12.09.2016

11. Domek z Kart

JANE'S POV
– Idziemy na plażę. Idziesz z nami? – Simon skierował pytanie w moją stronę.
Od dwóch dni nigdzie nie wychodziłam. Wmówiłam wszystkim, że dostałam okresu i nie mam siły by spędzać z nimi czas. Po koszmarze, który mnie nawiedził o poranku po nocy spędzonej z Justinem, bałam się konfrontacji i z bratem i z Simonem. W rezultacie czego zawisłam w pewnego rodzaju psychicznej próżni. Podejrzewałam, że wpadłam w lekką depresję, rozmyślając nad swoim związkiem. Serce podpowiadało „Justin” – rozum krzyczał „Simon”, a ja miałam ochotę rzucić tym wszystkim i uciec na koniec świata całkiem sama.
– Brzuch mnie boli. Zostanę tutaj, ewentualnie później się przejdę na spacer – odpowiedziałam słabym głosem, patrząc na zegarek w telefonie, który wskazywał dwunastą w południe.
Myślałam, że Simon wyjdzie, ale on zdecydował się podejść do łóżka, na którym leżałam. Nachylił się w moją stronę i złożył ciepły pocałunek na moim czole.
– Kotek, co się dzieje? – zapytał zatroskanym głosem.
– Nic... Po prostu źle się czuję. – Brnęłam dalej w kłamstwa.
– Nie wierzę. Wiem, że coś innego cię zadręcza. Ostatnio w takim stanie byłaś jak Justin wyjechał – mruknął, siadając obok mnie. Wyciągnął rękę i delikatnie odgarnął pasemko moich włosów z czoła, zaczesując je za ucho. – Mam ślepą nadzieję, że jednak nie chodzi o niego.
– Po prostu jak... Jak on zaczął się tu pojawiać, to znowu sobie wszystko przypomniałam – odpowiedziałam słabym głosem, czując jak moje słowa ranią Simona.
– Myślałem, że już ci przeszło – odparł nieco zawiedziony, po czym wstał i skierował się do wyjścia.
– O której będziesz z powrotem? – zapytałam, odwracając głowę w kierunku drzwi.
– Wieczorem, bo później idziemy do baru – powiedział i bez pożegnania wyszedł z domku, zostawiając mnie całkiem samą.
Simon nie krył urazy kiedy wspomniałam o Justinie, ale doskonale wiedziałam, że to kwestia czasu, kiedy mi wybaczy. Zastanawiałam się tylko, czy chcę, żeby mi wybaczył. Chyba na to nie zasługuję.
Pół godziny po wyjściu chłopaka przebrałam się w krótkie jeansowe spodenki, luźną koszulkę, którą znalazłam na półce Simona i tenisówki. Do kieszeni schowałam telefon i wychodząc z domku zgarnęłam ze stołu okulary przeciwsłoneczne i czapkę z daszkiem, które także pożyczyłam od swojego chłopaka. Mijając plażę, na której wypoczywali moi przyjaciele, skierowałam się nad klif, który znalazłam kiedy biegałam kilka dni temu. Było bardzo gorąco, a słońce grzało niemiłosiernie, więc pogoda nie była idealna na spacer, ale nie przejmowałam się takimi detalami. Dojście do celu zajęło mi czterdzieści pięć minut, które w całości poświęciłam na rozmyślaniu o swoich rozterkach miłosnych i błędach, które miałam zamiar popełnić.

Stanęłam nad brzegiem klifu i wpatrzyłam się w dal. Wiatr dyrygował falami, które mocno uderzały w skały. Znowu przez ułamek sekundy poczułam chęć do skoczenia, czym zakończyłabym wszystkie swoje problemy, jednak coś mnie zatrzymało. Powoli cofnęłam się i rozejrzałam wokoło. To miejsce nie cieszyło się popularnością turystów i jak zwykle nikogo tu nie było. Po lewej stronie zauważyłam jednak wąską, wydeptaną ścieżkę, która prowadziła na plażę obok klifu. Ostrożnie zaczęłam schodzić wzdłuż dróżki. Raz przypadkowo ujechałam, ale nic poważnego sobie nie zrobiłam.
Kiedy stanęłam na plaży, spojrzałam w górę i z zawodem stwierdziłam, że z dołu klif nie wyglądał tak rewelacyjnie, jak z góry. Miał maksymalnie dziesięć metrów lecz tam na górze wyglądało to jakby miał co najmniej dwadzieścia.
Po kilkunastu sekundach podziwiania widoków postanowiłam położyć się na piasku. Ściągnęłam obszerny t-shirt, w który byłam ubrana i rozłożyłam go na ziemi, po czym ułożyłam się wygodnie na nim, odkładając komórkę obok siebie. Nie musiałam długo czekać, aby zaczęło mnie kusić zadzwonienie do Justina. Miałam ochotę się z nim zobaczyć, potrzebowałam go, pomimo naszej telefonicznej kłótni sprzed dwóch dni. Nie zastanawiając się długo, wykręciłam numer i czekałam. Chłopak odebrał po kilku sygnałach.
– Tak? – Usłyszałam jego głos w słuchawce.
– Cześć – wymruczałam. Między nami nastąpiła chwila ciszy. – Chciałbyś się ze mną zobaczyć? – zapytałam niepewnie.
– Jak chciałem, to kazałaś mi się walić – warknął. – Więc nie wiem, czy na to zasługujesz...
– Zrobiłam błąd – odparłam.
– Jak teraz się spotkasz ze mną, to zrobisz jeszcze większy błąd – zauważył.
– Wiem. Ale całą odpowiedzialność biorę na siebie. Po prostu... Od naszej kłótni nie mogę przestać o tobie myśleć. Nie chcę, żebyśmy się kłócili.
– Ja też tego nigdy nie chciałem, ale sama to zaczęłaś.
– Przepraszam – wymamrotała, przełykając głośno ślinę. W słuchawce znowu zapanowała cisza.
– Gdzie jesteś? – zapytał po chwili.
– Nie wiem – mruknęłam. – Znalazłam taki klif. Jak idziesz wzdłuż plaży za naszymi domkami. Musisz się skierować na lewo i iść około czterdziestu minut, to tu dojdziesz.
– Jesteś sama? – dopytywał.
– Tak.
– Przyjadę tam. Będę za piętnaście minut, to porozmawiamy – powiedział.
– Masz tu auto? – zapytałam ze zdziwieniem.
– Tak, ale nim nie jeździłem, bo piłem codziennie. Nie ważne. Czekaj na mnie. – Nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
Bałam się tego spotkania. Jak będzie wyglądała nasza rozmowa? Co mamy zamiar sobie powiedzieć? Musimy coś ustalić, ale ja kompletnie nie wiedziałam co chcemy ustalić. Rozstaniemy się na zawsze? A może się zejdziemy? Dwóch rzeczy chciałam równie mocno, ale czy to w ogóle jest możliwe?
Tak jak mówił, pojawił się po piętnastu minutach. Zauważyłam go od razu, szedł nonszalanckim krokiem, mając na sobie spodenki jeansowe sięgające do kolan, białą długą koszulkę, okulary przeciwsłoneczne i buty sportowe. Na jego widok moje serce zaczęło łomotać jak szalone.
Podniosłam się i usiadłam, czekając aż chłopak podejdzie.
– Hej – przywitał się, stojąc naprzeciwko mnie.
– Hej – odpowiedziałam, mrużąc oczy przez rażące słońce.
Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. Justin zdecydował, że uklęknie obok mnie, ale nadal żadne z nas nie wiedziało jak zacząć rozmowę. W końcu zdecydowałam się zrobić pierwszy krok.
– Przepraszam za to, że na ciebie naskoczyłam jak rozmawialiśmy przez telefon. – Nagle poczułam napływ wstydu. – Odnalazłeś mnie, przyjechałeś do mnie, chciałeś zacząć wszystko od nowa... Postawiłeś całe swoje życie na jedną kartę, a ja dałam ci złudną nadzieję, spędziłam z tobą noc, a później cię odrzuciłam. Nie miałam prawa tak się tobą zabawiać....
– Nie będę zaprzeczał... – wymamrotał, ściągając okulary z nosa. – Okropnie się poczułem jak mnie wtedy odrzuciłaś. Muszę ci się do czegoś przyznać... Miałem się spotkać ze Scarlett następnego dnia, ale przez ciebie się tak upiłem, że nawet nie słyszałem telefonu, kiedy do mnie zadzwoniła. Dopiero dziś otrzeźwiałem...
– Odkąd masz problemy z alkoholem? – zapytałam, czując się winna.
– Nie mam z tym problemu. W każdej chwili mogę przestać, z tym, że kiedy cię przy mnie nie ma, to ja nie chcę przestawać, bo nie widzę sensu w życiu. Czuję, że czegoś mi brakuje, a moje życie jest takie... puste – odrzekł, patrząc mi prosto w oczy.
– A ty myślisz, że dlaczego do ciebie zadzwoniłam? – Zadałam pytanie retoryczne. – Też cały czas czuję, że czegoś mi brakuje. Mam Simona, który jest cudowny w stosunku do mnie. Mam przyjaciół, na których mogę polegać, ale nadal gdzieś w sercu czuję pustkę, której nie potrafię niczym zapełnić i dopiero jak ty jesteś przy mnie, a twoja uwaga jest skierowana na mnie, a nie na Scarlett, albo inne panienki, dopiero wtedy czuję się potrzebna i odnajduję sens w moim życiu.
– Wiesz co to jest? – zapytał, a gdy zaprzeczyłam kiwnięciem głowy, dodał: – To jest miłość.
Uśmiechnęłam się, wpatrując się w jego brązowe oczy, gdy poczułam nagły podmuch wiatru, który zawiał moje włosy na twarz. Justin odgarnął kosmyki palcami, tak jak wcześniej zrobił to Simon, ale w tym przypadku poczułam jak moje serce robi koziołka i skacze jak szalone w przypływie szczęścia.
– A z podziemi znowu wyrasta odwieczne pytanie: Czy damy sobie z tym wszystkim radę? Nasz związek oznacza wiele wyrzeczeń i kompromisów... Już nie jesteśmy nastolatkami, którzy ślepo biegną za tym co czują. Justin, teraz musimy myśleć racjonalnie.
– Przez ostatnie dwa lata myśleliśmy racjonalnie i powiedz, dokąd to nas doprowadziło? – odparł, nadal trzymając swoją dłoń za moim uchem.
– To początku – stwierdziłam, uśmiechając się ironicznie.
– Chciałbym czasem wrócić do tamtych czasów – wymamrotał chłopak, którego palce powędrowały teraz od mojego ucha do podbródka.
– Przez chwilę możemy udawać, że nasze decyzje nie są ważne i że możemy robić co chcemy, ale na dłuższą metę to nie wyjdzie. Ty to wiesz, ja to wiem i cały świat to wie – odrzekłam, łapiąc jego nadgarstek w celu ściągnięcia go ze swojej brody.
– Chciałbym być odpowiednim chłopakiem dla ciebie... – wyszeptał, pochylając głowę. Teraz wpatrywał się w piach, w którym grzebał bezcelowo.
– A ja odpowiednią dziewczyną... – przyznałam mu rację i zaczęłam bawić się piachem razem z nim.
– Musimy się na coś zdecydować. – Przerwał zabawę i spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
– A musimy teraz? Nie mam na to siły... Nie wiem co zrobić z tą całą sprawą. – Znowu to robiłam, znowu uciekałam od odpowiedzialności i nie mogłam nic na to poradzić. To była chyba część mojej natury.
– Chcesz czekać z tym w nieskończoność? – W głosie Justina słuchać było zniecierpliwienie, ale mu się nie dziwiłam. Też brakłoby mi cierpliwości, gdyby ktoś tak grał na moich uczuciach.
– Jeszcze kilka dni... Pobądźmy razem trochę, spędźmy miło czas, a za kilka dni zdecydujemy – poprosiłam, patrząc przenikliwie w jego oczy, które z początku przepełnione było irytacją, ale później na jej miejsce weszło zrozumienie.
– Na pewno?
– Na pewno – przytaknęłam, wyciągając przed siebie mały palec na znak, by go złapał i przypieczętował naszą umowę. – Tylko nie mów nikomu o tym, że się widujemy... Dobrze? – poprosiłam.
– A co ze Scarlett?
– Nie chcę żebyś ją zranił... Po prostu ochłodźcie stosunki między sobą, a jak stąd wyjedziemy, to wasz romans umrze śmiercią naturalną – zaproponowałam.
– No okej... – Niechętnie, bo niechętnie, ale się zgodził na moją propozycję.
Po tej rozmowie atmosfera między nami trochę się rozluźniła. Justin ściągnął swoją koszulkę, którą rozłożył na piasku obok mnie i się na niej położył. Przez około godzinę się opalaliśmy opowiadając sobie o studiach, pracy i o tym, co się działo w naszym życiu podczas tych dwóch lat, kiedy byliśmy w rozłące.
– Popływamy? – zapytał Justin, siadając, przy czym obsypał mnie piaskiem.
– Nie mam stroju – odpowiedziałam,strzepując piach z nóg.
– Ja też nie – odparł z uśmiechem na twarzy. Wstał z impetem i zaczął ściągać buty.
Wzruszyłam ramionami i także podniosłam się z koszulki, na której siedziałam. Ściągnęłam buty i spodenki, aby ich nie pomoczyć i oboje stanęliśmy przed sobą w samej bieliźnie.
– Ostatni w wodzie przegrywa – odparł Justin, a jego twarz opanował cwany uśmiech.
– A o co gramy?
– Nie wiem – zaśmiał się. – Kto przegra, to stawia jedzenie.
– Okej, ale trzeba się całemu zanurzyć. – Przyjęłam zakład.
– Dobra. Na trzy. – Wpatrzyliśmy się w siebie z napięciem. – Raz, dwa i TRZY!
W tym samym czasie ruszyliśmy biegiem w stronę wody. Nie zastanawiając się ani sekundy, przyspieszyłam tempa, od razu prześcigając brata. Jednak treningi lekkoatletyczne mają jakieś zastosowanie w życiu codziennym.
Poczułam zimną wodę na swoich kostkach, a im brnęłam dalej, tym większe krople rozbryzgiwały się prosto na mnie. Kiedy już nie byłam w stanie biec, ponieważ woda sięgała mi do połowy ud, zerknęłam na Justina, który był zanurzony dopiero po kolana. Decyzję o zanurzeniu się podjęłam od razu i w tej samej chwili tego pożałowałam. Woda zmroziła całe moje ciało, które nagle zdrętwiało.
Wynurzyłam się i pomimo gęsiej skórki, czułam jak gorące promienie słońca ogrzewają moje plecy.
– Pierwsza! – krzyczałam, podskakując z zimna, z wyciągniętą ręką w powietrze.
Gdy odgarnęłam mokre włosy z twarzy, zauważyłam, że Justin stoi niemalże na brzegu, a woda sięga mu nie wyżej niż po łydki.
– Oszukiwałeś! – krzyknęłam z oburzeniem, trzęsąc się z zimna, w porównaniu do Justina, który trząsł się ze śmiechu.
– Uwielbiam twoją dziecięcą naiwność – krzyknął.
Zirytowana jego zachowaniem brnęłam przez wodę w kierunku chłopaka.
– Zaraz ci pokażę moją naiwność – wycedziłam przez zęby.
Justin powoli cofał się w kierunku plaży, a ja coraz szybciej przybliżałam się do niego. W końcu chłopak zaczął biec, więc ruszyłam za nim.
Słyszałam jego nerwowy śmiech i wiedziałam, że nie będzie zadowolony gdy go pomoczę. Nie mogłam doczekać się zemsty. Z chwilą, z którą go dogoniłam, rzuciłam się mu na plecy i usłyszałam krzyk chłopaka.
– Jane, jesteś zimna i mokra!
Uczepiłam się jego pleców, a nogi oplotłam wokół jego bioder. Justin próbował mnie zrzucić, ale mocno przywarłam do jego ciała.
– Jane... – prosił, śmiejąc się.
– Wchodź do wody – zażądałam, mocniej ściskając nogi, ponieważ czułam, że się ześlizguję.
– Zimna jest – narzekał.
– Zachowujesz się jak baba, pokaż mi prawdziwego mężczyznę – zakpiłam.
Justin w odpowiedzi przechylił się do przodu, czego się nie spodziewałam i zleciałam z jego pleców na piach, który przykleił się do mojego mokrego ciała. Chłopak uklęknął koło mnie i przygwoździł moje ramiona do ziemi.
– Pokazać ci prawdziwego mężczyznę? – zapytał. Tylko kilkanaście centymetrów dzieliło jego tułów od mojego. Czułam zapach i ciepło, które emanowało z jego ciała, w efekcie czego zaczęłam szybciej oddychać.
– Yhym... – mruknęłam – wchodź do wody. – Przygryzłam wargi i wlepiłam wzrok w jego brązowe oczy.
Justin zagryzł usta, co spowodowało, że mój żołądek fiknął koziołka. Miałam wrażenie, że chłopak przybliża się do mnie, a ta chwila przedłuża się w godzinę. Jego twarz była już trzy centymetry od mojej. poczułam nos brata muskający mój nos... Zamknęłam oczy.
Właśnie w tej chwili przez moje ciało przeleciał świst powietrza. Szarpnięcie za rękę wyrwało mnie z marzeń na jawie i z przestrachem otworzyłam powieki. Justin bez słowa ciągnął mnie za sobą w kierunku morza, nie dając mi ani chwili na zastanowienie się jakie ma intencje. Nagle chłopak stanął, a ja odbiłam się od jego ciała. Bez słowa odwrócił się do mnie i wziął mnie na ręce. Już wiedziałam, co się szykuje. Za dobrze go znałam, żebym mogła się mylić.
– Justin, nie! – krzyknęłam, gdy chłopak, wraz ze mną na rękach, skierował się do morza.
– Prawdziwy mężczyzna, co? – Śmiał się, mocno mnie trzymając, pomimo moich prób wyrwania się z jego ramion. – Nabijałaś się ze mnie.
– Ty zacząłeś! – krzyknęłam, nie chcąc, żeby mnie wrzucił do wody.
Justin zatrzymał się w momencie, w którym woda sięgała mu do kolan.
– Jest naprawdę zimna – zauważył.
– Nie rób tego... – ostrzegłam go, chociaż wiedziałam, że się mnie nie boi.
– Bo co?
– Bo... bo... Nie wiem, och, Justin, po prostu skończ zachowywać się jak dzieciak! – warknęłam, wiedząc, że w jego ramionach jestem zdana tylko i wyłącznie na jego łaskę.
– Gdybym zachowywał się jak dzieciak, to... – zaczął, ale z nieznanego mi powodu zamilkł w połowie zdania.
– To?
– To bym cię przed chwilą pocałował – dokończył, a moje serce wywinęło kolejnego fikołka.
– Czemu tego nie zrobiłeś?
– Bo przyszedł czas na podejmowanie dojrzałych decyzji, więc pochopne wyskoki naszych hormonów muszą być niszczone w zarodku.
Wpatrzyliśmy się w siebie w milczeniu. Miał rację, a ja znowu głupia myślałam, że gdy ponoszą nas uczucia, to jesteśmy rozgrzeszeni. W głębi serca czekałam na jego pocałunek, na danie mi znaku, że mnie pragnie, ale Justin wreszcie przyjął rozsądną postawę, która tak naprawdę nie przypadła mi do gustu.
– Możesz mnie postawić? – zapytałam.
Justin powoli puścił mocny uchwyt, a ja zsunęłam się do zimnej wody, nie puszczając uścisku z jego szyi.
– Justin... – szepnęłam. Nasze głowy były oddalone od siebie o kilka centymetrów.
– Tak?
– Ja... ja chciałam, żebyś mnie pocałował. Nie lubię cię jako rozsądnego mężczyznę. Wolę cię jako chłopaka, który daje się ponosić emocjom... – Oparłam swoje czoło o jego i z napięciem czekałam na odpowiedź.
Justin nerwowo przełknął ślinę, a jego ręce znalazły się na moich biodrach. Poczułam, jak kciukami gładzi moją skórę, czym przywołał na moje plecy gęsią skórkę.
– Jane... – szepnął, ale nie kontynuował.
– Też tego chciałeś...
– Gdy wreszcie znalazłem siłę na powstrzymanie się, ty to wszystko niszczysz – bąknął.
– Jesteś na mnie zły? – zapytałam, wplatając palce we włosy chłopaka.
– Nie... Nie umiem być na ciebie zły. Zrób, co uważasz za słuszne.
Justin dał mi wolną rękę. Czekał na mój ruch, a wyjścia miałam dwa: albo oddalę się od niego i przy odrobinie szczęścia raz na zawsze zakończymy tą farsę, albo złączę nasze usta, zatapiając się w silnym uczuciu, które dzieliłam z bratem. Bylibyśmy nadal zakopani po uszy w tej sytuacji, ale bylibyśmy wreszcie szczęśliwi.
– I co teraz? – zapytałam, gdy zakończyłam pocałunek, delikatnie odrywając swoje zziębnięte wargi od jego ciepłych ust.
– Teraz już wiemy do czego dążymy – odpowiedział, przytulając mnie jeszcze mocniej. – Tak bardzo cię kocham... – szepnął do mojego ucha. Po tych słowach schował twarz w mojej szyi i tkwiliśmy w tej pozycji kilka długich chwil.
– Ja ciebie też... – mruknęłam, oddychając szybko.
Moje emocje sięgały zenitu. Wreszcie byliśmy na ostatniej prostej. Oboje zdecydowaliśmy czego chcemy. Zrobiliśmy ten najważniejszy krok: przyznaliśmy się przed sobą, że jedyne na czym nam zależy, to ten związek. Wystawiliśmy na próbę rodzinę i nasze istniejące przyjaźnie. Wspięliśmy się na szczyt domku z kart, tym samym stawiając całe nasze życie na jedną kartę. Wystarczy jeden delikatny ruch, aby to wszystko się zawaliło. Jednak jak będzie się walić, to spadać będziemy razem.
– Justin, chodźmy stąd – bąknęłam. Chłopak nadal był wtulony w moją szyję. – Justin? – zapytałam i oddaliłam się od niego na wyciągnięcie rąk.
Jego twarz była pochylona, więc nie mogłam zobaczyć jego miny. Dwoma palcami delikatnie podniosłam jego podbródek i ukazały mi się zaczerwienione oczy Justina.
– Co jest? – spytałam, a na jego widok łzy same zaczęły napływać do moich oczu.
– Boję się, Jane – wyjawił. – Cholernie się boję, zawsze się bałem, ale nie dawałem tego po sobie poznać...
– Ja też się boję – przyznałam. – Wręcz jestem przerażona.
Zobaczyłam łzę na policzku brata. Nigdy nie widziałam jak płacze, lecz nie miałam mu tego za złe. To normalna reakcja. Jedyne czego teraz chciałam, to mu jakoś pomóc, pocieszyć go i zobaczyć rozpromienionego.
– Ale damy radę. Zawsze dawaliśmy... – Kciukiem starłam łzę z jego policzka i dodałam: – Razem pokonamy każdą przeciwność losu.
– Chciałbym, żeby to była prawda. – Parsknął śmiechem przez łzy.
– Ja też. – Zawtórowałam mu w śmiechu, zagryzając wargi.
– Teraz mi głupio, że rozryczałem się przed tobą jak jakaś baba – bąknął, zawstydzony.
– Nie martw się. Doskonale wiesz, że nawet te najwstydliwsze twoje sekrety ze mną są bezpieczne – odparłam śmiejąc się.
– To idziemy stąd? – zapytał, zmieniając temat.
– Jesteś mi winny jedzenie. – Przypomniałam mu o zakładzie sprzed kilkunastu minut.
– To na co masz ochotę?
– Ma maka – zdecydowałam i biorąc go za rękę, szłam w kierunku plaży.
Gdy już dotarliśmy do miejsca, w którym zostawiliśmy ciuchy, otrzepałam się z piachu i na nadal wilgotną bieliznę założyłam koszulkę i spodenki, które od razu przesiąknęły wodą.
– Wyglądasz jakbyś się posikała. – Zaśmiał się Justin, wskazując ręką na moje szorty.
– Zamknij się – warknęłam.
– Nie martw się, ze mną twoje sekrety są bezpieczne – powtórzył to, co przed chwilą mu powiedziałam, a ja tylko pokiwałam głową z dezaprobatą i przewróciłam oczami.
– Och, już nie złość się kochanie – mruknął i objął mnie w pasie.
– Kochanie? – zapytałam.
– Kochanie – potwierdził. – Nie podoba ci się?
– Podoba. – Uśmiechnęłam się na myśl, że wreszcie czuję się specjalnie, będąc czyimś „kochanie”.
Nigdy nie czułam się podbudowana, gdy Simon się tak do mnie zwracał. Szybko przeszłam nad tym do porządku dziennego, ale to, w jaki sposób Justin wypowiada te słowa, budząc we mnie najintensywniejsze emocje, powoduje, że chyba nigdy do tego się nie przyzwyczaję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy