28.07.2015

10. Marzymy o Normalności vol. I

Tyle razem przeszliśmy, tyle wywalczyliśmy, tyle przeżyliśmy, że nie mogę teraz od tak się poddać. Nie mogę pozwolić ojcu kierować moim życiem. Jestem dorosły, Jane także od niedawna jest dorosła, więc on nie ma prawa tak jej traktować. Muszę coś zrobić. Moim braterskim obowiązkiem jest chronić Jane, moim partnerskim obowiązkiem jest mieć ją przy sobie i wspierać w tych najtrudniejszych chwilach, więc ostatnie co teraz bym zrobił, to odwrócenie się do niej plecami i opuszczenie jej w tym chaosie wydarzeń, który owładnął naszym życie. Na szczęście nie przeszło mi to przez myśl, nawet wtedy jak Ed wyraził swoje stanowisko w tej sprawie.
Po tym, gdy się dowiedział, że Jane jest moją siostrą, nie potrafił uwierzyć w to, że niczego wcześniej nie zauważył i niczego się nie domyślał. Starał się sobie wszystko ułożyć w głowie, jednakże potrzebował czasu. Znaliśmy się krótko, ale wspólne mieszkanie bardzo nas do siebie zbliżyło i nie chciałem tracić tak dobrego kolegi, więc w głębi duszy miałem nadzieję, że Ed zaakceptuje tą niecodzienną nowinę. Kilka dni później zostawiłem go samego z tymi nowościami, a sam wyjechałem ratować swoją miłość.
Wreszcie po długiej podróży, zmęczony i głodny, stanąłem przed drzwiami mojego rodzinnego domu. Na dworze było zimno, zawiewał mroźny wiatr, a śnieg, który sypał przez ostatnie dni, zaczął topnieć, ponieważ temperatura powietrza wzrosła o kilka stopni. Na dworze było nieprzyjemnie wilgotno i stojąc na ulicy czułem, że moje buty przemokły.
Ściągnąłem kaptur kurtki z głowy i zapukałem do drzwi. Bałem się tego, co ma zamiar zaraz nastąpić, ale wiedziałem, że uciec nie mogę, wiedziałem, że muszę stawić czoła teraźniejszości, żeby poukładać przyszłość. Nagle ktoś z impetem otworzył drzwi. Moja siostra stanęła zaskoczona, ale jej usta od razu wygięły się w piękny uśmiech, którym mnie obdarzyła. Ja także rozpromieniłem się na jej widok.
– JUSTIN! – krzyknęła zdezorientowana i rzuciła mi się na szyję. – Wiedziałam, że przyjedziesz, wiedziałam, że nie zostawisz tak tego...
– Jane, wszystko w porządku? – zdążyłem zapytać, zanim ktoś pociągnął moją siostrę w tył.
– Nie waż się do niej zbliżać! – krzyknął ojciec, wpychając wyrywającą się Jane do przedpokoju.
– O co ci chodzi? – zapytałem ze złością. – Przecież nic jej nie zrobiłem!
– Ty masz jeszcze czelność wracać do tego domu? – żachnął się ojciec.
– To jest też mój dom! – krzyknąłem chcąc go odepchnąć, ale on twardo stał na progu, nie pozwalając mi wejść do środka.
– Co tu się dzieje? – usłyszałem głos mamy, a po chwili, okrywając się szczelnie wełnianym swetrem, pojawiła się na progu za plecami taty. Stanęła w przedpokoju obok Jane i smutnym wzrokiem wpatrywała się we mnie.
– Mamo! – krzyknąłem uradowany, że wreszcie pojawił się ktoś, z kim będę mógł normalnie porozmawiać. – Przyjechałem w odwiedziny!
– Powiedziałem ci już raz, Justin i nie będę powtarzał tego więcej! Po numerze jaki nam wykręciłeś, nie masz prawa wstępu do tego domu! – warknął tata, wpatrując się we mnie zaciętym wzrokiem.
– Zostaw go w spokoju! – usłyszałem błagalny krzyk Jane, ale w tym momencie ojciec się obrócił, złapał ją za nadgarstek i mocno pociągnął w stronę schodów. Moja siostra nie miała na tyle siły, aby mu się oprzeć, więc powłócząc nogami, wchodziła za nim po schodach, co chwilę oglądając się za siebie, by nasze oczy się spotkały.
– Zostaw ją! – krzyknąłem i chciałem wbiec do domu, aby wyrwać siostrę z uchwytu ojca, ale ku mojemu zdziwieniu mama zagrodziła mi drogę. Poczułem jak momentalnie wzrasta we mnie złość. - Daj mi spokój! – Zwróciłem się do mamy zajadłym wzrokiem, chcąc ją odepchnąć, ale gdy zobaczyłem jej smutną, a nie zdenerwowaną minę, powstrzymałem się.
– Justin odpuść – powiedziała cichym i uspokajającym głosem.
– Jak mam odpuścić? Nie widzisz co się dzieje? Nie widzisz co ojciec robi z tą rodziną? – zapytałem wściekły, patrząc na puste schody.
– Widzę...
– I nic nie zamierzasz z tym zrobić? – warknąłem pytająco.
– Poniekąd tata ma rację, Justin – odparła, jakby chciała mi wmówić to, że szarpanie Jane i odciąganie jej na siłę ode mnie jest dobrym sposobem na odizolowanie nas od siebie.
– Ma rację? Ty chyba zwariowałaś! – wyrwało mi się, ale w chwili gdy zorientowałem się, co powiedziałem do swojej własnej matki, rozluźniłem trochę ton i dodałem już spokojniejszym głosem: – Zdajesz sobie sprawę, że jeśli ojciec dalej będzie tak postępował, to tylko pogorszy to nasze relacje? Czemu go nie powstrzymujesz?
– Bo z nim i z jego poglądami nie wygram – odparła mama, szczelniej zakrywając się wełnianym swetrem.

– Może wejdziemy do środka? – zapytałem, gdy kolejna fala zimnego wiatru obiła się o nasze ciała.
– Może lepiej nie dziś, Justin. Przepraszam – szepnęła, a w jej oczach zauważyłem nikłe łzy.
– Nie mam wstępu do własnego domu? – spytałem ze zdziwieniem, czując jak zaskoczenie i smutek obezwładniają moje ciało.
– Myślę, że tata nie byłby zadowolony, gdyby zobaczył ciebie w tym domu. Szczególnie po tym co zrobiliście z Jane... – Mama zaczęła się tłumaczyć, a ja czułem, że ona nie jest tego samego zdania co tata, ale nie potrafi mu się przeciwstawić.
– Mamo, nie musisz słuchać ojca... – odparłem cichym głosem, chociaż wiedziałem, że mówię to wszystko na darmo.
– Nie chcę się z nim kłócić. Justin, jesteś jeszcze młody, nic nie rozumiesz... – odrzekła, na co ja od razu zaoponowałem:
– Nie mów, że jestem głupim szczeniakiem, przecież widzę co się dzieje! Ojciec rozstawia wszystkich po kątach! To się źle skończy.
– Justin, nic nie rozumiesz. Nie chcę, żeby nasza rodzina się rozpadła. Popatrz na to z innej strony, Jazzy i Jaxon są jeszcze tacy mali, nie zrozumieją co się dzieje. Dla nich musimy być silni, dla nich musimy być razem.
– Czyli ty tez uważasz, że ojciec przesadza? – zapytałem.
– Nazwijmy to tak: Mam po prostu inne zdanie niż twój tata...
– I nie zamierzasz nic zrobić z jego zachowaniem?
– Nie Justin... Przepraszam – powiedziała, a ja poczułem rosnącą w sobie złość, nad którą prawie nie potrafiłem zapanować.
– Z Jazzy i Jaxonem też nie pozwolicie mi się spotykać? – warknąłem.
– Pozwolimy, ale... – zaczęła, a w tym samym czasie tata zszedł ze schodów i fuknął:
– A ten tu dalej się szwenda?
Ja i mama zignorowaliśmy jego docinki, a gdy zniknął w salonie, mama szepnęła:
– Masz tu pieniądze – wyciągnęła z kieszeni kilka banknotów i wepchnęła mi je do ręki, a gdy patrzyłem na nią oszołomiony, kontynuowała: – Nie dzwoń do Jane, nie kontaktuj się z nią, ponieważ my i tak będziemy o tym wiedzieć. Tata na pewno się nie zgodzi, abyśmy cię dalej utrzymywali, ale – w tym momencie ściszyła głos i nachyliła się nade mną – ja nadal będę ci przesyłać pieniądze, tyle ile dotychczas, nie martw się. Będę cię z dzieciakami odwiedzać, wiem, że nie mogą stracić z tobą kontaktu. Ojciec ma do ciebie żal o to, co zrobiłeś... Do Jane też ma żal. Daj mu trochę czasu, a przywyknie do tego. I proszę cię, nie prowokuj go więcej. Nie dawaj mu kolejnych powodów do nienawidzenia ciebie. A teraz już idź Justin... I pamiętaj, że cię kocham – skończyła i pocałowała mnie w policzek, a ja nadal stałem oszołomiony na progu, w garści trzymając zmięte banknoty.
– Nie chce tego wszystkiego! – warknąłem nagle i rzuciłem w nią pieniędzmi. – Nie ustawisz mnie tak łatwo! Po prostu nie rozumiem... Nie rozumiem, dlaczego się mu nie postawisz...
– Nie chcę przez twój błąd tracić tego, o co walczyłam tyle lat – szepnęła, patrząc na mnie smutnym wzrokiem. – Zrozumiesz jak dorośniesz. A teraz już idź. – Gdy skończyła, delikatnie zamknęła drzwi przede mną, a ja stałem jak skończony idiota na ganku swojego własnego domu, nie mogąc wejść do środka.
Od razu zacząłem żałować, że rzuciłem w mamę pieniędzmi. Byłem głodny i nie miałem biletu powrotnego. Odwróciłem się plecami do drzwi, zastanawiając się czy lepiej kupić bilet powrotny do Londynu, czy coś do jedzenia, gdy nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł. Wyciągnąłem telefon i wybrałem z listy kontaktów numer Simona. Chłopak odebrał po drugim sygnale.
– Siema – powiedział wesoły.
– Cześć, słuchaj, jesteś w domu? – zapytałem, wychodząc z ogrodu rodziców na nieruchliwą ulicę przed domem.
– Jane ci nie mówiła, że się przeprowadziłem? – zapytał ze zdziwieniem.
– No chyba coś mówiła... – mruknąłem, prubując sobie przypomnieć, co działo się zanim tata siłą wyciągnął Jane z mojego mieszkania.
– A co?
– Jestem w mieście, pomyślałem, że miłoby było się spotkać – odparłem, stojąc przed furtką i zastanawiając się, w którą stronę powinienem się skierować.
– Myślałem, że Jane pojechała do ciebie do Londynu... – mruknął zdezorientowany Simon.
– To długa historia, opowiem ci jak się spotkamy, to mogę wpaść? – zapytałem z nadzieją, że mój plan się powiedzie.
– Pewnie, prześlę ci adres esemesem – odpowiedział przyjaciel i po chwili się rozłączył.
Przez moment stałem jak kołek, rozglądając się dookoła. Nikogo nie było w okolicy, a zimny wiatr nadal zawiewał wokół, słyszałem krople topiącego się śniegu, odbijające się o asfalt, robiąc kałuże na chodniku i stałem na tak dobrze znajomej ulicy, czując, że już tu nie należę. Odwróciłem się w stronę domu i zobaczyłem, że przez kuchenne okno mama przygląda mi się ze smutną miną. Zignorowałem ją, a gdy cofnęła się do kuchni i zasłoniła zasłony w oknach, spojrzałem w górę i spostrzegłem zapłakaną Jane, przyglądającą mi się z okien mojego starego pokoju. Wpatrzyłem się w nią z tęsknotą. Kiedy znowu będę miał okazję się z nią zobaczyć i porozmawiać? Przytulić ją i pocałować? Na daną chwilę nie widziałem żadnej szansy na poprawę naszej sytuacji. Żaden jasny promyk nie tlił się na końcu tego ciemnego tunelu.
Esemes od Simona przyszedł, więc przeczytałem jego treść i już wiedziałem, w którą stronę mam się skierować, aby dotrzeć do jego mieszkania. Ostatni raz zerknąłem w okno, za którym stała zapłakana Jane i szepnąłem pod nosem "kocham cię", wiedząc, że dziewczyna jest w stanie to zauważyć, po czym skierowałem się na przystanek autobusowy.

– Siema! – przywitałem Simona uradowanym głosem. Chłopak wpóścił mnie do środka i od razu zaproponował coś ciepłego do picia, ale w jego zachowaniu wyczułem pewien dystans. – Simon, co jest? – zapytałem, wchodząc za nim do jasnej kuchni. Rozejrzałem się po jego nowym mieszkaniu. Było małe, ale schludne i nowocześnie urządzone. Dokładnie takie, w jakim wyobrażałem sobie, że Simon mógłby zamieszkać.
– Nic – odparł, włączając czajnik elektryczny.
– Przecież widzę... – mruknąłem, opierając się o szafki kuchenne.
– Trochę mnie zaskoczyłeś tą wizytą – powiedział, wyciągając dwa kubki z szafki wiszacej nad zlewem.
– Przecież dzwoniłem, sam mi podałeś adres, wiedziałeś, że przyjdę – odrzekłem zdziwiony.
– Nie o to chodzi... Mówię tak ogólnie - bąknął Simon po chwili, zalewając kubki gorącą wodą.
– Możesz mi to wszystko wytłumaczyć? Nigdy nie byłeś tak tajemniczy, nawet po tym jak spotkaliśmy się, gdy wróciłem z Norwegii – powiedziałem, po czym szybko dodałem: – Słuchaj stary, nie wiem o co ci chodzi, ale myślałem, że się przyjaźnimy i że zawsze mogę do ciebie zwrócić się o pomoc.
– Pewnie, że możesz Justin. Ja tylko... Oh... – bąknął i odwrócił się w moją stronę, pierwszy raz spoglądając w moje oczy.
– Tak? – zapytałem.
– Dziwnie mi się z tobą rozmawia wiedząc, że... wiedząc, że pieprzysz swoją siostrę – powiedział dosadnie. - Uff... nareszcie wydusiłem to z siebie.
Ignorując jego ostatnią uwagę, odparłem:
– Przecież sam pomogłeś Jane przyjechać do mnie, uknuliście tą całą akcję, jak ukryć jej wyjazd przed rodzicami, myślałem, że już przyzwyczaiłeś się do faktu, że znasz nasz sekret.
Simon odwrócił się do mnie plecami i wziął dwa gorące kubki z szafki, po czym wyszedł z kuchni, więc i ja poszedłem za nim. Gdy chłopak kładł herbaty na stoliku w salonie, usiadłem na sofie i przyglądałem się jego ruchom.
– Myślałem, że do tego przywykłem, ale jak zobaczyłem ciebie, wszystko się zmieniło – odparł, siadając w fotelu naprzeciwko mnie. – Chodzi o to, że Jane znałem od zawsze, ale nigdy się z nią nie przyjaźniłem. Z tobą dla odmiany, przyjaźnię się od jakichś dwudziestu lat i po prostu tak dziwny fakt, takie coś... o czym się dowiedziałem niedawno, całkowicie zmienia moje nastawienie do ciebie.
– Jestem tym samym Justinem, którego znałeś przez ostatnie dwadzieścia lat... – rzekłem, zaskoczony, że Simon wypowiedział słowa, które wypowiedział.
– Powiedz to osobie, która właśnie się dowiedziała, że jej najlepszy przyjaciel przez ostatnie lato sypiał ze swoją siostrą... Nie da się nad tym tak szybko przejść do porządku dziennego – odpowiedział, po czym dodał: – Kurwa herbatę zaproponowałem, a powinienem piwo przynieść. Na trzeźwo tej rozmowy nie da się przełknąć.
Simon wstał i poszedł z powrotem do kuchni, a ja od razu rzuciłem się na herbatę, którą dla mnie przygotował. Od kilku godzin nic nie piłem i byłem zmarznięty, więc duszkiem wypiłem pół kubka, zanim Simon zdążył wrócić z dwoma, już otwartymi, butelkami piwa.
– Czy jestem normalny, jeśli powiem, że to, że sypisz z Jane, aż tak bardzo mi nie przeszkadza? – zapytał nagle, a ja parwie wyplułem łyk herbaty, który miałem w buzi.
– Ja uważam siebie za normalnego, a z nią sypiam, więc jesteś o wiele bardziej normalny ode mnie – odparłem, czując ulgę, że Simon nie ma zamiaru reygnować z przyjaźni ze mną. Obaj zaśmialiśmy się chórem i pociągnęliśmy po dużym łyku piwa, po czym zamilnkęliśmy wpatrując się w siebie.
– Dobra, to jedno już mamy wyjasnione, a teraz powiedz mi czemu jesteś tu, a nie z Jane w Londynie? – zapytał.
– Jane jest w domu. Ojciec się dowiedział, że jest u mnie, więc przyjechał i siłą ją zabrał. Wróciłem po nią, chciałem z nim jakoś pogadać, ale nie ma szans. Mama trzyma jego stronę, nie pozwolili mi się z nią zobaczyć... Nic – wytłumaczyłęm smutnym głosem, opróżniając butelkę piwa do połowy.
– Nie dzwoniłeś do niej? – zapytał zdziwiony przyjaciel.
– Oczywiście, że dzwoniłem. Nie odbiera. Chyba wzięli jej telefon. Mama dała mi do zrozumienia, że komputer też jej będą sprawdzać, więc nie mam co próbować się z nią skontaktować.
– To do dupy – podsumował.
– A tak naprawdę przyszedłem coś zjeść. Nie mam kasy, jestem głodny jak diabli, bo od rana nic nie jadłem, a muszę jeszcze wrócić do Londynu. Jutro rano mam sesję nagraniową w studiu, a wieczorem mam pracę – dodałem, kładąc opróżnioną butelkę na stoliku, obok pustego kubka po herbacie.
– To co nic nie mówisz? Co chcesz? – zapytał Simon, wstając z fotela.
– Cokolwiek – odparłem i poszedłem za nim do kuchni. Przyglądając się jak chłopak robi mi kanapki, zacząłem niepewnym głosem: – Musisz skontaktować się jakoś z Jane i powiedzieć, że nie odszedłem od niej. Powiedz jej, że coś wymyślę, abyśmy mogli się spotkać.
– A niby jak ja mam to zrobić? Twoi rodzice na pewno mnie teraz nienawidzą. Kłamałem im prosto w oczy – odparł, smarując kromki masłem.
– Idioto, nie masz tego powiedzieć im, tylko Jane. Nie wiem, pójdź do niej pod szkołę, cokolwiek. Ty jesteś na miejscu, ja muszę wracać do Londynu, a na odległość nic nie zrobię – odparłem, ponownie opierając się o kuchenne szafki.
– No dobra coś wymyślę, ale nic nie obiecuję – powiedział Simon i wręczył mi talerz z dwoma kanapkami z szynką. – Wiesz... Jak Jane mówiła mi o tobie, to zmieniała się w inna osobę. Nie znałem jej od tej strony.
Zaśmiałem się w odpowiedzi, po czym wróciliśmy do salonu, a gdy usiedliśmy na sofie, odpowiedziałem:
– Po moim powrocie z Norwegii też poznałem ją na nowo.
– Nie boisz się wydać tej płyty? Słyszałem ją. Teksty są dość dyskusyjne. Jeśli ci się powiedzie, ludzie nie spoczną, dopóki nie dowiedzą się, o kim śpiewasz – odrzekł nagle, patrząc na mnie z uwagą.
– Podobała ci się płyta? – zapytałem, ignorując jego pytania i domysły.
– Jest spoko... Kurczę, Justin, czy ty mnie słuchasz? – powtórzył rozdrażnionym tonem. – Nie boisz się wydać tej płyty? Jak się ludzie dowiedzą...
– Nie dowiedzą się – przerwałem mu ostro. – Nikt się nie dowie, jak nikomu nie wygadasz. Przecież nie śpiewam w tekstach "Przeleciałem swoją siostrę, tralalalala... Pieprzę swoją siostrę tralalala"! – dodałem, wydając z siebie dziwne dźwięki, które w ogóle nie przypominały muzyki.
– Nie unoś się tak – warknął Simon. – Tylko cię ostrzegam. Ja nie mam zamiaru nic nikomu mówić, ale pamiętasz jak pod koniec wakacji ludzie się domyślali... Wtedy jakoś wam się udało z tego wywinąć, ale teraz, jak cały kraj będzie snuć domysły, nie wiem czy wam się uda.
– Nikt nie będzie snuł domysłów – odparłem pewnie, po czym zabrałem się za kończenie kanapek, które zrobił mi Simon.
Dwie godziny później pozbierałem się i wyszedłem na pociąg powrotny do Londynu, gdzie czekała mnie praca, studio, i bezsensowne oczekiwanie na jakiekolwiek wieści od Jane. Na szczęście byłem już trochę uspokojony wiedząc, że siostra nie została tu całkiem sama. Ma Simona, a wiedziałem, że on pomoże jej w każdej sytuacji i jest bezpośrednim łącznikiem Jane ze mną. Jest teraz bezpieczna, ale ja nie spocznę, dopóki nie będziemy mogli widywać się kiedy tylko chcemy. Ojciec musi wiedzieć, że nigdy nas sobie nie podporządkuje. Ale jak pogodzić wartości rodzinne z taką, rodzinną miłością?


Ze łzami w oczach patrzyłam jak Justin szepcze pod nosem "kocham cię", wiedząc, że doskonale wiem co powiedział. Tak, on nie przestał o mnie walczyć, ale dlaczego do cholery ja nie potrafiłam się wyrwać ojcu i zawalczyć o to, czego chcę?
Gdy ojciec przywiózł mnie do domu, nie miałam siły mu się postawić. Płakałam całą drogę, a gdy weszłam do domu, od razu wbiegłam na górę, zamknęłam się w swoim pokoju i zasnęłam. Gdy się obudziłam zauważyłam, że z biurka zniknął mój laptop, a także nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu, zbiegłam na dół i zrobiłam awanturę rodzicom. Ale to było na nic. Nie mieli zamiaru mi oddawać ani telefonu, ani laptopa. Nie pomogły prośby, błagania, groźby, krzyki, płacz, milczenie. Nic. Po prostu zero kontaktu z nimi. Nie dochodziło do nich nawet to, że komputer potrzebny mi jest do nauki. Powiedzieli, że teraz mam ferie, a po feriach będę mogła korzystać z laptopa tylko w ich obecności. Chcieli mieć pewność, że nie będę się kontaktowała z Justinem. I teraz mieli pewność. Nie miałam szans się z nim skontaktować, byłam pod całodobowym nadzorem i wcale mi się to nie podobało. No halo, przecież w końcu jestem pełnoletnia! Ale nawet te słowa do nich nie przemówiły. Powiedzieli, że nadal się uczę, a dopóki nie skończę liceum, nie mam prawa głosu w tym domu.
I co ja miałam niby zrobić w tej sytuacji? Próbowałam wszystkiego, ale nic nie pomagało. Byłam uziemiona i nawet nie miałam jak o tym poinformować Justina.
Gdy zniknął za zakrętem drogi, zbiegłam na dół, aby jeszcze raz spróbować wymusić na rodzicach, żeby oddali mi telefon.
– Muszę zadzwonić do koleżanki z klasy, żeby dowiedzieć się jakie mamy zrobić zadania domowe – odparłam, stając w progu kuchni i krzyżując ręce na piersi.
– W torebce jest mój telefon, możesz z niego skorzystać – odparła mama, opróżniając zmywarkę.
– Nie mam tam zapisanego numeru – powiedziałam, czując, że wygrałam tą walkę.
– Powiedz mi jak się nazywa twoja koleżanka, to zapiszę jej numer i zadzwonisz ode mnie – odpowiedziała, zamykając zmywarkę.
– Nie łatwiej by było, gdybyście oddali mi telefon? – zapytałam drażliwym tonem.
– Jane nie zaczynaj. Nie dostaniesz tego telefonu do końca ferii, albo I dłużej. Teraz masz czas na spokojne przemyślenie tej sytuacji. – Wtrącił się tata, a gdy odwróciłam się w kierunku salonu, z którego dobiegał jego głos, dodał: – Nie wmówisz nam, że musisz do kogoś zadzwonić, nie jesteśmy idiotami, wiemy, że chcesz się skontaktować z Justinem.
– To mój brat, chyba mam prawo się z nim kontaktować! – odparłam oburzona.
– JANE, POWIEDZIAŁEM COŚ NA TEN TEMAT I NIE MAM ZAMIARU SIĘ POWTARZAĆ! TERAZ IDŹ NA GÓRĘ I NIE ZAWRACAJ NAM GŁOWY! – krzyknął tata, a ja aż podskoczyłam na dźwięk jego głosu.
Niby jak mam z nimi walczyć? Nigdy nie dadzą mi nic powiedzieć, bo zawsze oni mają rację. A gówno prawda! Wymyślę sposób, w jaki ja i Justin będziemy się kontaktować. Oj, rodzice jeszcze pożałują, że odcięli mnie od świata.


Kochani! I jak podoba Wam się rozwój wydarzeń? Co się wydarzy dalej? Czy Justin I Jane znajdą sposób, aby się kontaktować?

Pod ostatnim rozdziałem było już więcej komentarzy, za które serdecznie dziękuję!! Pamiętajcie, kochani, że im więcej komentarzy, tym rozdziały będą dodawane szybciej! To wszystko piszę dla Was!
Z góry dziękuję za każdy komentarz I każdą opinię, które po sobie pozostawicie. To do następnego! xoxo

37 komentarzy:

  1. Nie, ten rozwój wydarzeń absolutnie mi się nie podoba!!! Mam nadzieję że znajdą sposób by się komunikować!!! Nie zawiedź mnie ;-)

    Ps. Jak zawsze genialny rozdział, do napisania :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, ten rozwój wydarzeń absolutnie mi się nie podoba!!! Mam nadzieję że znajdą sposób by się komunikować!!! Nie zawiedź mnie ;-)

    Ps. Jak zawsze genialny rozdział, do napisania :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdzial, w sumie jak zawsze �� czekam na kolejne prosze dodawj je czesciej

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś czuję, że oni już niedługo coś ciekawego wykombinują :D <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Już wiemy po kim są tacy uparci. :)
    Ja już się boję, co Jane kombinuje. Uparta, ale na jej miejscu zrobiłabym to samo. ;)
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Justin i Jane nie dadzą sobie w kasze dmuchać! Już ja coś wiem na ten temat :D najlepiej by było jakby ten ojciec umarł i by mieli święty spokój, a tak to tylko wszystko im utrudnia pojebaniec. Rozdział jest zajebisty, ale już dłużej nie zdzierżę tego ojca i matki pizdy, która nie ma własnego zdania ughhh

    OdpowiedzUsuń
  7. o kurwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa
    nie wiem jak moge wyrazicmoja milosc do tego ff vjhcvjhcjhgckh

    OdpowiedzUsuń
  8. nie masz pojecia jak bardzo lubie twoje fanfiction! czekam na rozdzialy z wielka niecierpliwoscia:) kazdy kolejny jest lepszy od poprzedniego! zycze ci duzo weny,do nastepnego:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow kolejny niesamowity rozdział *,*

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowity, masz ogromny talent i widzę, że należycie z niego korzystasz. Tak trzymaj! :))
    Co do rozdziału to jest super. Zdenerwowała mnie mama Justina i Jane :/ Bo widać, że chce zaakceptować związek swoich dzieci, ale jej mąż na to nie pozwala. Jest za bardzo podporządkowana mu, a to nie jest dobre. Może on ją bije? Nie wiem... W sumie to myślałam, że Justin nie pójdzie do Simona tylko, że będzie próbował wejść do Jane przez okno czy balkon (bo chyba mają balkon, podejrzewam, że był on, w którymś rozdziale) nawet nie wiem skąd ja to wymyśliłam, ale takie coś mi się narzuciło :D Jednym słowem, super rozdział, czekam na następny, pozdrawiam, miłych wakacji xx
    _______________________________________________

    Zaproszę ciebie i innych czytelników na mojego nowego bloga, którego zaczynam już w sierpniu. Będzie to ff z Niallem Horanem z One Direction. Mam nadzieję, że ktoś się skusi i zajrzy ----> JOKER - Niall Horan FF

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za kolejny rozdział :* jest jak zawsze cudowny lecz znowu rozdzierający serce :'( czekam na ciągu dalszy! Pozdrawiam Zuza <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Chce następny!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. No dobra musze przyznać że te opowiadanie jest niesamowite uwielbiam je nawet się popłakałam jak rodzice nie chcieli wpuścić Jusa do domu żeby mógł się spotkać z Jane i jak zobaczył Jane w oknie swojego pokoju szeptając do niej że ją kocha cudo. Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny. Bardzo spodobało mi się to, że część rozdziału i to większa była opisana oczami Justina. Kocham to opowiadanie i czekam na NN ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. jestem ciekawa co sie bedzie działo dalej

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam !! Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ;* ;) !!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Super rozdział :D uwielbiam to ff i czekam na nexta <3 :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudo, cudo, cudo! Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspaniały <33
    Czekam na next :*
    /Wiki

    OdpowiedzUsuń
  20. rozdział cudowny jak zawsze
    moje serce było w kawałkach kiedy rodzice justina nie wpuścili go do własnego domu, albo kiedy jego matka tak po prostu nie powiedziała nic w jego obronie tylko dała pieniadze i jednym słowem miała go gdzies, jego uczucia
    i jeszcze ten moment kiedy justin widzi jane w oknie *placzaca emoji*
    mam ogromna nadzieje ze znajda sposób na to aby sie miedzy sobą komunikować co na pewno nie bedzie łatwo bo jak widać ich ojciec nie daje za wygrana i nie zamierza sie poddać, zreszta jane i justin tez sie nie poddają i w koncu sie ponownie spotkają, jestem tego pewna
    nie moge doczekać sie następnego rozdziału, dziekuje za tak wspaniałe ff x

    OdpowiedzUsuń
  21. cudowny ♥ czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  22. Cudowny rozdział! Strasznie nie mogłam się go doczekać ale jest równie idealny co reszta.
    Niesamowicie wkrecilam się w tą historie dlatego dziękuję za każdy rozdział jaki napisałaś

    OdpowiedzUsuń
  23. Tata Jane cholernie działa mi na nerwy rozumiem że ta sytuacja wykracza poza normę ale helooo przecież to są jego dzieci a nie worki na śmieci

    OdpowiedzUsuń
  24. rozdział cudowny! świetnie piszesz i masz ogromny talent :) już się nie mogę doczekać następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
  25. Cudowny rozdział! Niech oni szybko znajdą sposób na skontaktowanie się! :) czekam na następny /awwwwmynialler

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetny rozdział ����
    @selsshe

    OdpowiedzUsuń
  27. lol jebany ojciec :( oby bylo dobrze dodaj szybko xoxo

    OdpowiedzUsuń
  28. Cudowne!Naprawdę świetny rozdział. http://escape-veronicasmith.blogspot.com/ Również bardzo interesujący blog.Polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Cudoo <3 ta cała akcja jest taka... inna. Przez co ją kocham! Nie spotkałam się jeszcze z takim FF :D nie mogę doczekać się nastepnego! Życzę wełny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  30. Dlaczego po wypowiedzi ich matki, mam dziwne wrażenie, że to ona popełniła błąd w przeszłości i boi się, że ta rodzina się rozwali?
    Moje domysły...
    Świetny rozdział! ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy