06.09.2015

15. Nocne Godziny


Chłopcy siedzieli na sofie – ja stałam przed nimi. Nie wiem jak to wszystko się stało, ale byli spokojni. Simon nie żywił urazy do Justina o to, że ten go pobił – Justin nie żywił urazy do Simona o to, że przyłapał go trzymającego mnie za rękę. Jakby nic się nie stało. Albo przynajmniej mi się tak tylko wydawało.
Cisza. Słychać było jedynie tykanie zegara.
Półmrok. Widać było tylko czerwone i zielone kontrolki świecące na laptopie i telewizorze.
Niezręczność. Chłopcy zacierali ręce, nie wiedząc gdzie patrzeć, ja co chwila zaczesywałam nerwowo włosy za ucho.
I milczenie. Napięte milczenie.
Podeszłam wolnym krokiem w róg pokoju i zapaliłam małą lampkę, która rozświetliła nasze prawe profile. Zasłoniłam zasłony. Wróciłam na swoją dawną pozycję przed chłopców.
– I co teraz zrobimy? – zapytałam nieśmiało, siadając na fotelu.
– To ty nam powiedz… – zaproponował zgryźliwie Justin. – Ty to wszystko zaczęłaś, więc ty to wszystko musisz skończyć.
– Ja nie chcę niczego kończyć – powiedziałam z przestrachem, że Justin w ogóle mógł pomyśleć o kończeniu czegokolwiek.
– Podoba ci się życie w tak popieprzonej sytuacji? – zapytał z sarkazmem.
– Nie podoba, ale nie mam innego życia… Nie mam nawet perspektyw na inne życie – mruknęłam, krzyżując ręce na piersi.
– Podoba jej się to – szepnął Simon, po raz pierwszy odzywając się od czasu, gdy Justin go uderzył.
Oboje z bratem spojrzeliśmy na niego zaskoczeni, a chłopak kontynuował.
– Podoba jej się to. Lubi to, jarają ją te zagmatwane historie, lubi manipulować ludźmi, lubi mieć wszystko i wszystkich dla siebie. – Podsumował, przyciskając chusteczkę do nadal zakrwawionego nosa.
– Wcale, że nie – zaprzeczyłam.
– Jane, wiemy jaka jest prawda… – warknął Justin. – Simon o dziwo ma rację. Nawet on cię przejrzał. Przed nami nic nie ukryjesz. Za dobrze cię znamy.
– I co ja mam teraz powiedzieć? – zapytałam, rozpaczliwie rozkładając dłonie.
– Co masz na swoją obronę? – zadrwił mój brat.
– Nic… – szepnęłam. Nastała cisza, którą przerwałam po chwili słowotokiem: – Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie. Mogę wam jedynie powiedzieć jak wygląda to wszystko z mojej perspektywy. Justin, kocham cię nad życie, wiesz to doskonale… Ale… Zostawiłeś mnie. Wyjechałeś i zostawiłeś mnie samą w tym bagnie. To mi ludzie wypominają, że posuwam własnego brata, to ze mnie się śmieją, to ze mnie drwią. To ja nudzę się tu sama, odcięta od internetu, od kontaktu z ludźmi, bez przyjaciół, kiedy ty jeździsz po kraju zajęty pracą, płytą, promowaniem siebie, wywiadami, występami i Bóg wie czym jeszcze… To ja miałam tu tylko jedyną osobę, której mogłam wszystko powiedzieć. Simon był przy mnie. To on mnie pocieszał, gdy przybiegłam do niego z płaczem, bo ludzie w szkole zaczęli mnie wytykać palcami. To on był przy mnie, jak nikogo innego nie miałam, to on pomógł mi się z tobą kontaktować. To on trzymał mnie przy życiu przez ostatnie miesiące. To on się we mnie zakochał, a pomimo tego, zawsze czekał aż ja zrobię pierwszy krok. Był cierpliwy, nigdy niczego nie wymuszał, nigdy nie robił mi jakichś dwuznacznych aluzji, nigdy mnie nie podrywał. A gdy ja go pierwszy raz pocałowałam, to on mnie za to przeprosił! Później samo się potoczyło. Ty miałeś coraz mniej czasu, ja coraz bardziej ciebie potrzebowałam, a jedyne co dostawałam, to był Simon. Więc brałam to, co mogłam dosięgnąć. Już mam dość życia marzeniami, bo marzenia o normalnym życiu z tobą, Justin, nigdy się nie spełnią. Wiemy to oboje. A ja nie chcę marnować swojego życia przez pobożne marzenie…

Cisza. Ani jeden, ani drugi nic nie odpowiedzieli.
Simon udawał, że jest zajęty wycieraniem zaschniętej krwi spod nosa, a Justin z nerwów obdrapywał skórki przy paznokciach.
– Powiecie coś?
Cisza. Nadal ani jeden, ani drugi nie odpowiadali. Postanowiłam ich przetrzymać. Postanowiłam poczekać na ich ruch. Pięć minut później odezwał się Justin.
– Masz racje, jestem chujowym chłopakiem, nigdy nie będę twój. Nigdy mi nie pozwolisz bym był tylko twój. Nigdy nie będę mógł pokazać światu tego, że jesteś moją dziewczyną. To błędne koło, musimy się z niego wyrwać raz na zawsze.
Mówiąc to, oparł się o oparcie sofy i przetarł twarz dłońmi, po czym kontynuował.
– Jedyne z czego się cieszę to to, że wybrałaś Simona. Nie będę mu dziękować za to, że pieprzył się z moją dziewczyną… Kurwa nie, siostrą…. – zamilknął na chwilę, nie wiedząc jak mnie nazwać. – Wybacz… Nie mam zamiaru dziękować komuś za to, że cię wspierał, a przy okazji pieprzył…
– Ale my się nigdy nie… – szepnęłam, patrząc nieśmiało na brata.
– Co? – zapytał zdziwiony.
– To co słyszałeś… My jeszcze nigdy nic… – bąknęłam, aby jakoś ochłodzić atmosferę.
– Nie kłam Jane, że nic... – warknął wkurzony Simon.
– O co tu chodzi? Gubię się w tym wszystkim… – odrzekł zmieszany Justin, patrząc raz po raz to na mnie, to na Simona.
– Jane, tłumacz – powiedział Simon, karząc mi sprostować moje kolejne kłamstwo.
– Nie uprawialiśmy seksu – warknęłam poirytowana. – Ale…
– Ale co…? – przerwał mi brat.
– Ale Simon… Nie wiem jak to powiedzieć, żeby głupio nie zabrzmiało – mruknęłam zmieszana.
– Powiedz to, po prostu powiedz – burknął zniecierpliwiony Justin.
– Simon zrobił… Nie… Simon był… Och… - Zaczęłam się jąkać, ale przerwał mi przyjaciel.
– Zrobiłem jej raz palcówe i tyle. – Obrócił oczami.
– Blee… – Justin zareagował instynktownie.
– Jakbyś ty czasem tego nie robił – zaśmiałam się.
– Jesteście powaleni… – odparł Simon, ale w jego głosie słychać było nutkę rozbawienia.
– JesteśMY – poprawiłam chłopaka, akcentując ostatnią sylabę.
Nagle wpadłam na pewien pomysł. Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, a atmosfera pomiędzy nami przestała być tak intensywna, to czemu by się nie zabawić? Jesteśmy tu w trójkę, chłopcy nadal rywalizują o mnie, a ja lubię się bawić… Lubię manipulować… Nie będą mieli za złe, spodoba im się. Kurczę, jestem suką – myślałam, wychodząc z salonu. Wzięłam z kuchni rozpoczętą butelkę wina, którą Simon trzymał na czarną godzinę i przyniosłam do salonu.
– Napijemy się? – zapytałam, potrząsając butelką.
Chłopcy spojrzeli po sobie, po czym jednogłośnie odpowiedzieli:
– Czemu nie?
Usiadłam po turecku na dywanie przed sofą, Simon i Justin zsunęli się na dół i spoczęli obok mnie.
Pierwszy łyk ja zrobiłam. Podając butelkę Justinowi, poczułam jak niesmaczna substancja rozlewa się po moim ciele, paląc moje usta i gardło. Skrzywiłam się.
Chłopcy się zaśmiali, widząc moją minę, a Simon powiedział:
– Piwa są w lodówce, jak chcesz to przynieś.
– Przyniosę – mruknął Justin, wstając z ziemi. Chwilę później wrócił z trzema puszkami piwa.
– Na ile dni przyjechałeś? – zapytałam brata, otwierając puszkę.
– Na trzy. W poniedziałek wieczorem muszę wracać – odpowiedział.
– Aaa… to zdążysz wytrzeźwieć – zaśmiałam się.
Chwilę później poczułam jak alkohol uderza mi do głowy. Napiłam się już z pięć dużych łyków wina, trochę się rozlało, chłopcy też trochę wypili, więc powoli alkohol się kończył. Zostały piwa.
W głowie mi wirowało, Simon włączył muzykę. Siedzieliśmy w półmroku śmiejąc się i rozmawiając, nie wiadomo o czym. Zapomnieliśmy kim jesteśmy, z kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i po co tu jesteśmy. Żyliśmy chwilą, której potem może będziemy żałować. Ale potem, nie teraz.
– Gramy w butelkę? – zaproponowałam i zanim któryś z chłopców zdążył mi odpowiedzieć, zakręciłam pustą butelką po winie. Wypadło na Simona – ściągaj jakąś część ubrania – zaśmiałam się wskazując na niego palcem.
Chłopak także był już mocno wstawiony, więc bez słowa zrzucił z siebie bluzę. Teraz on kręcił. Wypadło na mnie.
– Jane, twoja kolej – zaśmiał się w odwecie.
Wypiłam łyk piwa i ściągnęłam wełniany sweter, pod którym miałam tylko podkoszulek. Zakręciłam butelką. Znowu wypadło na mnie. W salwach śmiechu chłopców, ściągnęłam skarpetki. Znowu zakręciłam, wypadło na Justina, który ściągnął bluzę. Zakręcił butelką, wypadło na mnie.
– Znowu?! – krzyknęłam, nie mogąc uwierzyć, w swoje „szczęście”.
– Ściągaj coś – zaśmiał się brat, patrząc na mnie pożądliwym wzrokiem.
Ściągnęłam spodnie. Stałam przed nimi w samych czarnych, koronkowych majtkach, czarnym staniku i białej podkoszulce na ramiączkach. Chłopacy patrzyli na mnie z dołu. Chcieli mnie. Albo może mi się tak tylko ubzdurało przez ten alkohol. Nie ważne, w tamtej chwili mnie chcieli.
Kopnęłam butelkę po winie, która potoczyła się pod sofę. Uklęknęłam przed chłopcami. Najpierw nachyliłam się do Justina i obradowałam go długim i namiętnym pocałunkiem. Zakręciło mi się w głowie, ale to zignorowałam. Przesunęłam się w stronę Simona i z nim uczyniłam dokładnie tak samo. Czułam na sobie spojrzenie Justina. Patrzył, ale mnie nie hamował.
– Kocham was obu – szepnęłam. – Moglibyście się mną jakoś podzielić… – zaproponowałam, zagryzając wargę.
– No chyba sobie żartujesz… – zaśmiał się Justin, a Simon przytaknął.
– Nie chcecie mnie teraz? – zapytałam, naciągając ramiączko stanika na palec i strzeliłam nim w swoje ramię. Kusiłam ich.
– Chcemy – szepnął Simon. – Ale nie jesteśmy jeszcze na tyle pijani, żeby chcieć cię w tym samym czasie…
– Dokładnie – wybełkotał Justin, popijając piwo.
Ponownie stanęłam przed nimi. Ściągnęłam podkoszulkę, rzuciłam ją na chłopców, spadła pomiędzy nich. Szybko, bez zastanowienia ściągnęłam biustonosz i rzuciłam go w to samo miejsce.
– Jane przestań… – szepnął Simon.
Ale ja nie przestawałam. Zahaczyłam palce o gumki majtek i już miałam je pociągnąć w dół, gdy Simon krzyknął:
– STOP!
– O co wam chodzi?! – zapytałam zdziwiona. – Czy tego właśnie nie chcecie? Chcecie mnie, oboje! Teraz jestem wasza, oddaję się wam, a wy mnie zatrzymujecie?
– Nie możesz robić z nami tego, co ci się żywnie podoba! – krzyknął Justin, wstając i łapiąc mnie za ramiona.
– Mi też z tym nie jest łatwo! – warknęłam mu w twarz.
– Jakoś nie uśmiecha mi się posuwanie ciebie na oczach mojego najlepszego przyjaciela. Albo co gorsze, patrzenie jak on cię posuwa! – syknął, opluwając moją twarz kropelkami alkoholowej śliny.
– Ubierz się – powiedział uspokajająco Simon, podając mi podkoszulkę.
– Chcecie mnie. Jestem wasza! Dlaczego nie bierzecie tego co wam daję? – zapytałam rozpaczliwie, ze łzami w oczach.
– Zwariowałaś Jane – mruknął brat, odbierając koszulkę od Simona.
Rozpłakałam się. Dostałam czkawki, dławiłam się własną śliną i łzami, spływającymi po moich policzkach. Nie potrafiłam dłużej ustać na nogach. Justin spokojnie ubrał mnie w podkoszulek i podtrzymał. Płakałam w jego ramię. Wziął mnie na ręce, zaczął głaskać po głowie, uspokajał mnie. Chwiejąc się, przeniósł mnie do łóżka w sypialni, Simon otworzył nam drzwi. Nie zapalając światła położył mnie na łóżku, odwróconą przodem do ściany. Udawałam, że zasnęłam, ale tak naprawdę nasłuchiwałam.
– Zostań z nią. Ja prześpię się na kanapie w salonie. – Usłyszałam bełkotliwy głos Simona. Czy oni naprawdę nie są tak upici jak ja? Dlaczego po kilku łykach wina i po niespełna piwie, mną tak sponiewierało, a oni są w stanie jeszcze racjonalnie myśleć. Co się ze mną dzieje?
Usłyszałam skrzypienie zamykanych drzwi. Justin wpełznął do łóżka obok mnie. Przytulił się do mnie, a ja przestałam udawać, że śpię.
– Nie jesteś pijany – zauważyłam, przewracając się na plecy.
– Trochę jestem – odparł – ale jeszcze się dobrze trzymam.
– Czemu wtedy nie pozwoliliście mi się rozebrać? – zapytałam, zaskakując samą siebie, że zdołałam zadać to pytanie.
– Bo jesteśmy rozsądniejsi od ciebie – odparł spokojnie.
– Nie chcecie mnie – szepnęłam, a do oczu ponownie napłynęły mi łzy.
– Chcemy, ale nie w ten sposób – odszepnął Justin, leżąc na boku i ręką podpierając głowę.
– A w jaki? – zapytałam, patrząc prosto w jego brązowe oczy.
– A normalny. Już i tak mamy niemoralne życie. Nie wpieprzajmy się dodatkowo w jakieś popieprzone gierki… Ty już wariujesz Jane. Nie zauważyłaś tego? – zapytał, powoli odgarniając włosy z mojego czoła.
– Wa… Wariuję? – zapytałam, jąkając się.
– Tak. Nie wiesz co jest moralne, normalne, nie wiesz do czego możesz się posunąć. A póki co, to posunęłaś się za daleko w graniu na ludzkich emocjach. Zagubiłaś się w tym i nie wiesz jak z tego wyjść – szepnął. – Nie możesz tak się nami bawić… nie możesz tak się nikim bawić. Zrozum to wreszcie siostrzyczko. – Po tych słowach pocałował mnie w czoło, a po moim ciele rozlało się coś, co przypominało gorącą lawę.
– Chcę cię – szepnęłam i uczepiłam się szyi Justina, wpijając swoje usta w jego.
– Zostaw – warknął i z całej siły odsunął się ode mnie, przygwożdżając mnie do łóżka. – To już nie wakacje. Skończmy z tym.
– Nie chcę – szepnęłam ze łzami, wylewającymi się z moich oczu.
– Ale ja chcę – odparł pewnie.
– Nie chcesz – mruknęłam, wiedząc, że mam rację.
– No i co z tego… Skończmy z tym raz na zawsze – syknął, kładąc się na plecach. – Masz Simona. Akceptuję go. Niech on będzie twoim chłopakiem. Niech on się tobą opiekuje, teraz jego kolej. Dla mnie będziesz zawsze młodszą siostrą. Ale tylko siostrą. Niczym więcej.
– Jeszcze będziesz mnie błagał o zrobienie ci loda – odparłam kąśliwie, ponownie kładąc się przodem do ściany.
– Chciałabyś – zaśmiał się cynicznie.
– Kiedy cię pożegnam, to na dobre. Póki co jeszcze cię nie pożegnałam, jeszcze masz szanse wrócić. Powiedz tylko słowo… – mruknęłam, chcąc naprostować tą sytuację. Niech Justin nie odchodzi! Nie przeżyję tego wszystkiego bez niego!
Nastała chwila ciszy. Mój brat przysunął się do mnie, obejmując ramieniem moją talię. Poczułam jego ciepłe ręce oplatające mój brzuch i jego ciepłe słowa, ogrzewające moje serce.
– Wiesz doskonale, że zawsze będę cię kochał.
Zasnęliśmy.


Obudziło mnie dzwonienie telefonu. Mama. Cholera. Justin, leży obok. Mama dzwoni. Nie wie gdzie jestem. Justin leniwie przewraca się na drugi bok, dalej śpi. Mama dzwoni. Nie przestaje, martwi się. Pewnie jest wściekła. Czemu nie mam na sobie ubrań? Ach tak, rozebrałam się przed nimi. Cholera, czy musiałam być taka głupa?! Mama dzwoni, ciągle, bez przerwy, nie przestaje. Wbiegam do salonu, wyrzucam wszystko z torebki, telefon zleciał na ziemię. Dzwoni dalej.
– Cicho Jane… – mruknął zaspany Simon, leżący na kanapie.
– Hej mamo – powiedziałam, wchodząc do kuchni.
– Gdzie jesteś? – zapytała rozwścieczona.
– Spokojnie, u Simona – odparłam.
– Daj mi go do telefonu – powiedziała mama pewnym głosem.
– Nie musisz mnie sprawdzać, mówię prawdę, ale jeśli chcesz, to okej – warknęłam, zmęczona tą ciągłą kontrolą rodziców.
– Simon, moja mama chce z tobą rozmawiać – odparłam, zakrywając głośnik w telefonie.
Podałam komórkę Simonowi, który zaspanym głosem powiedział.
– Dzień dobry, z tej strony Simon.
Nie słyszałam co mama mówi, ale widziałam po minie Simona, że jest dobrze. Chłopak odpowiadał zdawkowymi zdaniami, ale bardzo miło. Rozmawiali około trzech minut.
– Tak mamo? – zapytałam, gdy Simon oddał mi telefon.
– Masz szczęście, że tym razem nie kręciłaś. Mogłaś zadzwonić wieczorem i nas powiadomić, że nie wracasz na noc – odparła, o dziwo miała miły głos.
– Przepraszam, zapomniałam – mruknęłam, mając nadzieję, że szczere przeprosiny załatwią sprawę. Udało się.
– No nic, następnym razem zadzwoń – odrzekła do słuchawki. Czemu była w tak dobrym nastroju? – O której będziesz? – zapytała.
– Nie wiem… Za jakieś dwie godziny – powiedziałam, czując ulgę. Usiadłam na fotelu, a po chwili rozłączyłam rozmowę. Gapiłam się tępo w telefon.
– Jane, wszystko okej? – zapytał Simon, siadając na sofie.
– Nie… – wybełkotałam, nie wiedząc o czym myśleć.
– Justin śpi? – zapytał po chwili ciszy. Czuć było, że nie wiedział jak po tym wszystkim ze mną rozmawiać.
- Tak – odparłam krótko.
– To co robimy? – zapytał cicho.
– Muszę jechać do domu… – mruknęłam, niezgrabnie odgarniając włosy z czoła.
– Nie mówię o teraz – sprostował chłopak, ziewając.
– A o kiedy? – zapytałam zmieszana.
– Ogólnie.
– Ogólnie to… nie wiem. Mam mętlik w głowie.
– A Justin, co na to Justin?
– Justin nie jest przeciwko temu, żebyś był ze mną – odparłam, wiedząc o co chłopakowi chodzi.
– Jesteście dziwni – zaśmiał się, wstając z sofy.
– Jesteś w samym środku tego dziwactwa – skwitowałam, także wstając. Rozejrzałam się za swoimi ciuchami, żeby je jak najszybciej ubrać, Simon zrozumiał moje zamiary i podał mi ubranie, które miałam wczoraj na sobie.
– Radzę ci wziąć prysznic – odparł z lekkim uśmiechem.
– Dzięki – szepnęłam i ruszyłam niezgrabnie do łazienki.
– Co zjesz? – zapytał, gdy już miałam zamykać drzwi.
– Obojętnie – odparłam, czując w brzuchu niepokojące przewroty.
Alkohol mieszał się z popcornem, który jedliśmy w kinie, w gardle miałam suchość. Bez zastanowienia odkręciłam kran i zaczęłam pić kranówę, po czym zrobiło mi się trochę lepiej. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic, mając nadzieję, że gorąca woda zmyje całą moją przeszłość. Chciałabym, żebym po tej kąpieli wyszła jak nowa, znowu czysta, bez grzechów, które miałam w sobie, bez tego całego zakłamania, bez szaleństwa, w które wpadłam. Tak, Justin miał rację. Oszalałam. Są momenty, w których zauważam to, że moje zachowanie nie jest normalne. Są także momenty, kiedy uważam, że kręcenie ludźmi i manipulowanie nimi według własnego uznania jest całkiem normalne, że wszyscy tak robią i nie mam się czego wstydzić. Ta permanentna samotność chyba uderzyła mi do głowy.

– Wracam dziś do Londynu – odparł Justin podczas śniadania.
O mały włos się nie zakrztusiłam.
– CO?! – krzyknęłam, kładąc połowę nadgryzionej bułki na talerz.
– Wyjaśniliśmy sobie wszystko. Mój przyjazd tylko pogorszył sprawę, nie mogę cię dłużej nękać – wytłumaczył spokojnie, a ja patrzyłam na niego, jakby zobaczyła ducha.
– Zostawię was na chwilę – szepnął Simon i niepostrzeżenie wyszedł z kuchni.
– Nie rób mi tego. Miałeś zostać na trzy dni, a nie uciekać już w pierwszym – mruknęłam zasmucona.
– Jane zrozum… Nie możemy się spotykać. Tylko takie rozwiązanie będzie trzymać nas przy zdrowych zmysłach. Ja podążę za karierą, ty spełniaj się u boku Simona. On cię nie zostawi. Żyj z nim szczęśliwie. Może kiedyś poznasz kogoś innego, kto pokocha twoje szaleństwo tak mocno, jak ja je kocham. Może Simon tak mocno cię kocha… Nie wiem. Jesteście dopiero na początku, wszystko z czasem się okaże – mówił, patrząc mi w oczy, a ja nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.
– Żartujesz sobie? – zapytałam ze łzami w oczach.
– Nie Jane, nie żartuję. Zwariujesz w tym związku. Ja też zwariuję. Oboje wplątaliśmy się w sytuację bez wyjścia… Pamiętasz nasze rozmowy z początku wakacji? – zapytał cicho, łapiąc moją dłoń, która leżała na stole i teraz trzęsła się jak opętana.
– Pamiętam.
– Co wtedy mówiliśmy?
– Nie wiem o co ci chodzi… Nie wiem jaki to ma związek z dzisiejszą rozmową – szeptałam skołowana.
– Pamiętasz? Od początku wiedzieliśmy, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Próbowaliśmy uwierzyć w kłamstwa, którymi siebie karmiliśmy. Wierzyliśmy w nie prawie rok, ale to za daleko zabrnęło. To, co się w nocy stało… Jane, ja coś zrozumiałem wtedy.
– Co? – zapytałam z przestrachem, po czym dodałam: – Ja… Ja cię przepraszam za to, co zrobiłam w nocy… Nie byłam sobą…
– Ale oczywiście, że byłaś sobą. Ty na co dzień nie jesteś sobą, ale wtedy byłaś stuprocentową sobą – zaprzeczył mi Justin, po czym kontynuował. – Zrozumiałem, że ty bardzo potrzebujesz miłości i akceptacji, potrzebujesz mieć kogoś przy sobie. Nie masz na tyle silnej psychiki, żeby sobie samej poradzić na świecie. Jesteś tylko małą dziewczynką zagubioną w teraźniejszości. Tak bardzo potrzebujesz kogoś, że byłaś w stanie rozebrać się przed nami i oddać się nam w całości… To było szalone. Ale w złym tego słowa znaczeniu…
Oblałam się rumieńcem.
– Nie kończmy tej rozmowy… – mruknęłam. – Muszę iść do domu.
Wstałam szybko i wyszłam z kuchni. Justin wybiegł za mną.
– Zaczekaj!
– Nie Justin – wymamrotałam, ubierając buty. – Nie żegnajmy się. Nie przeżyję kolejnego pożegnania.
Włożyłam na siebie kurtkę i tak jak już to kilka razy robiłam, wybiegłam z mieszkania Simona, trzaskając drzwiami. Płakałam.
Pożegnanie. Tak, to było idealne pożegnanie. Żadnych obietnic, żadnych słodkich słów, żadnych kłamstw, żadnego pożegnania.

24 komentarze:

  1. Wow. Chyba pierwszy raz nie wiem, co mam napisać. Mam w głowie totalną pustkę, to tak, jakby wszystkie moje myśli były tłumione przez jakąś nieodgadnioną pustkę, czerń, która uporczywie nie pozwala im się wydostać. Mogę tylko płakać. To za dużo, wszystko tak nagle spadło, posypało sie. Nie wiem, czy płaczę ze szczęścia, że Simon wreszcie będzie mógł z nią być, czy z rozpaczy, bo Justin odchodzi. Nie wiem, po prostu wow. To chyba najlepszy rozdział z całych dwóch części. Widzisz co ze mną zrobił... Emocjonalna papka.... ily @luv_my_TOMMO_

    OdpowiedzUsuń
  2. co tu się dzieję, co za akcja, co oni sobie myślą?! No tego to się totalnie nie spodziewałam ale fajnie teraz tylko czekać co dalej, jak Jane upora się z tym wszystkim no i chłopcy :oo

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeden wielki bałagan! Rozdział oczywiście świetny. Bycie z Simonem jest bez sensu, zniszczy moim zdaniem trochę wydarzenia. Ciekawe czy rodzice oczywiście się zorientują.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! no to nieźle się porobiło, ciekawe jak to wszystko się dalej potoczy, nie mogę się już doczekać nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedyne co mam do powiedzenia to: Ale petarda!

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też nie wiem co napisać, wow.to było zbyt dużo jak dla mnie. na początku chciałam by była z Simon, ale teraz? nie wiem. jestem ciekawa dalszego rozwoju sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Uhuhu :) coraz ciekawiej się dzieję 💖 biedna Jane,ale z drugiej strony bardzo dobrze się stało:) czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  8. smieszy mnie ten rozdzial naprawdeXD czuje ze ostatnio to opowiadanie sie psuje:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pieprz glupot, opowiadanie jest cudo <33 i koniec :))

      Usuń
  9. Socjopatka. Jane jest socjopatką.
    Niech chłopcy dadzą sobie spokój z Jane i odkryją niespodziewany popęd do siebie nawzajem, hahaha :D Żartowałam. xDDDDDDDD Nie widzę jednak rozwiązania całej tej historii.. Pożyjemy, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  10. masz dodać nowy rozdział jak najszybciej, o matko, jestem ciekawa jak to się dalej potoczy

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nic nie ograniam. To nie na moje nerwy. WOW.
    Ja, ja. Kurczę, mam taki mętlik, że nie wiem co mam napisać.
    Simon, jak dla mnie, to fajny chłopak i Jane będzie z nim szczęśliwa. Oby :)

    OdpowiedzUsuń
  12. kurwa i po co to bylo ?! w ff chodzi o ich milosc w trudnej sytuacji wiec powinni znalezc spokojen miejsce i szczescie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. co tu się dzieje

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezu nie...ale sie popapralo! Chcialabym zeby jane byla z simonem ale i tak wiem ze jeszcze beda akcje z justinem! Nie moge sie doczekac co bedzie dalej! Do nastepnego!:***

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobra. Teraz, w takiej sytuacji nie wiem co tu napisać. Co tu się w ogóle dzieje? Szkoda słów! Ale z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W ooooo oooooooooooohhhhhhhh. .. mind blow... rozkręcasz się widzę 😍

    OdpowiedzUsuń
  17. Ło panie, co jest?! Czyste szaleństwo. Ale to chyba lepiej dla nich...

    OdpowiedzUsuń
  18. Wo... Nieźle się dzieje! Masakra! Nie wiem! I dobrze i mega źle xd hahah jaki paradoks! Dziękuję za kolejny zjawiskowy rozdział! Czekam na ciąg dalszy Pozdrawiam Zuza :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Chyba pierwszy raz tak mnie zatkało... Co się tam dzieję !? Justin i Jane mają być razem! Może Justin pobiegnie za nią czy coś.. no jacie! Chce już kolejny rozdział. Chce wiedzieć co dalej :'(

    OdpowiedzUsuń
  20. O mamo..
    Jane zaczyna mnie powoli irytować, rozumiem, że nie jest jej łatwo, ale Justinowi też nie jest, a nie sypia z każdą napotkaną laską.
    Nie chcę żeby Simone był z Jane bo wtedy to nie będzie już to samo opowiadanie. Oby wszystko się ułożyło i coś wydarzyło co spowoduje, że Jane i Justin nie będą musieli już się ukrywać. Liczę na to.
    Czekam na kolejny rodział z niecierpliwością.

    OdpowiedzUsuń
  21. Poplakalam się ;-;

    OdpowiedzUsuń
  22. Czekam na next <3
    /Wiki

    OdpowiedzUsuń
  23. OKEJ POWIEM TYLKO TYLE ZE PODWÓJNE ZNOSZENIE TEGO ROZDZIALU JEST NIE DO WYTRZYMANIA DLA MOJEJ PSYCHIKI DLATEGO IDE ZARAZY CZYTAC OSTATNI ROZDZIAL I WTEDY TO JUZ BEDZIE TORALNA MIAZGA Z MOIM SERCEM I MÓZGIEM

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy