28.06.2015

8. Malinowy Świat vol. II


- Jane ubieraj się. - Ponagliłem siostrę wkładając do kranu brudne miseczki po zupie mlecznej, którą zjedliśmy na śniadanie. Byliśmy już sami, ponieważ Ed przed pięcioma minutami wyszedł z mieszkania.
- Czemu już, tak szybko? - zapytała leniwie przeciągając się na krześle.
- Od jedenastej rano mam zarezerwowane studio, a nie lubię marnować czasu jeśli chodzi o moją płytę - wytłumaczyłem jej spokojnie. - Czuję taką wewnętrzną potrzebę pracy nad tym albumem.
- Będzie świetny - powiedziała Jane z uśmiechem na twarzy.
- Właśnie, ty mi jeszcze nie mówiłaś co sądzisz o tej płycie - powiedziałem zaciekawiony jej opinią.
Jane odwróciła się na krześle w moją stronę, a ja oparłem się o blat szafki krzyżując ręce na piersi.
- Mam być szczera? - zapytała.
- Oczywiście - odparłem.
- Bardzo się bałam tego słuchać - odparła. - Najpierw przesłuchałam dwóch pierwszych piosenek i byłam na ciebie strasznie wkurzona jak usłyszałam "ogień."
- Pisałem ją jak byłem na ciebie wściekły... - mruknąłem, chcąc się jakoś wytłumaczyć.
- Zrzuciłeś całą winę na mnie. Justin tak się nie robi - powiedziała smutnym głosem.
- Wiem, przepraszam. Być może w tamtym momencie mojego życia byłem przekonany, że to była twoja wina.
- No nic, w każdym razie, gdy wreszcie zabrałam się za słuchanie reszty piosenek zauważyłam, że ta płyta nie pokazuje, że to była tylko moja wina. Widzę, że po prostu napisałeś to co ci aktualnie leżało na sercu. Wszystko w niej zawarłeś. Cały ten chaos, który nas otacza.
Przez chwilę milczeliśmy wpatrując się w siebie, ale Jane przerwała tą ciszę krótkim zapytaniem:
- Nie uważasz, że "marzymy o normalności" jest zbyt dosłowne? Nie boisz się, że ludzie się dowiedzą? Nie boisz się, że nie zrozumieją?
- Miałem dużo kłótni o to z producentem, ale w końcu udało mi się wywalczyć taką listę utworów, jakiej ty słuchałaś. Każda z tych jedenastu piosenek jest dla mnie ważna i każda musi być na płycie, aby ta płyta miała sens. Ona musi się zamykać w jedną całość - powiedziałem podchodząc do Jane.
- Zawsze umiałeś wywalczyć swoje - odparła wysuwając podbródek w uśmieszku.
Kucnąłem przed nią i złapałem jej dłonie.
- Uda mi się wydać tą płytę - powiedziałem patrząc z dołu w jej oczy.
- Wiem, że tobie się uda. Jesteś najlepszy, wierzę w ciebie - szepnęła.
- Teraz mam większe parcie, bo nie chcę cię zawieść - mruknąłem cicho, nadal patrząc w jej oczy.
- Mną się nie kieruj.
- Tworząc tą płytę kierowałem się wyłącznie tobą - zaśmiałem się prostując kolana.
- Długo będziemy w tym studiu? - zapytała wstając z krzesła i idąc za mną do sypialni.
- Do dwudziestej mogę dziś tam być, czyli będziemy tam do dwudziestej - uśmiechnąłem się otwierając drzwi mojej sypialni.
- O... Wreszcie się tu nagrzało - odparła Jane wchodząc do środka. - To ja idę się umyć - dodała po czym wyciągnęła jakieś ubrania ze swojego plecaka wzięła kosmetyczkę i poszła do łazienki.
Sam wyciągnąłem z szafy czyste jeansy, koszulkę i wełniany sweter i się ubrałem ciepło ponieważ na dworze nadal panował mróz. Prawie gotowy usiadłem na kanapie w salonie i czekałem aż dziewczyna skończy się myć, ale o dziesiątej piętnaście straciłem cierpliwość i zapukałem do drzwi łazienki.
- Jane kończ. Spóźnimy się za chwilę, a ja jeszcze muszę umyć zęby.
- Dopiero wyszłam spod prysznica - powiedziała. - To umyj sobie zęby - dodała otwierając mi drzwi. Zerknąłem na nią, miała mokre włosy i była owinięta moim niebieskim ręcznikiem.
Wszedłem do łazienki i od razu wycisnąłem trochę pasty do zębów na szczoteczkę. Patrząc się w lustro zacząłem szczotkować zęby nie mogąc się oprzeć widokowi przebierającej się Jane, której obraz odbijał się w lustrze. Najpierw zrzuciła z siebie ręcznik i wytarła się nim dokładnie, później odłożyła go na zamkniętą toaletę. Sięgnęła po stanik, który leżał na samej górze kupki ciuchów na pralce i ubrała go, poprawiając ramiączka.
- Miło ci się patrzy? - zapytała mimochodem, a ja nagle się ocknąłem i zacząłem z większym zapałem szczotkować zęby. Gdy wyplułem pianę z ust, odpowiedziałem:
- Miło.
Opłukałem usta i włożywszy szczoteczkę do zębów do kubka stojącego na skraju umywalki, odwróciłem się w stronę Jane i już bez ukrywania, patrzyłem na nią. Jane, w samym staniku podeszła do mnie i wyciągnęła dezodorant z kosmetyczki stojącej na umywalce. Wiedziałem, że specjalnie jeszcze nie ubrała majtek, bo gdy popsikała się dezodorantem, chowając go, otarła się o mnie nagim ciałem. Ja stałem oparty o umywalkę i czułem jak ciśnienie w moich spodniach szybko się podnosi. Wiedziałem, że nie mamy zbyt wiele czasu, dlatego starałem się nie myśleć o tym, o czym myślałem patrząc na nagą Jane, która teraz odwróciła się pupą do mnie, by ściągnąć z kupki ubrań kolejną warstwę jej ubioru. Przypadkowo wszystkie ubrania ześlizgnęły się z pralki i spadły na podłogę. Jane powoli pochyliła się, by je pozbierać, wypinając swoją kształtną pupę w moją stronę, tak jak w nocy... Wstrzymałem oddech. Cholera, specjalnie przeciągała w czasie zbieranie ubrań z ziemi, żebym mógł się jej dokładnie przyjrzeć. Jak w nocy.
- Jane, proszę... - szepnąłem podchodząc do niej i głaszcząc rękami jej pośladki. Zaśmiała się w odpowiedzi, po czy wyprostowała ciało trzymając w rękach ubrania, które pozbierała z ziemi. Moje ręce zsunęły się niżej na jej biodra, a moje usta nieświadomie zaczęły całować szyję Jenny.
- Podobno się spieszyliśmy - odparła odchylając głowę w drugą stronę, abym miał lepszy dostęp do jej obojczyka.
- Tak, śpieszymy się - szepnąłem zasysając jej skórę.
Moje dłonie zjechały niżej po jej ciele napotykając jej łono. Nie mogąc się powstrzymać, prawą rękę wsunąłem pomiędzy uda Jane czując, że dziewczyna się podnieca. Kurczę, przecież nie mamy czasu.
- Justin... - mruknęła przeciągle trzymając kurczowo ciuchy przy piersi
- Kocham cię - szepnąłem w odpowiedzi na jej jęknięcie. - Ale teraz się ubieraj - dodałem z trudem oddalając się od niej. Oparłem się z powrotem o umywalkę i zacząłem się jej przyglądać, Jane ociągając się włożyła na siebie majtki, później rajstopy, skarpetki a na to błękitne jeansy. Na sam koniec dziewczyna włożyła białą obcisłą bluzkę i na samą górę ubrała wełniany, bordowy sweter z reniferem. Gdy skończyła się ubierać, spojrzała na mnie zawstydzona i poprosiła abym się odsunął, ponieważ chce zrobić sobie makijaż. Wtedy dopiero wyszedłem z łazienki zostawiając ją samą. Usiadłem na kanapie w salonie i tępym wzrokiem wpatrywałem się w telewizor, w ogóle go nie oglądając. Czułem podniecenie w spodniach, któremu nie mogłem zaradzić. Oparłem plecy o oparcie kanapy, a przez moją głowę przebiegały szalone myśli. Tak bardzo podniecała mnie Jane, że już prawie zapomniałem, że jest moją siostrą. Jej ciało było idealne. Blada pupa kontrastowała z cieniem wakacyjnej opalenizny nóg i pleców. Jasne włosy prosto opadały na plecy, a jej wiecznie zaróżowione policzki sprawiały, że Jane wyglądała tak niewinnie, chociaż oboje doskonale wiedzieliśmy, że niewinna nie jest. Czułem dużą potrzebę bycia blisko niej, dotykania jej, spania z nią, ale także rozmawiania, śmiania się i opiekowania się nią. To nie ważne, że jesteśmy rodzeństwem. Teraz jesteśmy tu sami, korzystamy z tego, to są nasze malinowe chwile, które zapamiętamy na zawsze, a wspomnień nikt nie może nam odebrać. Nie ważne ile jeszcze te chwile będą trwały, czy tydzień, czy dwa, nie wiem kiedy Jane pojedzie do domu, chociaż skrycie wiem, że będzie przeciągała tą chwilę do oporu. Teraz jest teraz, oboje dobrze to wiemy i oboje mamy zamiar wykorzystać to do maksimum.
- Jestem gotowa - odparła Jane wychodząc z łazienki.
- Włosy dokładnie wysuszyłaś?
- A co ty mnie tak sprawdzasz? - zaśmiała się w odpowiedzi.
- Jestem twoim starszym bratem, muszę się tobą opiekować. Dziś jest mróz na dworze, nie chcę, żebyś się przeziębiła - odparłem wstając z kanapy.
- Tak braciszku, dokładnie wysuszyłam włosy. Możesz nawet sprawdzić - powiedziała rozpogodzona, po czym dodała ze śmiechem - skoro tak dokładnie sprawdzałeś, czy ciepło się ubrałam, to proszę, sprawdź też czy dobrze wysuszyłam włosy - mówiąc to podeszła do mnie, a ja wplotłem rękę w jej włosy i przejechałem nią po głowie.
- Dobrze, dobrze - szepnąłem głaszcząc ją. - Moja mała Jenny - dodałem i pocałowałem ją w czubek głowy.
- Idziemy? Już nie mogę się doczekać. Nigdy nie byłam w takim prawdziwym studiu nagraniowym - powiedziała rozemocjonowanym głosem.
- Idziemy, idziemy - odparłem, a po chwili ciepło opatuleni szalikami i czapkami, wychodziliśmy z kamienicy na zimne podwórze, całe zasypane śniegiem.
Na skwerku przed drzwiami nadal widniały ślady naszej wczorajszej walki na śnieżki, co przypomniało mi o tej cudownej i idealnej naszej pierwszej randce, o której już nigdy nie zapomnę.



Siedziałam w autobusie obok Justina z zaróżowionymi policzkami przypominając sobie ostatnią noc i poranek. Dlaczego tak się zawstydzałam ilekroć Justin zrobił jakiś romantyczny ruch w moją stronę, albo powiedział coś miłego? Przecież nigdy nie zachowywałam się tak po babsku, dodatkowo to nie był pierwszy raz, kiedy Justin widział mnie nagą, a mimo to się rumieniłam. Tak chyba na mnie działała atmosfera normalnego związku.
- O czym myślisz? - zapytał Justin z uśmiechem na ustach lekko szturchając mnie ramieniem.
- O tobie - odparłam uśmiechając się ukradkiem do niego.
- O mnie? - zapytał zdziwiony. - A co dokładnie?
- A rozmyślam o tym jak bardzo potrafisz być romantyczny i jak bardzo to lubię - odparłam zgodnie z prawdą i znowu poczułam, że palę buraka. Co się ze mną dzieje?
- Rumienisz się - zauważył. - Czyżbyś myślała o dzisiejszej nocy? - zaczął się ze mną drażnić podsycając atmosferę. - Chcesz to powtórzyć? - dodał puszczając do mnie oczko i szturchając ponownie ramieniem.
- Justin, skończ! - upomniałam go czerwona jak czereśnia w środku ciepłego lata.
- No co? - zaśmiał się.
- Skończ gadać o takich rzeczach tak otwarcie - szepnęłam, aby żaden z innych nielicznych pasażerów autobusu nie usłyszał naszej rozmowy.
- Dobrze, już dobrze Jane. Tak tylko się z tobą drażniłem - zaśmiał się cicho.
- To przestań się ze mną drażnić - rzuciłam w jego stronę ze śmiechem.
- Przestaniesz wreszcie cytować moje piosenki? - zaśmiał się.
- Nie, bo pech chciał, że znam je na pamięć i cały czas same nasuwają mi się na usta - odgryzłam mu się i oboje wybuchliśmy gromkim śmiechem.
Kilkanaście minut później stanęliśmy przed normalnie wyglądającym, małym budynkiem. Justin zaprowadził mnie do środka, gdzie wąskimi korytarzami przeszliśmy aby odnaleźć małe studio nagraniowe. Weszliśmy do małego pokoju, w którym panował wieczny półmrok, który był spowodowany brakiem okien. Pomieszczenie przedzielała szyba, za którą była mała wygłuszona klitka, z rozstawionymi mikrofonami i profesjonalnie wyglądającymi słuchawkami. W pokoju, do którego weszliśmy, stały trzy duże, czarne krzesła na kółkach, a jedno z nich było zajęte przez mężczyznę o ciemnych włosach i okularach z czarnymi oprawkami. Wyglądał na około trzydzieści lat, więc speszona uśmiechnęłam się lekko do niego mówiąc „dzień dobry,” a z kolei Justin przywitał się radośnie i przybili sobie piątkę. Nie mam pojęcia kim był ten facet, zanim Justin nas sobie nie przedstawił:
- To jest Jane, moja dziewczyna – odparł chłopak w stronę pana w okularach, który wstał w krzesła i wyciągnął do mnie rękę. – A to mój producent, Tom Johnson.
- Cześć Jane – odparł z uśmiechem na twarzy, po czym zwrócił się do Justina – czy właśnie poznałem powód twojej płyty?
Zaśmiałam się nerwowo, a Justin odpowiedział:
- Można tak powiedzieć.
- Nie dziwię się, że tak o nią walczyłeś, bardzo ładny jest ten powód – odparł Tom puszczając mi oczko, a ja ponownie zalałam się rumieńcem.
- Dobra, dobra… - mruknął Justin obejmując mnie ramieniem. – Koniec podlizywania się, musimy pracować – dodał z uśmiechem na twarzy.
- Zmiksowaliśmy z chłopakami ostatnio muzykę do „Przestań Się Ze Mną Droczyć.” Dodaliśmy partie skrzypcowe na końcu… - zaczął Tom od razu całym sobą angażując się w pracę.
- Skrzypce? – zapytał Justin przerywając wywód Toma.
- Mówiłem ci, że skrzypce tam będą pasować. Po prostu teraz jest miazga! – powiedział z entuzjazmem.
- Ale ja chciałem mieć tam samą gitarę! – oburzył się Justin.
Nie wiedząc co zrobić z sobą, usiadłam na jednym z dużych, czarnych krzeseł obrotowych i obserwowałam tą napiętą wymianę zdań.
- Justin, nie wydam płyty, gdzie będzie sama gitara! – powiedział Tom ze złością.
- Ale mówiłem ci co chcę, ty się zgodziłeś, to czemu teraz wyjeżdżasz mi ze skrzypcami? – żachnął się Justin.
- Nie zgodziłem się nigdy tylko na gitarę – odparł mocno Tom. – Zresztą jak posłuchasz tego podkładu to zmienisz zdanie.
- Wątpię – mruknął poirytowany Justin siadając na krześle obok mnie.
- Zmienisz, zobaczysz. Skrzypce są cicho na samym początku, później w trzeciej zwrotce, gdy zaczynasz śpiewać – przerwał i zanucił kawałek tekstu – „Proszę cię, przestań się ze mną droczyć, weź mnie za rękę, pozwól mi stopy w tym morzu zmoczyć…” one są coraz głośniejsze. Oczywiście dodaliśmy tam inne instrumenty, jest perkusja, nawet gitara elektryczna i klawisze, słuchaj, spodoba ci się.
- Nie chcę z tego robić pieprzonego popu! – krzyknął Justin.
- Justin, przecież miałeś grać pop!
- Akustyczny! – warknął mój brat.
- Akustyczną płytę to ty sobie będziesz mógł wydać jak już będziesz sławny. Póki co ja za to płacę i ja wymagam – odparł Tom twardym i stanowczym głosem. – I tak poszedłem ci na ustępstwa dopuszczając twoje teksty, chociaż oboje wiemy, że mogą być źle przyjęte przez słuchaczy.
- I widzisz Jane, tak się z nim gada… - mruknął Justin zwracając się do mnie.
- To może najpierw przesłuchasz tej muzyki, a później stwierdzisz, że nie jest fajna, co? – zaproponowałam aby załagodzić sytuację. Wiedziałam, że jeśli chodzi o muzykę, Justin jest nieustępliwy, ale wiedziałam również, że jeśli pokłóci się z producentem, to nie wyda tej płyty, a to jest jego marzenie.
- Masz mądrą dziewczynę – rzucił z uśmiechem Tom, jakby przed chwilą nie było zajadłej kłótni między nimi. – Puszczam to.
W głośnikach rozbrzmiała muzyka. Z każdej strony dochodziły do mnie idealne dźwięki. Nigdy nie słyszałam muzyki w tak dobrej jakości. Każdy ton i instrument można było rozpoznać od siebie, a dźwięki nie zlewały się w jedno. Basy i mocne uderzenia niskich dźwięków perkusji rozbrzmiewały aż w klatce piersiowej, a cały podkład do piosenki mi się podobał, już mogłam sobie wyobrazić jak Justin śpiewa do niej „Przestań Się Ze Mną Drażnić.”
- I jak? – zapytał zadowolony Tom.
- Mi się podoba – mruknęłam z uśmiechem patrząc na niepewną twarz Justina, który nic nie powiedział. Jestem pewna, że mu się też spodobało, ale nie chciał dać tego po sobie poznać.
- To może Justin zaśpiewaj do tego podkładu, później posłuchamy i zobaczymy jak to brzmi – zaproponował Tom, a ja przytaknęłam.
- Ok – mruknął cicho Justin. – Tylko muszę się rozśpiewać.
Justin usiadł przy keyboardzie, który był rozłożony w rogu pokoju i zaczął coś sobie grać i powtarzać dźwięki na różne sposoby, po czym grał różne melodyjki, do których śpiewał wymyślone na poczekaniu głupkowate pioseneczki.
W czasie, w którym Justin się rozśpiewywał, ja patrzyłam z zaciekawieniem na wielki „stół,” nie mam pojęcia jak inaczej to nazwać, z milionem różnych guzików, które się przekręca. Obok było pełno kabli i stał laptop Toma. Justina komputer był nadal w torbie, w której go przyniósł, nie zdążywszy go jeszcze wypakować. Tom zerknął na mnie i zapytał:
- Pewnie zastanawiasz się do czego to wszystko jest?
- No, tak trochę – zaśmiałam się cicho.
Tom odwrócił się w moją stronę i zaczął opowiadać z pasją.
- Tu są basy, tu wysokie dźwięki a tu środki. Tu, po prawej masz pięć mikrofonów, ale my używamy w sumie tylko jednego. Obok jest podłączenie do keyboardu, tu do laptopa, tam są miejsca na inne laptopy i tu masz platformę, która obsługuje poszczególne dźwięki z tych komputerów. Tam masz jeszcze wejścia do basów i gitar…
I opowiadał tak przez chwilę, a ja od razu się zgubiłam, nie wiedząc o czym on mówi.
Piętnaście minut później Justin uznał, że jego struny głosowe są już dostatecznie rozgrzane, więc wszedł do pomieszczenia za szybą, założył słuchawki i uśmiechając się do mnie, powiedział do mikrofonu.
- Puść mi najpierw moją gitarową wersję.
- Dobra. Puszczam. Teraz Jane nic nie możemy się odezwać – pouczył mnie Tom. – Niby są drzwi i wszystko, ale czasem i tak na nagraniu słychać.
- Jasne – uśmiechnęłam się potakując i oparłam się o krzesło nasłuchując śpiewu Justina.
Ta gitarowa wersja podkładu znacznie różniła się od tego co zawierała płyta, głównie jakością dźwięku, ale bardzo podobała mi się ta wersja piosenki.
Justin bardzo wczuł się w śpiewanie. Obserwowałam jak z zamkniętymi oczami, nieświadomie podnosi ręce, bądź odchyla głowę śpiewając całym sobą. Przy trzeciej zwrotce bardzo głośno śpiewał, więc odsunął się od mikrofonu, a na mojej skórze pojawiły się ciarki, gdy słyszałam:

„Zaufam tobie, będę twoje instrukcje chłonąć.
Chwyć mnie kurczowo, nie puszczaj,
Wbij paznokcie w mój nadgarstek, nie odpuszczaj.
Naucz mnie pływać, pokaż podstawy,
Przy tobie odejdą wszystkie obawy.
Chodzę po wodzie zanurzony po kolana,
Woda jest zimna, cierpka, wiatrem dyrygowana.
Złap mnie mocniej, fale mnie pochłaniają,
Piaszczysty grunt spod nóg mi odbierają.
Więc przestań się ze mną droczyć,
Chwyć mnie mocno, nie pozwól falom mnie zaskoczyć.”

Tom słuchał uważnie, po czym nastała cisza. Justin przyszedł do nas, napił się wody i wrócił za szybę, by włożyć słuchawki na uszy i czekać aż Tom puści mu drugi podkład.
- Ale ja nie wiem kiedy wejść – powiedział Justin do mikrofonu.
Tom nacisnął jakiś przycisk i także powiedział do małego mikrofonu stojącego na blacie obok jego laptopa:
- Świetnie Justin, to się nagrało.
- Sorry – zaśmiał się chłopak.
- Spróbujmy bez nagrania pierwszą zwrotkę, a później od nowa zaczniemy nagrywać, żebyś tego posłuchał – odparł Tom puszczając przycisk.
Justin w odpowiedzi podniósł kciuk do góry, ale już nic nie powiedział. Rozbrzmiała muzyka. Przyglądałam się jak Justin słucha uważnie patrząc na Toma, który pokazuje mu gdzie wejść. Chłopak od razu podłapał i zaczął śpiewać, ale nie długo to trwało, bo Tom wyłączył muzykę, wcisnął ponownie jakiś przycisk i powiedział do mikrofonu:
- Justin nagrywamy. Nie ma co czasu tracić, a ty już podłapałeś ten podkład.
- Ok – powiedział mój brat i ponownie zaczął się ruszać w rytm muzyki.
Kilka minut później Justin przyszedł do nas i usiadł na krześle obok mnie. Wypił kilka łyków wody mineralnej po czym Tom powiedział:
- Puszczę najpierw twoją akustyczną wersję, a później moją…
I tak zrobił. Akustyczna wersja brzmiała dobrze, ale wersja pełno instrumentalna brzmiała jeszcze lepiej i miała tą moc. Aż ciarki przechodziły, gdy Justin śpiewał ostatnią zwrotkę z napięciem w głosie. To było to coś, co powinna mieć każda piosenka.
- Mi się bardziej podoba druga wersja – powiedział Tom.
- Jane, a ci? – zapytał podejrzliwie Justin.
Nie chciałam mu robić przykrości, ale chciałam, żeby jego płyta była idealna, więc odparłam:
- No mi też…
Justin wbił we mnie wzrok, ale widziałam po jego minie, że mu też bardziej podoba się druga wersja piosenki, więc w końcu odparł:
- No to niech ta zostanie.
- No to żegnamy się z akustykami – odparł zadowolony Tom przełączając coś na laptopie.
Do szesnastej Justin nagrywał różne wersje tej piosenki, a Tom co chwile mu przerywał, aby powiedzieć, że zjeżdża z dźwięku, nie dokładnie wymawia słowo, że za bardzo krzyczy, albo że mógłby coś zrobić z linią melodyczną w ostatnim refrenie. Czepiał się dosłownie wszystkiego, ale Justin był cierpliwy i ze spokojem przyjmował te wszystkie uwagi za każdym razem się do nich stosując. Praca nad płytą, to jednak bardzo czasochłonne i męczące zadanie. Ale Justin ma szczęście, ponieważ najcięższą robotę ma już za sobą; teksty i linie melodyczne. Teraz już z górki, musi tylko raz po raz nagrywać różne wersje piosenek, żeby miał z czego wybrać te najlepsze na płytę.
- Dzieciaki słuchajcie, ja mam parę spraw do załatwienia, wieczorem nagrywa tu ktoś inny, więc przed dwudziestą będziecie musieli się zebrać. Mam nadzieję, że Justin coś fajnego wymyśli, już ci wgrałem parę kawałków instrumentali na komputer - powiedział Tom gdy zjedliśmy pizzę w przerwie od pracy.
- Pewnie, z coś wymyślę, Jane mi pomoże - zaśmiał się Justin.
- Właśnie zauważyłem, że jakoś lepiej ci idzie praca, kiedy Jane jest w studiu - powiedział z uśmiechem Tom zakładając na siebie kurtkę.
Pożegnaliśmy się z nim, a gdy wyszedł, pomiędzy nami nastała niezręczna cisza, którą szybko przerwał Justin.
- Mam na dziś dość tej piosenki...
- To może inną ponagrywasz? - zaproponowałam podchodząc do niego.
- Miałem dziś zamiar nagrywać "malinowy świat," ale na keyboardzie, bo będzie to tylko na klawiszach grane, ale Tom wyskoczył z tym podkładem...
- Justin, nie narzekaj. Przecież sam musisz stwierdzić, że z tą muzyką ta piosenka brzmi lepiej...
- No może i tak, ale...
- To nie narzekaj - odparłam i przytuliłam się do niego siadając mu na kolanach.
- Chcesz coś ze mną nagrać? - zaproponował.
- Przecież ja nic nie umiem - zaśmiałam się patrząc na niego ze zdziwieniem.
- Chciałbym usłyszeć twój głos na nagraniu, na pewno brzmisz pięknie - szepnął mi do ucha muskając wargami jego płatek. - Zagram melodie na keyboardzie, nagram to i później do tego będziemy śpiewać,
- Justin, ja nie umiem...
- Nie martw się, w każdej chwili mogę to usunąć - odparł z uśmiechem, po czym wstał stawiając mnie na ziemi, poklikał coś na laptopie, podłączył jakieś kable i usiadł przed klawiszami.
Zaczął grać powolną melodie, cicho sobie podśpiewując, a ja popatrzyłam na niego jak zaczarowana. Idealnie wpisywał się w tło studia. Idealnie tu pasował.
Po dwóch próbach Justin puścił cały podkład z głośników i musiałam przyznać, że wyszło mu to genialnie.
- To tak prymitywnie na razie, później będziemy to miksować z chłopakami - powiedział jakby się chciał wytłumaczyć przede mną, ale jak dla mnie, to ta muzyka była idealna. - Jane, jak pokażę ci kciuk do góry, to włączysz podkład - poinstruował mnie, ale widząc moją zmieszaną minę, dodał - wystarczy, że naciśniesz ten przycisk.
- Ok - powiedziałam uważnie patrząc na co wskazuje.
- A później szybko do mnie przyjdziesz - uśmiechnął się.
- No dobrze... - mruknęłam na odczepnego.
Gdy Justin szedł za szybę, obserwowałam jak zakłada słuchawki i pokazuje mi znak, że mam włączyć muzykę. Zrobiwszy to szybko, a zarazem po cichu weszłam do niego i założyłam drugie słuchawki stając przed mikrofonem. Justin zaczął śpiewać delikatnym i pełnym romantyzmu głosem, a ja słuchałam go jak zahipnotyzowana. Gdy nadeszła pora drugiej zwrotki Justin wskazał na mnie, abym zaczęła śpiewać, ale ja z przestrachem pokiwałam przecząco głową. Justin zaczął i w drugiej linijce tekstu dołączyłam do niego czując jak beznadziejnie śpiewam. Mój brat bacznie mi się przyglądał i teraz dośpiewywał tylko drugi głos. Abym nie czuła się skrępowana, uśmiechał się do mnie i raz po raz puszczał oczko, a ja czułam jak rumieńce ponownie zaczynają panować na mojej twarzy.
Po nagraniu, gdy ostatni dźwięk podkładu wybrzmiał, nie wytrzymałam i zaśmiałam się prosto do mikrofonu. Justin zawiesiwszy słuchawki na mikrofonie podszedł do mnie i przytulił się, mówiąc:
- To się nagrywa.
- Ale muzyka już nie gra... - powiedziałam zmieszana czując przyjemny zapach chłopaka.
- Ale nagrywania nikt nie wyłączył - wytłumaczył kładąc podbródek na mojej szyi.
- Ups... - powiedziałam chichocząc.
Poczułam zwinne palce Justina na moich biodrach, zaczął mnie lekko łaskotać, przez co nie potrafiłam przestać się śmiać. Wyrwałam mu się w końcu i pobiegłam na drugi koniec pomieszczenia, ale chłopak szybko mnie dopadł i zaczął mi wbijać palce w boki ze śmiechem, w efekcie czego ja zaczęłam jeszcze bardziej chichotać.
- Justin, to się wszystko nagrywa idioto - upomniałam go ponownie mu się wyrywając, ale tym razem zdołałam dopaść, drzwi, zanim Justin mnie dopadł i wbiegłam rozchichotana do drugiego pomieszczenia wyłączając nagrywanie.
Roześmiany Justin stanął za mną i powiedział:
- Dobrze ci poszło jak na pierwsze nagrywanie.
- Nie żartuj sobie - mruknęłam.
- Czekaj, zaraz posłuchamy - powiedział i puścił kilkuminutowe nagranie.
Pierwsza zwrotka była idealna, ale kiedy ja śpiewałam w drugiej, wszystko się posypało. Justin drugim głosem ratował tą piosenkę, ale pomimo moich starań, mój głos na nagrani nie brzmiał najlepiej. Oboje zaczęliśmy się śmiać, gdy usłyszeliśmy mój chichot i upominanie Justina, to wszystko brzmiało naprawdę zabawnie i uruchamiało wyobraźnie.
Po tych kilkunastu minutach zabawy, Justin wrócił do nagrywania, a ja wróciłam do podziwiania jego pracy.


Witajcie w pierwszy weekend wakacji! :)
Chciałam wam baaaardzo podziękować za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem *.* Mam nadzieję, że pod tym będzie jeszcze więcej, i że każdy czytelnik pozostawi po sobie malutki ślad. :) To dla mnie bardzo ważne. *.*
Pamiętajcie, ilość komentarzy wpływa na szybkość dodania rozdziału. :D

Followujcie TRM na twitterze! @TRMfanfiction, oraz zagłosujcie w ankiecie: ANKIETA.

Zapraszam Was także na „Chapter Ten”, gdzie już w tą środę opublikuję pierwszy rozdział mojego nowego opowiadania „State of Grace”. :)

Dziękuję, że mam tak wspaniałych czytelników! Do następnego xoxo



PS: Pamiętajcie, żeby pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza. :)

29 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ah te twoje "ci" :D czytając o tym jak nagrywali piosenkę miałam wielką ochotę posłuchać tego wszystkiego :( szkoda, ze taka płyta nie istnieje. Dobrze wiesz, ze kocham każdy rozdział i już nie wiem jak mam to skomentować tak, żeby okazać mój zachwyt nad każdym słowem jakie napisałaś, ale ty wiesz co ja o tym myślę i jeśli uda ci się (uda się na pewno! Jestem o tym przekonana) wydać TRM to będę pierwszą osobą w księgarni, która będzie stała w kolejce po tą książkę ❤

      Usuń
  2. Świetny rozdział jak zawsze ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Zabawny rozdział muszę powiedzieć hmmm co dalej nie mam pojęcia

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko ale ten Justin jest uparty :)
    Uwielbiam takie rozdziały z muzyką. Idealnie to wyszło. :)
    Mam nadzieję,że mu się uda, czekam na następny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. kurwa jaki wspanialy rozdzial
    nie wiem co moge jeszcze napisac agkjdasgkjsb

    OdpowiedzUsuń
  6. JEZU JACY ONI SĄ SŁODCY ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Te rozdziały zawsze są perf ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie by było jakby nagrali razempiosenke ☺ czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  9. oni są przesłodcy ! <3 jkbdssdjkab

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam to ff !!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny rozdzial w sumie jak kazdy. ❤ pozazdroscic tylko takiej wyobrazni*-* Czekam z niecierpliwością na kolejnu rozdzial.❤

    OdpowiedzUsuń
  12. szkoda, że Jane będzie musiała niedługo wracać do domu

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże! Tak dawno mnie tu nie było! wszystko nadrabiam! :)
    rozdział wspaniały :>
    uwielbiam to czytać :)
    http://art-of-killing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. cudny jak zawsze <3 nmg sie doczekac nastepnego !!!!! pisz kolejne ff !!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. idealny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. cudowny rozdzial *_* jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam takie pytanie - W którym rozdziale Justin i Jane pierwszy raz uprawiali sex?

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetny rozdział :) uwielbiam to ff <3 nie mogę się doczekać nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Codziennie sprawdzam czy doszedł nowy rozdzial i nie moge sie doczekac... Ah ;) najlepsza pisarka, jak kiedys wydasz ksiazke to bede pierwsza w księgarni ❤

    OdpowiedzUsuń
  20. Podziwiam za taki niesamowity talent! Rozdział jak zwykle idealny xx

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy