12.09.2016

12. W Mroku

JANE'S POV

Coraz trudniej mi było pogodzić podwójne życie. Starałam się nie narażać Simonowi i od dwóch dni nie wspomniałam o Justinie, udając idealną dziewczynę. Jedynym moim celem było nie psucie nikomu wakacji i przyznanie się do związku z Justinem dopiero jak wrócimy z wyjazdu. Teraz byłam pełna dobrego humoru, wychodziłam wszędzie z przyjaciółmi, bawiłam się z nimi i śmiałam, a po kryjomu, gdy nikt nie patrzył odpisywałam na esemesy Justina. Simon przestał się o mnie martwić i korzystał z mojego dobrego humoru, bo pomimo tego, że nie chciałam być przytulana przez niego, to ostatnimi dniami dawałam mu się zbliżyć do siebie. Za żadne skarby nie chciałam wzbudzać w nim podejrzeń.

„Zgadnij gdzie jutro będę.”

Dostałam SMS-a od Justina. Wstałam z kanapy i poszłam do ubikacji, żeby na spokojnie wymienić kilka wiadomości.

„Gdzie?”

„U was na ognisku :D”

Odpowiedź Justina przyszła po niespełna minucie.

„Jest jutro u nas ognisko?”

Zastanawiałam się jakim cudem on wie, że organizujemy ognisko, zanim w ogóle ja się o tym dowiedziałam. Moim pierwszym odruchem było krzyknięcie zapytania w kierunku Simona, ale na szczęście w ostatniej chwili się ugryzłam w język.

„Scarlett mnie przed chwilą zaprosiła.”

„Myślisz, że uda nam się spędzić razem czas?”

Zapytałam. Już dwa dni nie widziałam Justina i niezmiernie za nim tęskniłam.

„Mam taką nadzieję. ;)”

Wyszłam z ubikacji i przechodząc obok Simona, wyszłam z domku. Zapukałam w drzwi Scarlett i Mii i nie czekając na zaproszenie, weszłam do środka.
Dziewczyny oglądały telewizję, przytulone do siebie na fotelu. Gdy weszłam, lekko się wzdrygnęły, ale widząc, że to tylko ja, powróciły do uścisku.
– Co robimy jutro wieczorem? – Zapytałam, siadając na kanapie obok nich.
– Ty masz jakieś czujki, czy coś? – zapytała Mia, śmiejąc się w moją stronę.
– Nie, a co? – mruknęłam, udając zaskoczoną.
– Właśnie wymyśliłyśmy ze Scar, że zrobimy ognisko i wybierałyśmy się, żeby wam powiedzieć – wytłumaczyła przyjaciółka.
– Ja miałam podobny pomysł, dlatego przyszłam tu, żeby to z wami obgadać – ciągnęłam, wkręcając koleżanki.
– Musimy kupić jakieś jedzenie i alkohol... – mruknęła Scarlett. – Trochę więcej by się przydało, bo zaprosiłam Justina, nie będzie wam to przeszkadzać? – zapytała, myśląc o mnie i chłopakach.
– Nie no, co ty. Polubiłam go i myślę, że Noah i Simon podzielają moje zdanie.
– Może wreszcie uda nam się coś zdziałać – zażartowała Scar, ale Mia jej momentalnie przerwała.
– Może wreszcie przestaniesz robić i z siebie i ze mnie idiotkę i zakończysz tą znajomość? Doskonale wiesz, że ci na nim nie zależy...
– Mia, proszę cię... Obiecałam ci, że zakończę tą znajomość, jak wyjedziemy stąd, to już z nikim się nie spotkam, chyba że będę na sto procent pewna, że to miłość mojego życia – powiedziała Scarlett nonszalanckim tonem. Po minie Mii widać było, że nie była zadowolona z jej słów. Dziewczyna wstała z fotela i nie patrząc na nas, wyszła z salonu, mówiąc:
– Mogłabyś przestać mnie traktować jak ostatnią ewentualność. Nie jestem przedmiotem, też mam uczucia, więc skończ się wreszcie mną bawić i przestań wykorzystywać to, że jestem bez pamiętnie w tobie zakochana...
Gdy Mia zatrzasnęła za sobą drzwi sypialni, obie ze Scar spojrzałyśmy na siebie z niepewnym wyrazem twarzy.
– Ona ma rację... – mruknęłam, nie za bardzo mając ochotę na mieszanie się w ich osobiste sprawy.
– Wiem. – Scar przełknęła głośno ślinę, a jej twarz ogarnął smutek.
– Musisz z nią pogadać – odparłam, wstając z kanapy. – A przede wszystkim musisz przestać spotykać się z innymi.
– Łatwo ci tak mówić, bo nigdy nie miałaś podwójnego życia, ani nie wiedziałaś czy pakować się w związek, który nie koniecznie dobrze się skończy – powiedziała Scarlett, a gdy usłyszałam jej słowa, w mojej głowie zabłysnęły wszystkie wspomnienia z ostatnich trzech lat. – Jane, w życiu nie każdemu się tak poszczęściło jak tobie. Nie każdy ma jednego, spokojnego chłopaka na stałe... Więc nie pouczaj mnie, proszę cię.
– No tak – mruknęłam, potakując głową. – Ja nic nie wiem o związkach, ale wydaje mi się, że najlepiej będzie jak jeden zakończysz, bo w dwóch nie możesz być – powiedziałam, jakbym była jakąś ekspertką.
Uśmiechnęłam się do niej i wyszłam, śmiejąc się ironicznie w duchu. Szczerze, chciałabym mieć takie problemy, jakie ma Scarlett. Gdyby ona tylko wiedziała o moich, od razu umiałaby wyjść z sytuacji, w której utknęła.


Nareszcie nadszedł wieczór ogniska. Od rana przebierałam nogami tylko na myśl o spotkaniu Justina i teraz to tylko kwestia minut. Bardzo się boję tego, że nie wytrzymam, nie będąc w stanie się do niego przytulić, ani nawet porozmawiać, żeby nie wzbudzić podejrzeń, ale odpychałam te obawy w dal, żeby zrobić miejsce szczęściu, które przepełniało całą mnie od środka.
Siedzieliśmy na ławeczkach, wokół ogniska, które starali się rozpalić chłopacy. Kiedy wreszcie im się to udało, rozdali nam alkohol, ale ja zamiast skupić się na piciu, ukradkiem rozglądałam się za bratem.
– Słuchajcie, może zrobilibyśmy sobie wycieczkę? – zapytał Simon. – Jane mówiła, że znalazła super miejsce...
– Jaką wycieczkę? – Noah zdawał się być nieobecny, chyba przez dwa piwa, które już zalegały w jego żołądku.
– Jak biegałam, to znalazłam taki super klif, na który można wejść i się poopalać. Jest też obok plaża, na której nie ma w ogóle turystów – odparłam, nawiązując do poprzedniej mojej rozmowy z Simonem na temat klifu.
– Daleko to? – zapytała Mia.
– Nie – odpowiedziałam. – Spacerkiem to jakieś pół godziny. Trzeba iść wzdłuż plaży tą ścieżką – wskazałam ręką na prawo – i po pewnym czasie dojdziesz do tego klifu. Przez chwilę trzeba iść przez las, ale nie jest to ekstremalna podróż...
– A przyda nam się lekka zmiana scenografii – przerwał mi Simon. – To jak?
– Ja mogę iść – odparła Scarlett, a Mia ją poparła.
– Dla mnie brzmi dobrze. – Uśmiechnął się Noah, opróżniając kolejną butelkę trunku.
– To kiedy się tam wybierzemy? – zapytała Mia.
– Jutro może? Ma być ładna pogoda – zaproponował Simon. Nie było żadnych głosów sprzeciwu, więc ustaliliśmy naszą jedyną wycieczkę na jutrzejsze południe.
– O ile będziemy w stanie wstać po melanżu... – zaśmiał się Noah, ale ktoś mu przeszkodził.
– Cześć wam wszystkim – usłyszałam znajomy głos za sobą i z zaskoczenia podskoczyłam.
– Hej – odparliśmy chórem w stronę Justina, który skierował się do Scarlett i usiadł obok niej, obdarowując ją pocałunkiem w policzek. Na ich widok, poczułam jakby ktoś mi wbijał śrubokręt w brzuch i przekręcał nim, dopóki nie przebił się na wylot.
Przez większość wieczoru obserwowałam Justina i Scarlett bawiących się razem. Jedyną pociechom było dla mnie to, że Justin nie brnął głębiej w zażyłość ich relacji i wszystko pozostało na poziomie niegroźnych pocałunków. Z jednej strony cieszyłam się, że jest przy mnie, ale z drugiej byłam wkurzona, że nie mogę się do niego zbliżyć. Pół godziny mi zajęło opróżnienie butelki wina. Widząc to, Simon zakazał mi picia jakiegokolwiek alkoholu, żeby mnie nie siekło. Wkurzona i na brata i na Simona, wstałam z ławki i poszłam do swojego domku. Chwiejnym krokiem zdołałam wejść do łazienki i w lustrze przyjrzałam się swojemu odbiciu. Widać było, że alkohol zadziałał. Oczy miałam lekko podkrążone, a policzki zaróżowione. Kucyk, w który związane były moje włosy, był w rozsypce, więc ściągnęłam gumkę, przeczesałam długie pasma i pozostawiłam je rozpuszczone. Skorzystałam z toalety i po umyciu rąk i twarzy, weszłam do sypialni gdzie przebrałam się w legginsy, a na plecy założyłam bluzę Simona, ponieważ na dworze zdążyło się zrobić chłodno.
Nagle podskoczyłam ze strachu, gdy usłyszałam pukanie w okno sypialni. Odsunęłam firankę i zobaczyłam Justina, stojącego na podwórku. Okno sypialni wychodziło na drugą stronę, więc nasi przyjaciele nie byli w stanie go zobaczyć.
Otworzyłam okno i wychyliłam się, pytając:
– Co ty tutaj robisz?
– Nie umiem być przy tobie, ale nie z tobą... Chodź do mnie – poprosił. Justin nic nie pił, ponieważ przyjechał samochodem, więc jego niedojrzałe zachowanie nie miało żadnej wymówki.
– Przecież mogą nas przyłapać – mruknęłam zestresowana.
– Scarlett zamknęła się w domku z Mią, nie wiem, kłócą się chyba, a Simon i Noah kąpią się w morzu. Są dość pijani, więc może też nie zauważą – wytłumaczył.
Nie musiał mi dwa razy powtarzać. Wspięłam się na parapet i wystawiłam nogi za okno.
– Czemu nie użyjesz drzwi? – szepnął rozbawiony chłopak.
– Przecież oni mogą tam siedzieć, a jak zauważą, że bez przyczyny idę za domek, to wzbudzę ich domysły – bąknęłam jakby to było coś oczywistego. – Złap mnie.
– Przecież cię nie puszczę – zapewnił i chwycił mnie w pasie. Gdy przechyliłam się w jego stronę, chcąc wyskoczyć z okna, poczułam, że Justin mnie podnosi i delikatnie kładzie na ziemi.
– Nareszcie cię mam – wymruczał i od razu obdarował mnie soczystym pocałunkiem. – Aleś się urządziła tym wińskiem...
– To przez ciebie – odparłam lekko zawstydzona.
– Jak to? – chłopak wydawał się zdziwiony. Odsunął twarz od mojej i zlustrował mnie wzrokiem.
Byliśmy skryci za domkiem, a wokół nas były bujne drzewa iglaste, które chroniły nas przed byciem zauważonymi. Jedynym źródłem światła było to, które świeciło w mojej sypialni i rozjaśniało nasze postaci skryte w mroku.
– Nie umiałam znieść patrzenia na ciebie i na Scar...
– Wiesz, że musiałem to zrobić, żeby móc być teraz przy tobie... – Pogładził mój policzek kciukiem, a w jego oczach widać było, że mu jest przykro.
– Wiem, ale to jest chore co robimy. Strasznie ciężko jest widzieć osobę, którą się kocha, w ramionach innej.
– To samo mam jak widzę ciebie z Simonem – przytaknął Justin. – I idąc dalej tym tropem, on to samo czuje, gdy widzi ciebie ze mną. A przynajmniej czuł.
– Nie gadajmy o tym – poprosiłam.
Złapałam jego twarz w dłonie i przybliżyłam go do siebie. Zamknęłam oczy, czując jak jego usta spotykają się z moimi. Całkowicie zatraciłam się w pocałunku. W pewnej chwili zakręciło mi się w głowie, ale silne ramiona Justina mnie przytrzymały i ustawiły do pionu. Nie wiem ile czasu minęło, ale czułam jakbyśmy spędzili razem już przynajmniej godzinę. Pocałunki chłopaka pozostawiły na mojej szyi czerwone znaki, które będę miała problem jutro zakryć, ale dziś to się nie liczyło. Dziś byłam ja i Justin, nasze usta, ręce, my – wreszcie byliśmy dla siebie.
– JUSTIN? – usłyszeliśmy zdziwiony głos Scarlett i zamarliśmy w bezruchu.
Schowałam głowę w klatkę piersiową Justina i nasłuchiwałam dalszych wydarzeń. Chłopak otulił mnie ochronnie ramieniem, a z jego ust wydobyło się zaskoczone chrząkniecie.
– S... Scarlett...?
– Kto to je... Jane?! – wykrzyknęła dziewczyna, a ja w tym momencie odwróciłam twarz, by spojrzeć na nią.
– Ja cię zaprosiłam na to ognisko, a ty się całujesz z inną laską i do tego taką, która ma chłopaka?! – Jej głos był ostry i pełen nienawiści. Nie wiedziałam kogo teraz bardziej nie szanuje: mnie czy Justina. – Jane, aż tak się upiłaś, żeby od razu lizać się z MOIM kolesiem? Chłopakiem, którego JA zaprosiłam?
– To nie tak... – szepnęłam, w duchu błagając, żeby mnie wysłuchałam, ale ona nie dawała za wygraną.
– Miałam ciebie za innego chłopaka – rzuciła w stronę Justina. – Na prawdę wydawałeś się fajny, jedyne co zauważyłam, to to, że ostatnio nabrałeś dystansu do mnie, ale nie spodziewałam się, że jest to spowodowane tym, że poznałeś kolejną laskę! Jesteś podły, wiesz?!
– Scarlett... Doskonale wiedziałaś, że nie biorę cię na poważnie. – Justin pierwszy raz zajął głos w tej dyskusji. – Niczego sobie nie obiecywaliśmy, więc nie mam do ciebie żadnych zobowiązań...
– Ale to Jane! Ona ma chłopaka, lubisz psuć idealne związki, co? – zapytała, ale nawet nie poczekała na odpowiedź, kontynuując: – Jane... Jak mogłaś to zrobić Simonowi?
Do moich oczu napłynęły łzy, które starałam się utrzymać za powiekami.
– On nic jeszcze nie wie... – wyszeptałam załamującym się głosem.
– Co?! Czy ty myślisz, że ja będę ukrywała twoją podłą tajemnicę? – Zaśmiała się ironicznie, odwracając od nas.
– Scar, nie rób tego, proszę... – szepnęłam błagalnym tonem, nie potrafiąc dłużej się powstrzymywać od płaczu.
– Dziewczyno – Scarlett odwróciła głowę w naszą stronę – odbiłaś mi chłopaka, a teraz myślisz, że ja nie zniszczę twojego związku?
– Nie byłem twoim chłopakiem! – krzyknął za nią Justin, ale ona zdążyła już odejść za róg domku.
– Simon! – usłyszeliśmy jej wołanie. – Chodź tu!
– Co robimy Justin? – zapytałam ze strachem.
– Wyrzucamy wszystkie karty na stół. Już nie będzie trzeba się ukrywać – szepnął, całując mnie w czoło.
– Boję się...
– Ja też.
– Jane? JUSTIN?! – Na dźwięk głosu Simona zamknęłam oczy. Byłam ta przerażona kolejnymi wydarzeniami, że nie mogłam złapać oddechu.
Gdy rozwarłam powieki, zobaczyłam Mię, Noah i Scarlett wgapionych w nas jak w duchy.
– Co ty kurwa z nią tu robisz?! – warknął Simon i podbiegł do Justina, łapiąc go za kołnierz koszulki.
– Zostaw go! – zawołałam, ale bałam się do nich podejść, więc tylko stałam w bezruchu oparta o ścianę domku.
– Zostawiłeś ją, dwa lata przeżywała to rozstanie, a teraz się zjawiasz i zawracasz jej w głowie! Nie wiesz jak długo musiałem się nią zajmować, żeby wróciła na dobre tory. Jesteś dla niej niczym tylko zniszczeniem, cholerną destrukcją, a podobno ją kochasz! Nie rozumiem cię... Jak możesz robić takie rzeczy dziewczynie, którą kochasz?! – wykrzyknął Simon, niemalże plując na twarz Justina.
Mia, Noah i Scarlett byli w szoku, gdy usłyszeli wywód Simona. Modliłam się w duchu o to, aby nie wyjawił tego, że jesteśmy rodzeństwem.
– Odwal się ode mnie! – warknął mój brat, odpychając Simona od siebie. – Jetem dorosły, nie będziesz mi mówił co mam robić. Jane sama wybrała, że chce ze mną być, nikt jej do tego nie namawiał, to była jej decyzja, której ani ty, ani ja nie możemy zmienić. Co, prawda boli, nie? Prawda o tym, że to ja zawsze byłem lepszy od ciebie!
– To prawda Jane? – Simon oddychał ciężko, gdy skierował to pytanie do mnie.
– T... Tak – bąknęłam, dostając czkawki z płaczu.
– Kurwa mać! – krzyknął. Tak wkurzonego jeszcze go nigdy nie widziałam. – To ja poświęcam ci trzy lata mojego życia, jestem cierpliwy, znoszę twoje humory i zdrady. Pocieszam cię, kiedy ten skurwiel ponownie cię zostawia, kiedy rodzice cię wyrzucają z domu, kiedy nie masz dokąd iść... A ty... Ty zachowujesz się jak zwykła kurwa! Od nowa popełniasz te same błędy i nawet nie chcesz się na nich uczyć. Nie wytrzymam tego dłużej...
Nie kryłam już płaczu. Patrząc w oczy Simonowi, pociągałam nosem, próbując zahamować czkawkę, która raz po raz mnie męczyła. Czułam łzy spływające ciurkiem po moich policzkach i zapomniałam o całej widowni, która nas teraz ogląda.
– Nie chcę cię więcej widzieć na oczy. – Simona głos był wypełniony jadem i nienawiścią. Odwrócił się ode mnie i skierował się do swoich kolegów, ale w międzyczasie spojrzał na Justina, mówiąc: – A ty... Kiedyś byłeś moim przyjacielem... Mam w dupie takich przyjaciół. Żyjcie sobie sami, nie liczcie się z nikim, bo nigdy nie będziecie w stanie zbudować jakichkolwiek więzi międzyludzkich... Ty też stąd wypierdalaj.
Splunął do stóp Justina, ale nie zakończył tym swojego wywodu.
– Ach i Jane... Oddaj mi bluzę.
W tym momencie mnie zatkało. Na dworze było około dziesięciu stopni, ale zagryzłam zęby i patrząc proso w oczy chłopaka, ściągnęłam jego bluzę i rzuciłam ją na ziemię.
– Wiesz co? – zaczęłam, a mój głos był pewny siebie, ale i roztrzęsiony. – Dziękuję ci, że byłeś przy mnie ten cały czas. Nigdy nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego chłopaka. Naprawdę cię kochałam i przepraszam, za to co teraz zrobię... – w tym momencie mój głos się załamał. – Przepraszam cię, że... że nie będę o nas walczyć.
Złapałam Justina za rękę i trzęsąc się z zimna, pociągnęłam go za siebie. Wszyscy wokół nas stali jak spetryfikowani, nie wiedząc co właśnie się wydarzyło. Wraz z chłopakiem, przeszliśmy obok przyjaciół (byłych?) i wolnym krokiem szliśmy poza zasięg ich wzroku i słuchu.
– Jak się czujesz? – zapytał Justin, kiedy dotarliśmy do parkingu, na którym stał jego samochód.
– Podle – odparłam. – Ale mi tak lżej...
– To tak jak ja – szepnął.
Puściłam dłoń Justina i zwolniłam kroku. Podążałam za nim w kierunku jego bordowego volvo, ale nie miałam ochoty na żadne konwersacje. Chłopak to wyczuł i bez słowa otworzył samochód, w którym oboje się schroniliśmy.
– Masz. – Podał mi swoją bluzę, którą ściągnął. Przyjęłam ją w milczeniu i założyłam przez głowę, czując przyjemne ciepło ogarniające moje ciało, ale serce nadal było lodowate.
Justin wyjechał z parkingu i po pięciu minutach byliśmy pod jego pokojem, ale nie wysiedliśmy z samochodu.
– Mogę ci coś powiedzieć? – zapytałam niepewnie. Całą drogę wpatrywałam się ślepo w okno, a i teraz nie zamierzałam odwracać głowy w stronę Justina.
– Możesz mi wszystko powiedzieć – zapewnił, kładąc rękę na moim kolanie.
– Ale nie będziesz zły?
– Nie.
– Ja naprawdę kochałam Simona. Tyle czasu razem spędziliśmy... Boli mnie jego strata – wyjawiłam.
– Nie powiem, żeby miło mi się tego słuchało, ale rozumiem cię doskonale. – W głosie Justina słychać było smutek, który starał się ukryć.
– Ale strata ciebie bolała bardziej... Za każdym razem – po raz pierwszy od opuszczenia domków spojrzałam chłopakowi w oczy.
– Przepraszam... Teraz już jesteśmy razem, nie rozmawiajmy o złych chwilach... Musimy ochłonąć.
Wysiedliśmy z samochodu i w milczeniu weszliśmy do pokoju wynajmowanego przez Justina.
– Zrobić ci herbatę? – zapytał, ściągając buty i zostawiając je przy drzwiach wejściowych.
– Tak, poproszę – mruknęłam słabym głosem. – Naleję wody do wanny i się wykąpię.
– Okej.
Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Po pięciu minutach rozebrałam się do naga i weszłam do gorącej wody. Czułam jak parzy mi skórę, ale nic nie mogło mnie bardziej zranić od tego jak już jestem zraniona. Zanurzyłam się odliczając do dziesięciu, a gdy wzięłam głęboki oddech, zalałam się łzami. Nie umiałam się opanować. Wszystkie emocje zaczęły ze mnie schodzić, jakby wrząca woda je rozpuszczała. Płakałam na głos, wiedząc, że tylko Justin mnie może usłyszeć. Wstydziłam się tego, ale nie umiałam nic na to poradzić. W pewnym momencie usłyszałam pukanie do drzwi.
– Jane, co się dzieje? – zapytał zaniepokojony chłopak.
Nie miałam siły nic powiedzieć, więc nie dostając odpowiedzi, Justin delikatnie rozchylił drzwi, żeby sprawdzić, czy nic mi nie jest.
– Co jest? – Wszedł do łazienki z zatroskaną miną i usiadł na skraju wanny.
– Nie wiem... Nie potrafię... Nie potrafię się uspokoić... – Czknęłam i pociągnęłam nosem w tym samym czasie.
– Spokojnie. – Chłopak przytulił mnie mocno, nie zważając na to, że jestem cała mokra. Sięgnął po gąbkę, na którą nalał płynu pod prysznic i zaczął delikatnie mnie myć. Gdy skończył plecy, zajął się rękami, nogami, brzuchem i włosami, a ja poddawałam się jego ruchom jakbym była marionetką.
Zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie nie jestem czyjąś marionetką. Czasem robiłam rzeczy wbrew sobie, albo czułam sprzeczne, nie do opisania uczucia, które zdawały się zwalczać nawzajem, jakby ktoś mną kierował.
– Chodź skarbie – szepnął Justin, wyciągając mnie z wanny. Opatulił ręcznikiem moje ciało i usadowił na ubikacji. Wyszedł na chwilę, po czym wrócił ze swoimi ubraniami w ręce.
Dał mi swoją koszulkę i białe bokserki, które ubrałam ochoczo. Zawsze lubiłam chodzić w jego ciuchach.
Po myciu weszłam do łóżka i czekałam na Justina, który wziął szybki prysznic i po pięciu minutach dołączył do mnie. Ciepła herbata czekała na mnie na nocnej lampce. Przytuliłam się do brata pod ciepłą kołdrą i wpatrzyłam w telewizor, który włączył. Słuchając jego miarowego oddechu z minuty na minutę czułam się lepiej. Ogarnął mnie spokój i wiedziałam, że wszystko to, co dziś przeszliśmy było warte uczucia zastępującego smutek, który do tej pory czułam.

6 komentarzy:

  1. DZIEWCZYNO PRZECIEŻ TO JEST CUDOWNE. NO GOALS PO PROSTU. ONI ZNOWU RAZEM AWWW

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że to nie koniec.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie zgarnij swojego talentu. Bo naprawdę masz talent do pisania.
    Kocham to ff bardziej niż powietrze xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Umarłam czemau tak świetnie piszesz,scarlet jaka suka ale i tak by się wydało

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej :* Ja chce ich dzieci :* Chuj z Simonem . Ciota z niego a nie facet skoro pozwolil Jen by pieprzyla sie z Justinem :) A i nie wiesz czy wiesz ale 2 rozdziamy wczesniej opublikowalas 2 razy sen gdzie Simon gwalci Jeen ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy