12.08.2015

11. Marzymy o normalności vol. II


Siedziałam w ławce i ślepo wpatrywałam się w tablice, która wciąż była zapisywana przez nauczycielkę. Nic z tego, co mówiła do mnie nie dochodziło, a wręcz przeciwnie, wszystko się ode mnie odbijało, jakbym była jakąś przezroczystą tarczą.
Przezroczysty, to idealne słowo, którym mogłabym opisać siebie. Jestem przezroczysta, nic ciekawego nie ma we mnie. Ludzie, przechodząc obok, nie patrząc się na mnie, nie zauważają mojej osoby, patrzą jakby przeze mnie. Gdy ktoś kieruje swój wzrok w moją stronę, machając mi, ja chcę mu odmachać, ale w tym momencie orientuję się, że ta osoba machała do swojego znajomego, który przypadkowo znalazł się za moimi plecami, i właśnie tak raz po raz wychodzę na idiotkę. Ludzie przestali mnie zauważać, chłopcy przestali się mną interesować, przestałam być kogokolwiek przyjaciółką. Nikt się nawet nie zainteresował tym, dlaczego byłam odcięta od internetu i telefonu przez ponad tydzień, nikt nie chciał się ze mną spotkać, pójść na kawę, czy na piwo, ani zaprosić mnie na jedną z wielu imprez, które były organizowane przez moich znajomych.
W zły nastrój wprowadziła mnie wiadomość, którą usłyszałam od trenera: Nie pobiegnę w zawodach, ponieważ ostatnio moje wyniki i w nauce i w bieganiu spadły, więc nie mogę w takim stanie reprezentować szkoły. W zamian za mnie pobiegnie Kelly Montgomerry, która na nieszczęście, jest nową przyjaciółką Cindy i Melody, więc teraz wszystkie trzy mają niezły ubaw z tego, jakim jestem nieudacznikiem życiowym.
Po ostatniej lekcji, którą była matematyka, wyszłam ze szkoły całkowicie pochłonięta myślami. Jak nauczę się na jutrzejszy sprawdzian? Zupełnie o nim zapomniałam. Podczas ferii nawet nie wyciągnęłam książek do matematyki. Albo rozmyślałam o Justinie, albo czytałam jakieś tanie romansidła, marząc o tym, aby moje życie miłosne było tak samo mało skomplikowane, jak to opisywane w owych książkach. Niestety, o tym mogłam tylko pomarzyć.
– Cześć Jane. – Z zamyślenia, w którym byłam, wychodząc ze szkoły, wyrwał mnie znajomy głos. Podniosłam głowę, widząc przed sobą uśmiechniętego Simona.
– O, cześć – mruknęłam rozkojarzona, zaczesując za ucho pasemko włosów, które wiatr przeniósł na moje oczy. – Co ty tu robisz? Czekasz na kogoś?
– Tak – odparł z uśmiechem, po czym dodał: – Na ciebie.
– Na mnie? Po co? – zapytałam zdziwiona i skierowałam się spacerkiem w stronę chodnika.
– Po pierwsze, chciałem cię przeprosić za to, że przeze mnie twój ojciec się dowiedział o tym, że pojechałaś do Justina... – odparł, idąc obok mnie.
– Skąd wiesz, że przez ciebie się dowiedział? I skąd wiesz o tym, że w ogóle się dowiedział? – zapytałam zdziwiona.
– Justin był u mnie po tym, jak był po ciebie – wytłumaczył chłopak, chowając dłonie w kieszeniach swojej czarnej, zimowej kurtki.
– A skąd wiesz, że się od ciebie dowiedział?
– Justin mi powiedział...
– To przecież nie twoja wina – odrzekłam, bojąc się, że chłopak niepotrzebnie czuje się winny.
– Ale jakoś mi głupio, że tak to wszystko wyszło – mruknął, gdy skierowaliśmy się chodnikiem na lewo, w kierunku osiedla, na którym mieszkam.
– Przestań się obwiniać, to był szalony plan i od razu był skazany na porażkę – powiedziałam, chcąc go uspokoić.
– Justin kazał mi dopilnować tego, żebyście mogli się kontaktować. Wcześniej nie byłem w stanie cię złapać, bo siedziałaś w domu, bez dostępu do komputera i telefonu, a nie chciałem się narażać twoim rodzicom. – Na dźwięk jego słów gorąca lawa rozlała się po moim sercu. Czyli jednak ktoś zauważył, że tak długo byłam offline!
– Co wymyśliłeś? – zapytałam, czując, że radość ogarnia całe moje ciało.
– Możesz przychodzić do mnie i rozmawiać z Justinem przez skype'a – uśmiechnął się. – Ale nie wiem jak zareagują na to twoi rodzice...
– Moich rodziców zostaw mnie. Już chyba mam pomysł, jak uśpić ich czujność. – Uśmiechnęłam się pod nosem, knując swój genialny plan.
– Oby tym razem twój pomysł wypalił – powiedział, szturchając mnie lekko ramieniem.
– Nie bój się. To nie jest zbyt skomplikowany pomysł, więc na pewno wypali. To kiedy mogę przyjść, żeby pogadać z Justinem? – zapytałam uradowana.
– W piątek wieczorem pasuje? Mam wtedy wolne – odparł z uśmiechem od ucha do ucha, którym od razu mnie zaraził.
– Pewnie, że pasuje, ale mam jeszcze jedną prośbę – odparłam, zatrzymując się przed zakrętem, który prowadził bezpośrednio na uliczkę, przy której stoi mój dom.
– Jaką? – zapytał Simon, także się zatrzymując i patrząc mi w oczy.
– Nie mam za bardzo jak ci napisać, co ewentualnie miałbyś powiedzieć moim rodzicom, żeby uśpić ich czujność, więc gdybyś mógł, to przyjdź jutro pod moją szkołę. Kończę o czternastej – rzekłam nieśmiało, podnosząc kąciki ust. – Wiesz, chcę żeby to wszystko było jak najbardziej wiarygodne – dodałam zachęcająco.
– No dobra, ale proszę cię Jane, nie wpakuj mnie w żadne bagno... – mruknął Simon, nie do końca przekonany do tego, aby znowu być częścią kłamstwa, które wymyśliłam.
– Właśnie chcę cię z tego bagna wyciągnąć – zapewniłam z uśmiechem, po czym w nagłym przypływie radości rzuciłam się chłopakowi na szyję, piszcząc: – Boże, w piątek będę z nim rozmawiać!
– Spokojnie Jane, to tylko skype... – mruknął zakłopotany, klepiąc mnie lekko po plecach.
Gdy już stanęłam na chodniku, spojrzałam z zakłopotaniem na równie zakłopotaną twarz Simona, po czym odrzekłam:
– Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy ta krótka rozmowa z Justinem. Dziękuję.
Szybko pożegnałam się z Simonem, po czym starając się opanować mój przypływ dobrego humoru, wróciłam, niemalże w podskokach, do domu.
– Jane, to ty? – Usłyszałam, gdy tylko otworzyłam drzwi wejściowe.
– Tak – burknęłam, kładąc torbę na kafelkach, przy ścianie.
– Ile musisz zapłacić za te zawody? – zapytała mama, wychylając się zza framugi drzwi do kuchni.
– Nic – powiedziałam, ściągając buty.
– Jak to nic? – Zdziwiła się.
Weszłam do kuchni i usiadłam przy stole, czekając, aż poda mi zupę. Jedyna zaleta posiadania młodszego rodzeństwa jest taka, że moja mama nadal traktuje mnie jakbym była mała, a co za tym idzie: nie muszę martwić się o robienie obiadów, odgrzewanie ich i takie tam. Mama dba o to, żeby zawsze w domu był ciepły posiłek, a jak kończy wcześniej pracę, to zawsze każdemu podaje talerze z jedzeniem pod nos.
– Nie biegnę w zawodach – powiedziałam, zatapiając łyżkę w parującej zupie pomidorowej.
– A dlaczego?
– Trener powiedział, że spadły mi wyniki w nauce i w bieganiu i że mogę sobie wsadzić w dupę te zawody – burknęłam, podnosząc ramiona w geście obojętności.
– Jane, nie mów tak! – Oburzyła się, obdarowując mnie srogim spojrzeniem.
– Sorka – mruknęłam, nie bardzo przejmując się jej uwagą.
– Trzeba było się bardziej starać, to byś teraz tak nie narzekała na to, że nie biegniesz. – Upomniała mnie mama, odwracając się plecami do mnie.
– Niby jak mam się więcej starać? Robię co mogę – warknęłam lekko zdenerwowanym tonem.
– Trzeba było nie myśleć o głupotach, tylko skupić się na nauce... – zaczęła, ale szybko jej przerwałam.
– Nie myślałam o głupotach.
Po moich słowach, nastąpiła chwila ciszy, podczas której dokończyłam jedzenie zupy. Gdy wstałam, aby schować talerz do zmywarki, usłyszałam jak tata, razem z dzieciakami wchodzą do domu i zaczyna się ponownie codzienny gwar. Szybko ulotniłam się z dołu i zamknęłam się w moim pokoju, pieszczotliwie nazywanym przeze mnie "moim azylem".
Wieczorem wiedziałam, że muszę zacząć wprowadzać w życie plan, który obmyśliłam wracając do domu, więc powoli zeszłam na parter, zastając rodziców w salonie. Maluchy już spały. Ja także byłam przebrana i gotowa do snu. W kuchni zrobiłam sobie kubek gorącej herbaty, po czym weszłam do dużego pokoju i usiadłam na fotelu, zwracając się twarzą w stronę rodziców.
– Mamo, tato... – zaczęłam niepewnie, a gdy rodzice odwrócili się by mnie wysłuchać, dodałam: – Mogę iść w piątek do Simona?
– Chyba sobie żartujesz – warknął tata. - Z nim uknułaś ten cały plan, więc myślisz, że od tak pozwolimy ci się z nim spotkać?
– Ty myślisz, że jestem taka głupia i powiedziałam Simonowi o tym, że jadę do Justina? – zapytałam dokładnie powtarzając formułkę, którą układałam w głowie od popołudnia.
– Niby co mu innego powiedziałaś? – Tata zdawał się być zdziwiony, a mama siedziała bez słowa, wsłuchując się w naszą krótką wymianę zdań.
– Powiedziałam mu, że jadę do koleżanki – odparłam pewnie, modląc się aby mój plan wypalił.
– A w piątek pewnie nie idziesz do Simona, tylko znowu coś knujesz – powiedział niewzruszony tata.
– Idę do Simona – zaprzeczyłam. – Jak chcecie, to możecie sami z nim pogadać – dodałam, chcąc być jak najbardziej wiarygodna.
– A chcemy – odrzekł, pewnie zakładając nogę na nogę, po czym przełączył kanał w telewizorze.
– Dlaczego wy mnie musicie tak sprawdzać? – zapytałam rozwścieczona, szybko wstając i kierując się do wyjścia z salonu.
– Bo ci nie ufamy – odpowiedział ojciec, zwracając się do moich pleców, ale zbyłam jego słowa i weszłam na górę.
Leżałam w łóżku nie mogąc się wygodnie ułożyć do snu. Dlaczego rodzice nie potrafili zaakceptować tego, co ja i Justin już dawno zaakceptowaliśmy? Wszystkim by się żyło łatwiej i nie potrzebne by było tyle kłamstw. No ale tym razem to rodzice ustawili zasady, ja tylko staram się im sprostać... Po swojemu.



Był piątkowy wieczór. Siedziałam na łóżku pochłonięta czytaniem następnej książki. Odkąd nie miałam dostępu do internetu, odkryłam, że czytanie jest naprawdę wciągające. Raz na tydzień chodziłam do biblioteki i wypożyczałam po trzy książki, które w ciągu siedmiu dni pochłaniałam jedna za drugą. Usłyszałam z dołu dzwonek do drzwi, wiedziałam doskonale, że to Simon, z którym się umówiłam. Według naszego planu miał przyjechać i osobiście mnie odebrać z domu, żeby rodzice wiedzieli, że na pewno z nim się mam spotkać, a nie z kimś innym. Ta sytuacja jest zwariowana, ale to jedyne wyjście, żeby odciągnąć myśli moich rodziców od tego, że nadal kontaktuję się z moim bratem.
Odłożyłam książkę na materac, i zeszłam z łóżka. W chwili, gdy otwierałam drzwi swojego pokoju, mama zawołała:
– Jane, Simon przyszedł!
Na boso zbiegłam na dół i od razu zobaczyłam zmarzniętego Simona stojącego w przedpokoju.
– Hej – wymamrotałam, lekko się uśmiechając.
– Cześć – odpowiedział chłopak, po czym odwrócił się w stronę mojej mamy, która zadała mu pytanie:
– No więc gdzie idziecie?
– Mamy zamiar iść do kina – odparł Simon, dokładnie tak, jak zaplanowaliśmy. Będziemy udawać, że umówiliśmy się na randkę.
– A na co? – dopytywała mama, podczas gdy wiązałam buty.
– Na... – zaczął Simon, ale tego nie przedyskutowaliśmy i nie wiedział co powiedzieć, więc szybko wcięłam mu się w słowo:
– Na... Na to co poleci.
– To bawcie się dobrze. – Uśmiechnęła się mama, po czym zostawiła nas samych w przedpokoju.
– Mogę iść z wami do kina? – Usłyszeliśmy cichy, dziewczęcy głosik.
Obróciłam się i spojrzałam na Jazzy, która wyszła ze swojego pokoju, trzymając dużego, zielonego misia: jej ulubioną maskotkę, której łapkę miała w zwyczaju ssać, chodząc po domu, co teraz także robiła.
– Nie, bo takich małych dzieci nie wpuszczają do kina – odparłam, chociaż nawet nie wiedziałam czy kłamię, czy mówię prawdę.
Jazzy wzruszyła smutnie ramionami i weszła do dużego pokoju, aby usiąść na kanapie obok mamy. Ja i Simon szybko się zebraliśmy i czym prędzej wyszliśmy na zewnątrz.
– Słuchaj, jak będę miał jakieś nieprzyjemności przez ciebie i to kłamanie, to nie wiem co ci zrobię... – mruknął, przepuszczając mnie przodem przez furtkę.
– Nie będziesz miał żadnych nieprzyjemności – zapewniłam kolegę spokojnym głosem.
– Uśmiechnij się trochę, tylko żartowałem. – Szturchnął mnie zabawnie w rękę i skierował się do pobliskiego, czarnego samochodu.
– Myślałam, że nie masz auta... – mruknęłam pytająco.
– Moi rodzice kupili sobie nowe i te stare mi odstąpili. – Uśmiechnął się, otwierając drzwi od strony pasażera i gestem dłoni zaprosił mnie do środka.
– Szczęściarz z ciebie. Tobie rodzice dają auto, a mi nawet telefonu nie chcą oddać... – odparłam ze skwaszoną miną.
Wsiedliśmy do ciepłego samochodu, a gdy Simon przekręcał kluczyk w stacyjce, odwrócił głowę w moja stronę i odrzekł:
– Poproś ich, żeby ci go zwrócili.
– To nic nie da – powiedziałam, ściągając rękawiczki i kładąc je na swoich kolanach.
– A próbowałaś? Nic nie tracisz, a możesz tylko zyskać. – Zaczął mnie namawiać, wjeżdżając na główną ulicę.
– Dobra, poproszę ich jak wrócę do domu, a teraz już jedźmy, bo Justin czeka – ponagliłam, nie mogąc się doczekać rozmowy z bratem.

– Mówił, że o której będzie online? – zapytałam zniecierpliwiona, siedząc na łóżku Simona i czekając, aż Justin zadzwoni na skype.
– Około dwudziestej – odpowiedział chłopak, wchodząc do pokoju i stawiając dwa kubki z herbatą na stoliku, który stał w jego małej sypialni.
– Już jest koło dwudziestej – odparłam, kładąc plecy na materac.
– Na pewno za chwilę zadzwoni – uspokoił mnie Simon, siadając na podłodze i opierając się o łóżko.
– Ale ja chcę, żeby teraz zadzwonił – niecierpliwiłam się.
– Opowiedz mi jak było u Justina. Może jeśli będziesz opowiadać, to szybciej minie to czekanie – zaproponował, a ja z chęcią przyjęłam jego propozycję.
– Było cudownie. Byliśmy sami, mieliśmy cały czas wolny dla siebie – zaczęłam mówić, leżąc na łóżku, wpatrując się w sufit z rozmarzoną miną. – Justin wziął mnie na randkę, wiesz? Pierwszy raz poczuliśmy się jak prawdziwa para. Przynajmniej przez te kilka dni, przynajmniej na chwilę. Chciałabym, żeby tak było cały czas, chociaż wiem, że to są tylko skryte marzenia moje i Justina... A seks... Słuchaj...
W tym momencie Simon mi przerwał.
– Jane, ja chyba nie chcę wiedzieć wszystkiego.
– A seks był najlepszy – skończyłam zdanie, nie zwracając uwagi na speszoną minę kolegi.
– Justin dzwoni! – zawołał nagle chłopak, zrywając się na równe nogi, by podejść do stolika i akceptować połączenie.
Pobiegłam za nim i cała w skowronkach usiadłam na taborecie, przed laptopem.
– Cześć Justin! – zawołałam rozemocjonowana, patrząc na pogodną minę mojego brata.
– Siemka Jane, hej Simon. – Przywitał się z nami, machając ręką w stronę kamerki.
– Siema, siema – mruknął Simon, po czym wstał od laptopa, mówiąc: – To ja was zostawię. Jak coś, jestem w salonie.
– Okej – odparłam, nie zwracając na niego uwagi, ponieważ cały czas wpatrywałam się w ekran laptopa, gdzie widziałam Justina siedzącego bez koszulki, z rozczochranymi włosami.
Simon wyszedł z sypialni i zamknął za sobą drzwi. Chwilę wpatrywałam się w brata bez słowa, po czym zapytałam:
– Spałeś?
– No, zasnęło mi się na chwilę – przytaknął, niezgrabnie przeczesując włosy ręką, a ja przez chwilę mogłam podziwiać jego mięśnie ramion.
– I jak ci się żyję, mała? – zapytał w końcu.
– Bez ciebie? Do dupy. – Wzruszyłam ramionami. – Tęsknię.
– Zobaczymy się niedługo. – Uśmiechnął się, żeby podtrzymać mnie jakoś na duchu.
– Tak? Kiedy? – zapytałam podekscytowana.
– Jeszcze nie wiem, ale coś wykombinuję – wytłumaczył, a z mojej twarzy momentalnie zszedł uśmiech.
– Nie możesz teraz przyjechać? – spytałam smutnym tonem.
– Kończymy nagrywać singla i mamy zamiar go za niedługo wydać. Później promocja piosenki, kończenie nagrywania płyty, dodatkowo jeszcze praca... Jane, ja nie wyrabiam teraz. Sama widziałaś, że nawet śpię w przerwach od studia i pracy... – odparł zakłopotany ze smutną miną, która pokazywała, że naprawdę jest mu przykro.
– Wiem, wiem, ale... Tak mi ciężko tu samej, jeszcze jak nie mam dostępu do komputera i telefonu.
– Rozmawiałaś z rodzicami?
– To bez sensu... Ale dziś mam zamiar pogadać z nimi, żeby oddali mi telefon, bo nie potrafię normalnie funkcjonować bez niego... Ale z mamą spróbuję porozmawiać, nie z tatą, bo tata się nie zgodzi – odrzekłam ze smutną miną. – A jak ci idzie? Co będzie pierwszym singlem?
– A nie powiesz nikomu? – zapytał, ze słodkim uśmiechem na twarzy.
– Justin, skończ gwiazdorzyć, jeszcze cię nikt nie zna, więc póki co nikogo nie obchodzą twoje piosenki – zaśmiałam się, po czym dodałam: – Oprócz mnie.
– "Przestań się ze mną droczyć" będzie singlem – odrzekł, nie przestając się uśmiechać.
– Chyba moja ulubiona – wymamrotałam, przypominając sobie dzień, który spędziłam razem z Justinem w studiu, nagrywając tą piosenkę. Znaczy Justin nagrywał – ja go podziwiałam.
– Inne słyszałaś tylko akustycznie, a dużo się zmieniły od tamtego czasu. Pokochasz je, jak je usłyszysz. Ja już je kocham – mówił rozradowany, myśląc tylko o swojej debiutanckiej płycie.
– A co będzie, jak staniesz się sławny? – zapytałam nagle, przerywając jego rozmyślania.
Justin zamilknął i wpatrzył się w moje oczy, ale nie odpowiedział.
– Chcesz być sławny? – spytałam.
– Chcę tworzyć muzykę – odpowiedział po namyśle.
– A jak "przypadkowo" staniesz się sławny? – Ciągnęłam zadawanie pytań, kreśląc cudzysłowie w powietrzu. – Jak ludzie zaczną grzebać w twoim życiu prywatnym?
– Nie martw się na zapas, Jane – odparł uspokajającym tonem, uśmiechając się do mnie.
– Z naszej dwójki, to ja jestem tą, która teraz wydaje się być rozsądniejsza... – bąknęłam, ponieważ nie spodobało mi się nastawienie mojego brata.
– Jane, uspokój się – rozkazał, czym ustawił mnie do pionu. – Wiesz co bym chciał? – zapytał po chwili.
– Co?
– Pocałować cię – odparł, czym roztopił moje serce, a do tego dołączył idealny i szczery uśmiech.
– Ja też – odpowiedziałam, rumieniąc się.
– Obiecuję ci, że jak tylko będzie się dało, to do ciebie przyjadę – odparł Justin, pewnym tonem. – A do tego czasu możesz przychodzić do Simona na skype, prawda?
– Tak...
– To może w następny piątek o tej samej porze? – zaproponował.
– No dobrze... Nie wiem czy się doczekam – odpowiedziałam, myśląc jak bardzo ten tydzień będzie mi się bardzo dłużył.
– Jeśli masz powód do czekania, to doczekasz – uśmiechnął się, pokazując szereg białych zębów.
– Wiesz doskonale, że mam powód – odparłam, marszcząc nos w uśmiechu.
– Jane, nie obrazisz się, jak ci powiem, że muszę już kończyć? – zapytał brat, robiąc smutną minę.
Moja twarz także posmutniała, ale widziałam, że jest bardzo zmęczony i nie miałam serca go jeszcze zmuszać do siedzenia przed komputerem.
– Nie... Ale tęsknię Justin... – szepnęłam ze łzami w oczach. – Tak to teraz będzie wyglądało?
– Jane, wytrzymamy i wszystko się zmieni. Obiecuję. To tylko chwilowe niedogodności – mruknął delikatnym głosem, widząc łzy spływające po moich policzkach.
– Ciężko mi bez ciebie... Myślę tylko o tobie, nie zwracam na nic innego uwagi... Wyobrażam sobie ciebie obok mnie, wyobrażam sobie co byś zrobił w danej sytuacji, jakbyś się zachował.... Słyszę twój śmiech, słyszę twój głos, nawet jak cię nie ma obok... Jestem obłąkana chyba – powiedziałam szeptem, wypluwając ciągiem słowa, które zalegały mi w gardle od dłuższego już czasu. – Wywalili mnie z zawodów przez to...
Justin patrzył na mnie oszołomionym wzrokiem, ale po chwili przerwał niezręczną ciszę i odpowiedział:
– Jestem tak samo obłąkany jak ty, kochanie. I nie przejmuj się, to tylko szkolne zawody. Wygrasz jeszcze wiele innych.
W tym momencie nie mogłam już wytrzymać. Czując łzy na policzkach, koniuszkiem palca wskazującego rysowałam twarz Justina na ekranie, a on tylko patrzył na mnie smutnym wzrokiem.
– Idź się połóż – wymamrotała. – Śpij dobrze. Za tydzień o tej samej porze. Kocham cię Justin – zakończyłam smutnym głosem.
– Też cię kocham skarbie – powiedział i uśmiechnął się lekko do mnie, aby mnie pocieszyć, po czym jednym kliknięciem wyłączyłam rozmowę, nie mogąc dłużej wytrzymać tego pożegnania.
Szybko wstałam od komputera i wybiegłam z sypialni Simona. Kątem oka zauważyłam, że chłopak oglądał telewizję, leżąc na kanapie. Gdy wybiegłam, nagle podskoczył z przestrachem.
– Co jest Jane? – zapytał zaniepokojony.
Szybko ubrałam kurtkę na plecy i chciałam jak najprędzej włożyć buty, ale wypadły mi z ręki. Straciłam równowagę i osunęłam się po ścianie na ziemię, gdzie przykucnęłam, zakryłam twarz dłońmi i rozpłakałam się na dobre.
– Jane? – zapytał zmieszany Simon, a kiedy nadal nie odpowiadałam, siedząc skulona pod ścianą, dodał: – Co się stało? Pokłóciłaś się z nim?
– Nie, kurwa! Właśnie łatwiej by mi było się z nim pokłócić, niż musieć się żegnać, nie wiedząc kiedy znowu się zobaczymy... – odparłam w końcu ze złością w głosie. Wstałam i odsłoniłam twarz, pokazując Simonowi zapłakane policzki.
W tamtej chwili poczułam nagłą potrzebę przytulenia się do kogoś. Nie kontrolując swoich ruchów, zarzuciłam ręce na szyję Simona i ścisnęłam go najmocniej jak mogłam. Teraz on jest jedyną osobą, na którą mogę liczyć. On przynajmniej jest namacalny I jest obok.
Chłopak po chwili oszołomienia, w którą go wprawiłam swoim zachowaniem, odwzajemnił uścisk. Czułam jak opiekuńczo głaszcze moje plecy, aby dodać mi otuchy.
– Dziękuję – szepnęłam mu na ucho.
– Za co? – zapytał, nadal mnie przytulając.
– Za to, że jesteś i że nam pomagasz – odparłam i w tym momencie odsunęłam się od niego. Wierzchem dłoni otarłam łzy z moich policzków i uśmiechnęłam się smutnym uśmiechem. – Będę już lecieć. Mogę wpaść za tydzień o tej samej porze?
– Pewnie – odparł chłopak, obserwując jak, już ze spokojem, wiążę buty. – Trzymaj się Jane – dodał po chwili, gdy otworzył mi drzwi do wyjścia.
– Na razie Simon – pożegnałam się z nim krótkim machnięciem ręki i szybko wyszłam z jego mieszkania.
Od bloku Simona do najbliższego przystanku autobusowego dzielił mnie pięciominutowy spacer, a do mojego domu, ponad półgodzinny. Wybrałam drugą opcję i pomimo mrozu, postanowiłam iść pieszo, żeby przemyśleć pewne sprawy.
W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli, ale tylko jedna wyszła na prowadzenie: Jaka przyszłość czeka mnie i Justina? Na daną chwilę nie widziałam dla nas przyszłości, ale się nie poddam. Dopóki Justin się nie podda I ja tego nie zrobię. A jak on się podda, to ja będę utrzymywać nasz związek za nas dwóch. Jesteśmy dla siebie stworzeni, za dużo razem przeszliśmy, za dużo przeszkód pokonaliśmy, żeby teraz odpuścić, tylko dlatego, że chwilowo nie mamy kontaktu.

Witajcie kochani!
Przepraszam za taką zwłokę, ale przez te upały nie potrafiłam siedzieć przy kompie I prawie w ogóle nie blogowałam. Obiecuję poprawę.
Uwaga, wiecie jak każdy komentarz na mnie działa, prawda? :3 Więc jeśli pod tym rozdziałem większość z Was pozostawi krótkie słówko dla mnie, obiecuję dodać następny rozdział już.... w poniedziałek lub wtorek!!! Więc proszę Was, skomentujcie to, co piszę, bo to naprawdę mi pomaga. :) A wiem, że czyta Was więcej niż 50 osób, więc spodziewam się więcej komantarzy. :)

I krótkie ogłoszenie.
Jeśli są tu fani przeróżnych fanfiction, możecie mi na tt napisać? Osoba, która czyta dużo ffs może mi teraz pomóc, więc niech się ktoś do mnie zgłosi, nawet kilka osób. Proszę. *.*

I zapraszam na "ChapterTen”, jeśli piszecie ff, możecie tam się zaprezentować. Zapraszam także na czytanie “State of Grace”.

Kocham Was!
Mam nadzieję, że zobaczymy się w poniedziałek albo wtorek. ;)




47 komentarzy:

  1. Swietny rozdzial i czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle cudooo <3
    Czekam na kolejny!
    Ludzie spiąć dupy i komentować! XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Mysle ze i tak, żeby było śmieszniej, a zarazem groźniej, będą z tego dzieci :d

    OdpowiedzUsuń
  4. jeju cudo, czekam na next!:):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham <3 ostatnio kuzynka mi poleciła i jak się zawzielam to tak wyszło że wczoraj przeczytałam praktycznie całość <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, tą kuzynką jestem ja! ;)

      Usuń
  6. Oni mają zawsze pod górkę :( Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Biedni:((( dadza rade na pewno! Czekam nn:***

    OdpowiedzUsuń
  9. cudny jak zawsze i smutny :( dodaj w pn :)

    OdpowiedzUsuń
  10. jak smutno :( oby im sie udalo

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak smutno ;/
    Ps. Nie mam tt, a czytam duzo ffs :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zawsze świetny, czytam opowiadanie od samego jego początku i jest coraz lepsze <33

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały ! Czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniały! Z niecierpliwieniem czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mało się działo, ale bardzo fajny, mimo wszystko :) Nie mogę się doczekać aż Justin znów przyjedzie.
    Dużo weny i miłych wakacji życzę xx
    __________

    Zapraszam do siebie ->> http://joker-niall-horan-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Genialny, uzależniłam się! ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny rozdział <3
    /Wiki

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowity!! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudowny rozdział ! Pod koniec było mi tak smutno :( chce zeby Justin i Jane byli juz razem i wszystko bylo okey !! :D Milego pisania do nastpenego ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. szkoda mi Jane:(
    super rozdzial x

    OdpowiedzUsuń
  21. Coś podejrzewam , że Simon się zakocha w Jane:)
    Chce już neksta.

    OdpowiedzUsuń
  22. To zbyt smutne...
    Płakać mi się chce.
    Nie mogę, oni... Chce wiedzieć, co będzie dalej.
    Trzymaj się tam w tych upałach. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozdział jal zawsze cudowny! <3 Dziękuję! Czekam na ciąg dalszy!!! Pozdrawiam Zuza :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Genialny, wspaniały, fantastyczny, smutny, wzruszający.
    Kocham to! Ta rozmowa przez Skype byla taka kvhchhvjchjvb. Nie mam słów. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  25. Ostatnio mało się dzieje. Ogólnie pierwsza część przebija drugą. Brakuje mi tego, jak się ukrywali, skradali do swoich pokojów, byli tacy niezdecydowani i nieśmiali w swoim towarzystwie. A teraz nie wiadomo nawet, kiedy się zobaczą, bo ją kontrolują rodzice a on ma pracę i mieszkanie do spłacenia. Myślę, że to jest powód małej ilości komentarzy - po prostu nic się nie dzieje.

    A co do rozdziału, ciekawe czy wyjdą problemy z faktu, że Jane przebywa dużo czasu z Simonem, a teraz będzie go spędzać jeszcze więcej, bo będzie korzystać z jego skype'a. Choć bardziej wątpię, bo on dokładnie wie, jakie relacje łączą Justina i Jane i że się bardzo kochają :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jestem ciekawa co będzie dalej

    OdpowiedzUsuń
  27. Boję się tylko jednego,że przez samotność Jane zbliży się aż za bardzo do Simona i coś się wydarzy albo,że Justin przez nagrywanie płyty się zmieni..

    OdpowiedzUsuń
  28. Mam nadzieję,że nie długo odbędzie się jakieś spotkanie..;)
    Bo wiadomo rozmowy na skype to nie to samo...

    OdpowiedzUsuń
  29. Super rozdział! nie mogę się doczekać nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  30. świetny rozdział jak zawsze, mam nadzieję, że szybko się zobaczą i będzie dobrze :) życzę weny i czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  31. Hejka 😊
    Rozdział jak zwykle świetny 😜
    Mam taki jeden pomysł, który bardzo, ale to bardzo chciałabym abyś wplotła w FF.
    Pomysł polega na tym, aby przy następnej okazji, jak się spotkają, to Jane założyła sexi bieliznę. I będzie ,, zaczepiać" Justina. Gdy on będzie chciał z nią zrobić TO, to Jane mu powie. Że bardzo by chciała ale niestety nie tym razem. Gdy po kilku minutach on zaśnie to Jane wyjmie schowane kajdanki i przypnie jego ręce. Potem go obudzi np. Pocałuję go. I dalszą część pozostawiam Tobie... Wiem że wymyślisz coś niezwykłego 😃
    Życzę dalszej weny.
    P.S. Fajnie by było gdyby rozdziały pojawiały się co tydzień w określonym dniu. /Marysia

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetne ff ! Przeczytałam od pierwszego rozdziału i jestem zachwycona ! :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Najlepsze ff jakie czytałam ! Polecam wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Agsfhsgaiaavaosvziakah tak cholernie kocham Simona! Jezu on i Jane to według mnie friendshipgoal! Świetny rozdział kochana! Nie mogę się doczekać następnego! @luv_my_TOMMO_

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja chcę już następny !:)

    OdpowiedzUsuń
  37. No mają ciężko Ci nasi zakochani, ale ta ich miłość ma już zbyt duży wymiar, żeby tak szybko się skończyła, i żeby oni ot tak z niej zrezygnowali tylko dlatego, ze chwilowo mi mają kontaktu. Jestem pewna, ze niedlugo zacznie się dziać i to bardzo dużo :D A tak poza tym to ten rozdział ocieka smutkiem i szkoda mi Jane, bo wiem jak to jest być przezroczystą..

    OdpowiedzUsuń
  38. Fajny! Tylko moglo by zaczac cos sie dziac np. Podczas rozmowy tak brakuje im biskosci ze justin znowu jak podczas tamtych nocy mowi jane co ma ze soba robic a simon jest w pokoju obok i nakrywa ja na tym hahahha kurcze dodaj jak najszybciej nowy rozdzial nie moge sie doczekac :)

    OdpowiedzUsuń
  39. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Az sie poplakalam :" czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy