mnie tknęło, żeby mieć strój na każdą okazję. Teraz mogę być tylko wdzięczna swojej intuicji, za to, że tak nade mną czuwa. Z worka z bielizną wyciągnęłam rajstopy i rozłożyłam swój strój na łóżku Justina.
- W tym mogę iść? – spytałam, wskazując na małą wystawkę ciuchów na materacu.
- Będziesz ślicznie wyglądać – odparł z uśmiechem i skradł mi słodkiego całusa.
Justin ściągnął bluzę i bluzkę, które odrzucił na stolik, po czym wziął z wiszącej nad łóżkiem półki, dezodorant i popsikał się nim. Zamiast sama się przebierać, wpatrywałam się w niego jak zahipnotyzowana. Sposób w jaki się przebierał, był tak normalny, a zarazem tak męski, że nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Kurczę, to jest teraz mój chłopak.
Ściągnęłam jeansy i skarpetki, by włożyć rajstopy na nogi, po czym ubrałam spódniczkę. Zerknęłam na Justina, który teraz wkładał spodnie, będąc tylko w białym podkoszulku. Gdy zauważył, że mu się przyglądam, mrugnął do mnie i pochylił wzrok, by zapiąć skórzany pasek. Założyłam na siebie bluzkę i wciągnęłam ją do spódniczki, wygładziłam ubranie i stanęłam przed Justinem:
- I jak?
- Ślicznie – uśmiechnął się do mnie, po czym pochylił brodę starając się zawiązać krawat.
- Daj to – odparłam, podchodząc do niego.
- Umiesz wiązać krawat? – zapytał zaskoczony.
- Jak byłam mała, to tata mnie uczył, ale nie wiem czy pamiętam – mruknęłam odwiązując supeł, który zrobił Justin.
Niestety mi także nie udało się zawiązać czarnego, cienkiego krawata na szyi Justina. Miałam pięć podejść do tego, ale ani razu nie zawiązałam go w idealny supeł, więc ściągnęłam taśmę krawata z jego szyi, odrzuciłam na łóżko i powiedziałam:
- Podaruj go sobie.
Pocałowałam go w usta i zagryzłam wargę, puszczając ją lekko, na co Justin mruknął z przyjemnością.
- Muszę zrobić makijaż.
- Nie musisz, ślicznie wyglądasz – szepnął, ogrzewając dłońmi moje lędźwie.
- Nie masz lusterka w pokoju?
- Niepotrzebne mi.
- To idę do łazienki, zaraz wracam – mruknęłam i z trudem wyrwałam się z jego uścisku.
Wyjęłam kosmetyczkę ze swojego plecaka i wyszłam z pokoju. Ed obejrzał się za mną i gwizdnął z aprobatą, mówiąc:
- To szykuje się jakaś niezła randka.
Zaśmiałam się i nic nie odpowiadając weszłam do łazienki.
Nałożenie delikatnego makijażu zajęło mi piętnaście minut, rozczesałam włosy pozostawiając je rozpuszczone, popsikałam się perfumami i schowawszy kosmetyki z powrotem do kosmetyczki, wyszłam z łazienki. Justin czekał na mnie rozleniwiony na kanapie.
- Gotowa?
- Tak – odparłam, wchodząc do jego pokoju.
Kątem oka zauważyłam jak chłopak leniwie wstaje z kanapy, mówiąc:
- Nareszcie.
Zaśmiałam się i z podręcznej torby wyciągnęłam małą torebkę, do której wpakowałam chusteczki higieniczne, portfel i telefon. Ubraliśmy się ciepło i wyszliśmy na półmrok klatki schodowej.
- Musimy przejechać się autobusem, żeby dojechać do centrum.
- Nie przeszkadza mi do – odparłam, schodząc po schodach. Nagle usłyszeliśmy dźwięk mojego telefonu, wyciągnęłam go z torebki, a na wyświetlaczu pojawił się napis „mama.”
- Mama dzwoni, nie odzywaj się – szepnęłam do Justina, który przytaknął i po cichu nada schodził na dół.
- Halo? – powiedziałam do słuchawki.
- I jak tam Jane? – zapytała niczego nieświadoma mama.
- A dobrze, dobrze – odparłam, starając się na poczekaniu wymyślać jakieś kłamstwa.
Wyszliśmy z Justinem na ulicę, gdy nagle obok nas przejechała z hukiem ciężarówka.
- Co to za hałasy? – zapytała mama.
- Auto… wyszliśmy na miasto coś zjeść – mruknęłam tłumacząc.
- Byliście już jeździć na nartach? – zapytała zaciekawiona.
- Tak – odparłam, żeby wytłumaczyć dlaczego ja nie dzwoniłam przez całe popołudnie – jeździliśmy z trzy godziny.
- I jak ci idzie? – zapytała.
- Na razie nijak – zaśmiałam się udając rozluźnioną.
- Nie sprawiasz kłopotów rodzicom Simona?
- Nie, nie, oni są bardzo mili – odparłam uważając, żeby nie wypowiadać imienia Simona. Przecież nie powiedziałam Justinowi o tym, że wyjawiłam mu całą tajemnicę.
- To dobrze…
- Mamo, słuchaj, nie mogę teraz rozmawiać, ty też nie dzwoń, bo tu cały czas się zasięg traci. Zadzwonię do ciebie przed wyjazdem, dobrze? – odparłam, znudzona tą krótką wymianą zdań.
- No dobrze, to trzymaj się ciepło i baw się dobrze. Oczywiście uważaj tam na siebie i pozdrów rodziców Simona – odparła mama, nadal niczego nie podejrzewając.
- Dzięki, dobrze pozdrowię. To pa – powiedziałam i szybko się rozłączyłam.
- Właściwie co powiedziałaś mamie? Że gdzie pojechałaś? – zapytał Justin, gdy tylko włożyłam telefon z powrotem do torby.
- Później ci to opowiem – mruknęłam, łapiąc jego rękę.
Idąc, przytuliłam się do boku Justina czując, jak obezwładnia mnie chłód wieczora, taka zimna zima była rzadkością w Anglii. Justin poprowadził mnie na przystanek, na którym staliśmy niecałe pięć minut, gdy autobus na centrum przyjechał. Usiedliśmy z tyłu, nadal trzymając się za ręce. Spojrzałam na Justina, który był dziwnie rozpromieniony.
- Co się śmiejesz? – powiedziałam, zadzierając brodę.
- Bo mogę – odparł nieprzyzwoicie uśmiechnięty.
- Jesteś zadowolony, bo przyjechałam? – zapytałam rozbawiona.
- Jestem zadowolony, bo chodzimy sobie po mieście trzymając się za ręce i nikt nie wytyka nas palcami, nie musimy udawać, trzymać się na dystans, po prostu jesteśmy sobą.
- Czy twoje marzenie się spełniło? - zapytałam rozpromieniona.
- Tak – odparł, pokazując w uśmiechu wszystkie zęby.
- Czyli teraz mogę iść? – zapytałam, drażniąc się z nim.
Podniosłam się z miejsca i chciałam przecisnąć się przed Justinem, ale on mnie złapał w pasie i unieruchomił, a autobus nagle wjechał w zakręt, więc bezwładnie opadłam na kolana Justina, nie przestając się śmiać.
- Ty mi teraz już nie uciekniesz – powiedział, przytulając mnie mocno.
- Ja ci nigdy nie uciekałam – mruknęłam, nagle poważniejąc.
- Nie łap mnie za słówka – bąknął Justin, szturchając nosem mój nos.
- Przepraszam – zaśmiałam się – nie mogłam się powstrzymać.
- Ty się nigdy nie umiesz powstrzymać.
- Wiem – odparłam ze śmichem i złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
Nareszcie nie obchodziło mnie to, co inni myślą na nasz temat. W sumie inni teraz nic nie myślą. Nie wiedzą, że jesteśmy rodzeństwem, myślą, że jesteśmy parą, ładną parą. Pewnie w ich oczach pasujemy do siebie, oboje szczupli, blondyni, uśmiechnięci, ładnie ubrani. Para idealna. Szkoda tylko, że pod tą przykrywką kryje się coś naprawdę chorego.
- Jak opowiadałeś o mnie Edowi, to nie mówiłeś mojego imienia? Bo dziś jakby w ogóle nie skojarzył, że twoja dziewczyna i twoja siostra to jest jedna osoba – zauważyłam.
- Widocznie nigdy nie powiedziałem twojego imienia – Justin wzruszył ramionami, dodając – ale żeby nie było, aż tak dużo o tobie nie mówiłem. Raz, czy dwa wspomniałem.
- No nie bądź już taki skromny – mruknęłam z uśmiechem.
- Mówię prawdę – oburzył się.
- No nie złość się tak na mnie – mruknęłam dając mu całusa.
- Nie mógłbym się na ciebie złościć. Szczególnie teraz – odparł.
- Teraz, co to znaczy?
- No teraz, teraz kiedy jesteś tu, ze mną. I jest nam dobrze. – wytłumaczył.
- Jest nam dobrze, bo jeszcze nie rozmawialiśmy o tych najważniejszych sprawach dotyczących naszego związku – powiedziałam, a mój głos mimowolnie zesmutniał.
- Nie rozmawiajmy o tym dzisiaj.
- Dobrze – szepnęłam.
- To nasz przystanek – odparł pośpiesznie Justin i pomógł mi wstać. Wyszliśmy szybko na zimne i ciemne podwórko.
- Daleko jest ta restauracja? – zapytałam, przebierając nogami.
- Nie. Tuż za rogiem – powiedział i złapawszy mnie za rękę pociągnął mnie w prawo.
Trzy minuty później weszliśmy do eleganckiego lokalu. Gdy oddaliśmy kurtki zimowe, skierowaliśmy się do stolika, złożyliśmy zamówienia, a później powiedziałam to, czego nie chciałam mówić przy kelnerze, ani żadnym innym pracowniku restauracji.
- Justin, stać cię na to?
- Uwierz, zaplanowałem tą kolację, w razie gdybyś przyjechała i oszczędzałem na nią miesiąc – zaśmiał się nachylając się w moją stronę.
- Ty serio tak mówisz? – zapytałam z przestrachem.
- Tak – powiedział – uwierz, pensja kelnera nie jest zbyt wysoka. Ratują ją napiwki, a ja dostaję ich dużo.. Przynajmniej w porównaniu do innych.
- Bo jesteś przystojny – uśmiechnęłam się. – W tej restauracji pracujesz? – rozejrzałam się dookoła po eleganckim wnętrzu.
- Nie w tej. Nie chciałem, żeby moi współpracownicy byli przy mojej randce – zaśmiał się, dodając – pracuję w restauracji w innej części miasta. Ed tu zabrał kiedyś swoją dziewczynę i powiedział, że dobre jedzenie mają. Ale restauracja, w której pracuje jest o podobnym standardzie, co ta.
- To napiwki muszą być niezłe – odparłam, rozglądając się po gościach restauracji.
- No i są niezłe. Raz nawet dostałem siedemdziesiąt funtów napiwku, serio mówię – powiedział z uśmiechem – taka babka mi zostawiła, bo rachunek miała na trzydzieści euro, a zostawiła stówkę i wyszła. Ale gorzej jest jak nie posprzątam w domu, to napiwek leci do skrzynki.
- Często ci się to zdarza? – zapytałam rozbawiona.
- Czasem… Ale częściej Ed zostawia tam swoje napiwki – zaśmiał się i ściągnął łokcie ze stolika, gdy kelnerka przyszła z naszymi zamówieniami.
Zjedliśmy pyszne potrawy rozmawiając o trywialnych sprawach. Śmialiśmy się, wspominaliśmy stare czasy i zupełnie zapomnieliśmy o problemach. Było dokładnie tak jak to sobie wyobrażaliśmy. Było normalnie. Po kolacji otuliliśmy się w szaliki i czapki i wyszliśmy na zimne podwórze. Zaczął obficie padać śnieg, wszyscy wokół nas pędzili do domu, a ja popatrzyłam na granatowe niebo i powiedziałam:
- Popatrz jak pięknie.
- Pamiętam jak byliśmy mali i zawsze bawiliśmy się razem na śniegu – odparł Justin także patrząc w górę, później zerknął na mnie i powiedział – gdzie masz rękawiczki?
- W kieszeni – odparłam zarumieniona.
- To je ubierz, żeby ci było ciepło – szepnął, oplatając mnie ramieniem.
- Nie potrafię się przyzwyczaić do tego…
- Do rękawiczek? – przerwał mi Justin ze śmiechem.
- Nie do rękawiczek idioto – odparłam, szturchając do w łokieć. – Do tego, że jesteś taki opiekuńczy… Nigdy taki nie byłeś.
- A wyobrażasz sobie, żebym był taki przy światkach? – zapytał, prowadząc mnie wzdłuż chodnika.
- No nie, ale nawet jak byliśmy sami, nie byłeś taki opiekuńczy.
- Bo jak byliśmy sami, to byliśmy tylko zamknięci w pokoju. Nie miałem szans tak się wykazać – odparł z błyskiem w oku.
- Chciałabym tak cały czas… - rozmarzyłam się.
- Spokojnie kochanie, jeszcze coś wymyślimy, żeby ta chwila trwała wiecznie – mruknął i pocałował mnie słodko w usta. – Chodź na spacer.
- Wieczorny spacer ulicami Londynu podczas śnieżycy. Romantyczność full exclusive – zaśmiałam się, łapiąc płatki śniegu puchowymi rękawiczkami.
- Nie przesadzaj z tą śnieżycą – odparł Justin, przytulając mnie mocniej do siebie.
- Nie psuj chwili skarbie – uśmiechnęłam się.
Chodziliśmy ulicami Londynu czując jak stopy nam marzną. Śmialiśmy się i łapaliśmy płatki śniegu, które obficie sypały z nieba. Było pięknie, idealnie. Wrócenie do domu na piechotę zajęło nam ponad czterdzieści minut, ale było warto.
Trawnik przed kamienicą był pokryty grubą warstwą śniegu, gdy Justin otwierał kluczem drzwi wejściowe, schyliłam się i wzięłam trochę białego puchu w garść. Uformowałam z niego śnieżkę i rzuciłam ją w Justina, który oberwał prosto w kark.
- Co jest? – obrócił się zaskoczony.
- Mówiłeś, że brakuje ci tego czasu zabaw na śniegu… - powiedziałam ze śmiechem i rzuciłam w niego drugą śnieżką, która rozwaliła się na jego piersi.
Justin zszedł ze schodków wchodząc w zasięg światła z latarni ulicznej. Teraz mogłam dokładnie widzieć jego minę, która była rozbawiona, ale i zacięta.
- Ja ci zaraz pokażę czego mi brakuje… - powiedział i rzucił się biegiem w moim kierunku, a ja z odruchu cofnęłam się wpadając na zaśnieżony żywopłot.
Justin mnie dopadł i złapał w pasie podnosząc do góry. Krzyknęłam roześmiana i poczułam, że chłopak przeciska się przez żywopłot i wchodzi na ośnieżony trawnik, niestety poślizgnął się na małym wzniesieniu i oboje wylądowaliśmy w śniegu, Justin na mnie, ja pod nim. Śmialiśmy się do rozpuku leżąc zakopani w śniegu.
- Tego ci brakowało? – zapytałam, uspokajając się trochę.
- Nie wyszło mi – zaśmiał się Justin, pociągając nosem.
Nastała między nami cisza przerywana dźwiękami jeżdżących samochodów na pobliskiej ulicy. Justin popatrzył na mnie, po czym nachylił się i złączył nasze usta. Jego wargi były zimne, ale temperatura pomiędzy nami rosła i miałam wrażenie, że za chwilę spowodujemy globalne ocieplenie. Nagle wpadło mi coś do głowy. Ostrożnie, nadal całując Justina, zgarnęłam do garści trochę śniegu i nieoczekiwanie rzuciła nim w plecy chłopaka, który od razu oderwał się ode mnie.
- Tego ci brakowało? – powtórzyłam ze śmiechem.
- Jane, teraz popamiętasz tego… Śnieg wleciał mi za koszulę! – powiedział, wstając i wytrzepując ubranie.
- Super, bo ja jestem cała mokra od leżenia na śniegu – powiedziałam, podnosząc się z zimnego podłoża.
- Czyli już się doigrałaś – zaśmiał się i wziął mnie za rękę. – Chodź do domu, bo zachorujesz.
Już nie próbowałam rzucać śniegiem w Justina, ponieważ byłam tak przemoczona, że zaczęłam trząść się z zimna. Gdy weszliśmy do domu, Ed był w swoim pokoju, więc staraliśmy się zachować ciszę, ponieważ nie wiedzieliśmy czy już śpi, czy nie, w końcu było dużo po dziesiątej. Ściągnęliśmy kurtki, które wzięłam do łazienki i wytrzepałam je ze śniegu w kabinie prysznicowej. Później ściągnęłam buty i postawiłam je na szmacie pod kaloryferem, aby wyschły do rana, Justin swoje postawił obok moich i powiedział:
- Ty o wszystkim myślisz, ja bym kurtkę powiesił, buty zostawił pod drzwiami i poszedł spać…
- A później byś miał kałużę w przedpokoju – odparłam, wchodząc do aneksu kuchennego.
- Nie poślizgnij się, bo masz mokre stopy – powiedział Justin, idąc za mną.
- Zimno mi… - mruknęłam, wlewając wody do czajnika.
- Ja ci zrobię herbaty, ty idź weź gorący prysznic – odparł, biorąc ode mnie czajnik.
- Kochany jesteś – mruknęłam z uśmiechem, całując go w policzek.
- Staram się – odpowiedział, puszczając mi oczko.
Wzięłam z plecaka ciepłą piżamę, której dół pokryty był wzorem w różowe chmurki, a góra miała nadruk z zabawną świnką i poszłam pod prysznic. Umycie się zajęło mi dwadzieścia minut, ponieważ nie sposób było mnie wyciągnąć spod gorącego strumienia, który przyjemnie ogrzewał moje ciało. A gdy już wyszłam spod prysznica, obezwładniło mnie zimne powietrze, które spowodowało na moim ciele nieprzyjemną gęsią skórkę. Owinęłam się szczelnie ręcznikiem, po czym wytarłam się i trzęsąc się założyłam na siebie piżamę. Umyłam zęby i weszłam do ciepłego salonu, gdzie Justin oglądał telewizor.
- Zimno mi – mruknęłam, siadając obok chłopaka. Wtuliłam głowę w jego pierś, a on objął mnie ramieniem i pogłaskał.
- Masz tu herbatę – odparł i wskazał na stolik, na którym stały dwa parujące kubki.
- Dziękuję, mówiłam ci, że jesteś kochany? – zapytałam z uśmiechem i sięgnęłam po herbatę.
- Nie raz – mruknął ze śmiechem. – Dobra, teraz ja się idę myć.
- Ok, poczekam tu na ciebie – szepnęłam cicho, patrząc na plecy Justina, który wszedł do swojego pokoju po piżamę.
Siedziałam po turecku na kanapie w salonie przywołując w myślach naszą randkę. Była idealna, lepszej nie mogłabym sobie wyobrazić. Justin się postarał, pogoda nam dopisała. Wiedziałam, że nic nie odbierze mi tych wspomnień, ale tym samym chciałam stworzyć więcej wspomnień z Justinem, żebym miała co wspominać, ponieważ wiedziałam, że te chwile nie potrwają wiecznie i przyjdzie czas rozstania.
Justin uwinął się w zatrważającym tempie i już po dziesięciu minutach wyszedł umyty ubrany w biały podkoszulek i długie spodnie od piżamy w szarą kratkę.
- Idziemy spać? – zapytał, wyciągając do mnie dłoń, którą złapałam i trzymając kubek z herbatą poszłam za nim do jego pokoju. Po drodze pogasiliśmy wszystkie światła i zostawiliśmy tylko oświeconą małą lampkę, która stała na stoliku obok łóżka. Wturlałam się do zimnej pościeli, a Justin położył się obok mnie, przyciskając mnie do ściany.
- Przypomina mi to, jak spaliśmy u mnie w łóżku – mruknęłam, zagryzając wargi.
- Ale wtedy staraliśmy się nie dotykać siebie… Przynajmniej czasami – odpowiedział szeptem Justin.
- Moje łóżko było większe niż to – zauważyłam.
- To się przybliż – powiedział, przytulając się do mnie. – Będzie nam cieplej.
- Dobrze wymyśliłeś z tą dzisiejszą randką – szepnęłam, zerkając do góry na twarz Justina.
- Podobało ci się?
- Bardzo. Chciałabym tak częściej – wymruczałam.
- Obawiam się, że to była ostatnia nasza randka… - szepnął ze smutkiem w głosie.
- Wiem – powiedziałam. – Dziękuję ci, że była tak idealna.
- I co, teraz nie wątpisz w to, że potrafię być romantyczny?
- Nigdy nie wątpiłam – odparłam z lekkim uśmieszkiem.
- Ty mała kłamczucho, kłamiesz! – zaśmiał się.
- No dobrze… może w to wątpiłam, ale dzisiejszym wieczorem rozwiałeś wszystkie moje wątpliwości – powiedziałam. – Już trochę się rozwiały jak przesłuchałam pierwszą piosenkę z twojej płyty.
- „Malinowy Świat”? – zapytał.
- Tak.
- Podobała ci się?
- Tak.
- A która jest twoja ulubiona?
- Chyba… „Przestań Się Ze Mną Droczyć” – odpowiedziałam po chwili namysłu. – Ale wszystkie są idealne.
- Bałem się jak na nie zareagujesz – odparł.
- To dobrze, że nie wiesz jak je przesłuchiwałam.
- Co to znaczy? – zapytał z namysłem.
- Musiałam je słuchać na kilka partii, bo nie byłam w stanie na raz przyjąć tyle informacji – odrzekłam, mnąc jego koszulkę w palcach.
- Naprawdę? – zdziwił się.
- Tak. Ale teraz wszystkie znam na pamięć – uśmiechnęłam się do niego.
- Pójdziesz jutro ze mną do studia?
- Z przyjemnością – uśmiechnęłam się, nie mogąc doczekać się jutrzejszego dnia. – Idziemy spać? – zapytałam.
- Może jeszcze nie teraz… - odparł, przybliżając twarz do mojej twarzy, aż nasze usta się nie zetknęły w długim, romantycznym pocałunku.




Witajcie!

Dziś notka ważna, bo urodzinowa. TRM obchodzi swoje pierwsze urodziny, a w prezencie dostało ponad 500.000 wyświetleń! JESTEŚCIE NIESAMOWICI! Mówiłam już to wam? Niesamowite jest to, że nadal ze mną jesteście i mnie wspieracie czytając i komentując TRM! Dziękuję wam za to z całego serca. Nigdy nie przestawajcie! *.* Aż łezka się w oku kręci, że to już rok temu. Dokładnie rok temu otworzyłam tego bloga i dokładnie rok temu od razu się w nim zakochaliście (a przynajmniej część z was). Dziękuję i tym starym czytelnikom i tym nowym. Bez was na pewno bym tego nie kontynuowała, a co dopiero wymyślała drugą część. Piszę to dla was i dzięki wam. Dziękuję :*

Mam urodzinowe followspree, więc jeśli chcecie ode mnie follow, wystarczy napisać @couldabeenthe1, a na pewno follow dostaniecie ;) Jak chcecie coś wiedzieć, to zapraszam Was na mojego ASKA.

Do nowych (i starych) czytelników:
@TRMfanfiction – to konto na ff poświęcone TRM, więc zapraszam was tam serdecznie. Dziewczyny dodają tam informacje na temat nowych rozdziałów, a także krótkie spojlery.
#TRMpl – zapraszam do pisania pod tym hasztagiem. *.*
ANKIETA – jeśli czytanie TRM, proszę o zagłosowanie. (To pomaga mi zobaczyć ile mam faktycznych czytelników).


Dziękuję Wam jeszcze raz i proszę, nie przestawajcie komentować, pisać, czytać i ogólnie nie przestawajcie być tacy cudowni. Nigdy! *.*

27 komentarzy:

  1. pierwsza??? :) rozdzial jest idealny, zwlaszcza ze to urodzinowy :D wszystkiego naj :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsza !!!! Hsbdudbdhxvdjxb lece czytać !!!!!/@brooksJ56RiRi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak druga.... ale wieś... /@brooksJ56RiRi

      Usuń
  3. Idealny 😍 Czekam na kolejny ☺

    OdpowiedzUsuń
  4. BOZE DKLSPXBDKSODNXHDISPXNDJDOXNHDJD
    JESTEM Z TYM FF OD POCZATKU I OD PIERWSZEGO ROZDZIALU SIE W NIM ZAKOCHALAM
    TO TAK SZYBKO WSZYSTKO MIJA... JEJU
    A TEN ROZDZIAL JEST NIESAMOWITY
    KOCHAM CIE I DZIEKUJE ZE PISZESZ TO FF, BO BEZ NIEGO MOJE ZYCIE BYLOBY CHYBA NUDNE

    OdpowiedzUsuń
  5. AWWWWWWWWWWWW.....SŁODKO <3
    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO HAHA ! WIĘCEJ URODZIN BLOGA :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspanialy <33
    Czekam na nastepny rozdzial :)
    /Wiki

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju nie wierze ze to juz rok :') bylam tu od pierwszego rozdziału i zostane do ostatniego ♡ rozdzial jak zawsze przecudowny •﹏•

    OdpowiedzUsuń
  8. Aww sama chciałabym przeżyć tak wspaniałą randkę! Jestem ciekawa co dalej <3 Gratuluję tylu wyświetleń i powodzenia dalej kochana. Czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  9. OJAAAAAA! ASVSGHCVAGVASH WIEDZIAŁAM ŻE PÓJDĄ NA RANDKĘ, EHHH TEN ROZDZIAŁ BYŁ CUDNY!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mieli w końcu swoją pierwszą randkę oraz wreszcie mogą zachowywać się jak normalna para :) Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  11. czeeeeeeeekam!! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaki romantyczny <3 super! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ''popsikałam się perfumami'' a nie perfumem -.- perfumy to tylko liczba mnoga, nie odmienia się w pojedynczej..

    OdpowiedzUsuń
  14. jaki cudny <3 musza byc szczęsliwi <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Az Milej na serduszku♥

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam Cie ! To ff ! Nie przestawaj pisac . Czekam na kolejny rozdzial :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja przyjaciółka i pan od W-f mają dzisiaj tez urodziny xD xD wszystkiego najlepszego! ;) nie przestawaj pisać :) życzę duuuuzo weny ��

    OdpowiedzUsuń
  18. cudowny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
  19. Oni są tacy słodcy ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogę uwierzyć, że to już rok! Jejku pamiętam to jakby było wczoraj! TRM jest jedynym ff z którym jestem od samego początku! Dlatego jest taki wyjątkowy :') Rozdział przeciwny! Wreszcie Justin I Jane mieli swoją pierwszą randkę! To jest tak niesamowite i wspaniałe, ze aż niewiarygodne! Jest za dobrze, za bardzo kolorowo. Wydaje mi się, ze za niedługo coś się sypnie i będą mieli kłopoty, ale na razie niech cieszą się swoim szczęściem *.* Ciekawe czy Ed się czegoś domyśli? Już nie mogę się doczekać kolejnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przecudny*
      (Mój słownik ma swoje zdanie haha XD)

      Usuń
    2. Co najlepsze: Ja przeczytałam "przecudny" HAHAHAH widzisz, już w myślach ci czytam *.* xD

      Usuń
  21. Boziu jaki wspaniały rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  22. Jejujejujeju! Dziękuję! Rozdział jak zawsze wspaniały! Chcę więcej takich chwil! Czekam na kolejne rozdziały! Pozdrawiam Zuza :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Wspaniały. Kocham to ff chociaz nie byłam od poczatku to jak przeczytałam pierwszy rozdział to odrazu się w nim zakochałam. :*

    OdpowiedzUsuń
  24. OMG cudo! Taka randka to marzenia! *.* a ty jesteś cudowna bo wpadłaś na ten pomysł ;* Uwielbiam cię dziewczyno! <3 ;*

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy