12.09.2016

13. Nastolatka, która z rutyną nie miała nic wspólnego.

JANE'S POV

Otworzyłam powieki i momentalnie je zmrużyłam przez oślepiającą mnie strugę światła wpadającą przez rozchylone zasłony. Odwróciłam się na drugi bok i położyłam ramię na tułowiu Justina, który jeszcze smacznie spał. Jeszcze nie musi o niczym myśleć, niczym się martwić, ani o nikogo troszczyć. Niech śpi jak najdłużej.
Jak najostrożniej wstałam z łóżka i poprawiłam koszulkę, która niechlujnie układała się na moim ciele. Rozejrzałam się po pokoju, nie wiedząc co ze sobą zrobić, ale wiedziałam, że nie jestem w stanie zostać tu dłużej. Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej koszulkę Justina bez rękawów. Weszłam do łazienki, gdzie zostawiłam wczorajsze ciuchy, postanawiając ubrać na siebie bieliznę i t-shirt, który sięgał mi do połowy ud, więc nie musiałam zakładać żadnych spodni, których zresztą tu nie imałam. Przez głębokie wycięcia na ramiona było widać mój niebieski stanik, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle. Lubiłam się tak prowokacyjnie ubierać, szczególnie wtedy, kiedy muszę podbudować swoją pewność siebie, aby być zdolna do załatwienia pewnych spraw. Nie miałam tu szczotki, a nie potrafiłam znaleźć grzebienia Justina, więc włosy spięłam w niechlujny kucyk. Przemyłam twarz i zęby, używając szczoteczki Justina i byłam gotowa na przysłowiowe wypicie piwa, które sama naważyłam.
Wychodząc z łazienki spostrzegłam, że mój brat nadal spał, niczego nieświadomy. Złapałam ołówek i jego zeszyt do pisania piosenek i napisałam notatkę:

Poszłam do domków. Chcę zabrać swoje rzeczy, ale muszę to zrobić sama... Chcę też porozmawiać z Simonem. Wrócę za kilka godzin. Jane


Urwałam kartkę i położyłam ją na poduszce, na której jeszcze chwilę temu leżała moja głowa. Wzięłam ze sobą jedynie telefon, ubrałam buty sportowe i cicho otworzyłam drzwi. Poczułam ulgę, gdy udało mi się wyjść na zewnątrz nie budząc brata. Spojrzałam na zegarek w telefonie: była wpół do pierwszej, musiałam się obudzić koło dwunastej, co było zrozumiałe, po takiej długiej i męczącej nocy. Nie zwracając uwagi na ludzi, którzy przyglądali mi się, zwracając zbyt dużą uwagę na mój strój: za dużą koszulkę z nadrukiem Guns'n'Roses, przez którą widać było mój stanik i którą nosiłam jako sukienkę, poszłam na rynek, gdzie kupiłam sobie frytki i kawę. Jedząc swoje śniadanie, skierowałam się do resortu. Nie myślałam o tym, co chcę powiedzieć Simonowi, nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć przed wszystkimi, ale wiedziałam jedno: po raz kolejny nie mogę uciec bez słowa.
Gdy dochodziłam do domków, czułam jak moje nogi się trzęsą, ale nie mogłam nic na to poradzić. Zdziwiła mnie podejrzana cisza w okolicy, ale może mi się tylko tak wydawało?
Stanęłam na progu domku, który do tej pory był mój i Simona i biorąc głęboki oddech zapukałam dwa razy. Nikt się nie odezwał. Zapukałam kolejny raz: nic. Zapukałam głośniej i znowu nic. Zdziwiona, pociągnęłam za klamkę: zamknięte.
Podeszłam do domku Scar i Mii, ale tam też nikogo nie było, więc postanowiłam iść do Noah, gdzie również nikogo nie zastałam. Zakłopotana, stałam na środku kampusu, nie wiedząc co robić. Cały mój misterny plan, a raczej jego brak, umarł śmiercią naturalną, więc musiałam improwizować.
Nagle sobie przypomniałam, że wczoraj na ognisku ustaliliśmy, że pójdziemy na klif. Nie myślałam jednak, że zdecydują się tam iść po tym wszystkim, co się wczoraj wydarzyło, ale jednak najwyraźniej poszli. Bez zastanowienia ruszyłam biegiem wzdłuż plaży, by po piętnastu minutach zobaczyć moich przyjaciół opalających się beztrosko na klifie. Nie miała ochoty pokazywać im się cała spocona, więc jeszcze dziesięć minut zwlekałam z ostateczną konfrontacją ze znajomymi. Gdy już miałam zrobić pierwszy krok w ich kierunku, poczułam wibracje telefonu w mojej ręce. Dzwonił Justin.
– Gdzie jesteś? Jestem przy domkach, a tu nikogo nie ma...
– Justin, spokojnie. Mówiłam ci, że muszę to sama załatwić...
– Jane, martwię się. Nie pozwolę ci samej sprzątać bałaganu, który we dwójkę zrobiliśmy. – Słowa Justina rozlały się jak ciepły miód po moim sercu. Pomimo stresu, który owładnął moim ciałem, uśmiechnęłam się, odpowiadając bratu.
– Jestem nad klifem. Chcę odzyskać klucz do domku, żeby wziąć swoje rzeczy.
– Poczekaj tam na mnie – odparł Justin. – Już tam jadę. Będę za kilka minut.
– Okej – zapewniłam i rozłączyłam rozmowę, tym samym idąc w kierunku znajomych. Nie mogłam czekać na Justina. Tą sprawę musiałam załatwić całkiem sama.
Nikt ze znajomych nie zwrócił na mnie uwagi, gdy wolnym krokiem się zbliżałam. Scarlett i Mia leżały obok siebie na brzuchach, opalając swoje plecy i pośladki, Noah leżał na plecach nieopodal dziewczyn, a Simon siedział z boku, odwrócony do mnie plecami, z papierosem w ustach. Widać było, że jest zdenerwowany i załamany. Nigdy nie palił, więc wczorajsza sytuacja musiała mu nieźle dać w kość. Atmosfera między wszystkimi była napięta, tak że można było ją kroić nożem, a gdy się odezwałam, czułam jakby prąd elektryczny przebiegł w powietrzu. Nie było to przyjemne.
– Cześć – powiedziałam, Stojąc na skraju lasu.
Wszyscy powoli się podnieśli i obdarowali mnie badającym i nieaprobującym spojrzeniem.
– Co ty tu robisz? – zapytał Simon, nie kryjąc jadu, który wypływał z każdego jego słowa, które było skierowane do mnie.
– Szukałam was... Ciebie – bąknęłam. Moje nogi jak z waty wtopiły się w grunt i nie byłam w stanie się ruszyć. – Chciałam klucz od domku, żeby wziąć swoje rzeczy.
Simon sięgnął po klucz, który był w plecaku przy jego nogach, rzucił nim w moją stronę, mówiąc: – Bierz go i nie pokazuj mi się więcej na oczy.
Trzęsącymi się rękami podniosłam klucz z ziemi i przyjrzałam się znajomym. Każdy z nich był wrogo do mnie nastawiony. Czułam się jakbym była intruzem, wchodzącym na czyjeś terytorium.
– Coś jeszcze? – zapytał zniecierpliwiony Simon.
– Tak – mruknęłam. – Chciałabym z tobą porozmawiać. Właściwie, to z wami wszystkimi...
– Ty już wystarczająco namieszałaś, nie masz o czym z nami rozmawiać. – Tym razem odezwała się Scarlett, wyzywająco na mnie patrząc. – Nie dość, że zdradziłaś własnego chłopaka, to musiałaś to robić z chłopakiem kogoś innego?
W żyłach mi zabuzowało. Gdyby ona tylko wiedziała... Gdyby znała prawdę...
– Nie mówiąc już o tym, że Justin jest jej rodzonym bratem, z którym regularnie sypia od trzech lat! – Moje ciało zesztywniało. Te słowa nigdy nie miały wyjść na światło dzienne. Nikt już nigdy nie miał się o tym dowiedzieć, a teraz Simon powiedział je jakby nigdy nic. Zniszczył całe moje dotychczasowe życie jednym, nieprzemyślanym zdaniem prawdy.


JUSTIN'S POV
Jechałem jak najszybciej. Wiedziałem, że Jane nie jest z tych osób, które grzecznie poczekają i przyjmą dyplomatyczną postawę do rozwiązywania trudnych spraw. Jane była impulsywna, mówiła co jej ślina na język przyniesie, nie zważając na konsekwencje.
Kilka minut później zaparkowałem przed ścieżką prowadzącą na klif. Gdy szedłem w tamtą stronę, usłyszałem głos Scarlett:
– Nie dość, że zdradziłaś własnego chłopaka, to musiałaś to robić z chłopakiem kogoś innego?.
Nastąpiła chwila ciszy. Podszedłem bliżej polany, lecz nadal byłem skryty w gąszczu drzew. Nie miałem pojęcia, czy moja obecność pomoże, czy zaszkodzi.
– Nie mówiąc już o tym, że Justin jest jej rodzonym bratem, z którym regularnie sypia od trzech lat! – Simon wykrzyczał te słowa tak nagle, że aż podskoczyłem, a moje serce przestało bić na kilka sekund.
Jane znieruchomiała, tak jak reszta towarzystwa. Nikt nie mógł uwierzyć, że coś tak absurdalnego mogłoby być prawdą.
– Co? – zapytał Noah, nie dowierzając.
– Zapytajcie się Jane. Ja nie kłamię – burknął Simon, pociągając papierosa i wypuszczając smugę dymu w powietrze.
Przyjrzałem się Jane, która z nerwów upuściła na ziemię telefon i klucz. Miałem wrażenie, że nawet tego nie zauważyła.
– Nawet jeśli to prawda, to ty Scarlett, chyba też masz im coś do powiedzenia, nie? – warknęła, idąc w stronę koleżanki.
– Nie zrobisz tego – mruknęła Scar, kiwając przecząco głową.
– A właśnie, że zrobię! – krzyknęła Jane. – Powiedz wszystkim jak bardzo nie wiesz kim jesteś. Na pokaz masz kolesi, a po nocach uprawiasz seks z Mią! I jakoś tobie to nie przeszkadza, że zdradzasz jedyną osobę, której na tobie zależy, tylko dlatego, że wstydzisz się przyznać, że jesteś lesbijką!
– Co? – usłyszałem zduszony okrzyk Noah i Simona, ale inna rzecz przykuła moją uwagę.
Jane nie stanęła przed Scarlett. Przeszła obok niej i stanęła na skraju klifu. Odwróciła się w stronę znajomych, mówiąc:
– Teraz już nikt nie ma żadnych tajemnic.
– Jane, nie! – krzyknąłem, wychodząc zza drzew, ale było już za późno.
Jane zrobiła krok w tył i spadła w dół klifu, prosto do mroźnych fal.
– Jane! – wrzeszczałem, biegnąc w jej stronę. Pomimo tego, że wszyscy krzyknęli za dziewczyną, nikt się nie ruszył, by jej pomóc. Nie zastanawiając się co robię, rzuciłem się za nią i po chwili poczułem ból, który spowodowało mocne uderzenie o taflę wody. Zachłysnąłem się zimną, słoną wodą, a siła zderzenia zanurzyła mnie na dłuższą chwilę. Gdy się wynurzyłem i odzyskałem oddech, od razu zacząłem szukać siostry.
– Jane! – Zauważyłem ją nieopodal, kiedy duża fala całkowicie ją pokryła. – Jane!
Podpłynąłem do niej i zanurkowałem. Z trudem ją wyczułem i złapałem, ale się wyślizgnęła. Zanurzyłem się ponownie i tym razem złapałem ją w pasie tak mocno, że już nic nie było w stanie nas rozdzielić.
– Jane, jesteś cała? – zapytałem, odgarniając włosy z jej twarzy.
– Yhym... – bąknęła, plując wodą.
Z trudem udało mi się dopłynąć do plaży i wyciągnąć dziewczynę na brzeg. Ze zdziwieniem zauważyłem, że się śmieje.
– To ma być zabawne? – zapytałem wkurzony, siadając na piasku obok niej, próbując złapać oddech.
– A nie było? – bąknęła, krztusząc się wodą.
– Coś ty chciała zrobić? – warknąłem, odwracając się w kierunku siostry, która zmęczona leżała na piachu.
– Chciałam z tym wszystkim skończyć...
– Odbiło ci Jane? – Usłyszałem głos Simona, biegnącego wzdłuż plaży. – Mogłaś się zabić.
– Jak widać żyję. A ciebie to nie powinno już obchodzić – odparła siostra, siadając na piachu.
– Przepraszam, że nadal mnie to obchodzi, zważając na naszą długą historię! – krzyknął, a jego głos był przesiąknięty sarkazmem.
– Jak sam powiedziałeś, to jest już historia! To się nie liczy. Nic się nie liczy oprócz tego co będzie. – Jane wstała, otrzepując ubranie. – Chodź Justin. – Wyciągnęła rękę i pociągnęła mnie za sobą.
Wszyscy stali, przyglądając się nam bez słowa, gdy przeszliśmy obok i skierowaliśmy się w górę klifu, jakby nigdy nic się nie wydarzyło.
Szedłem za siostrą i miałem wrażenie, że nie zdawała sobie sprawy z tego co właśnie zrobiła. Miałem wrażenie, że jest zagubiona i nie myśli racjonalnie. Nadal nie wiedziała czego chce od życia i do czego dąży. Wiedziałem natomiast jedno: Nigdy tego nie znajdzie.
Jane wzięłam z ziemi swój telefon i klucze i poszła w stronę lasu, za którym zaparkowany był mój samochód.
– Jane, mogę cię o coś zapytać? – Stanąłem przed autem, zanim je otworzyłem.
– Możesz. – Przytaknęła.
– Czy ty chciałaś się zabić? – zapytałem, przełykając głośno ślinę, bojąc się odpowiedzi.
– Nie myślałam o tym – wytłumaczyła. – Ale gdybym to zrobiła, to myślę, że i tak dużej straty by nie było.
– Co ty opowiadasz... – szepnąłem, czując jak w moim oku iskrzy się łza. Podszedłem do siostry i przytuliłem ją mocno, czując na jej ubraniach piach, który wbijał się w skórę moich ramion.
– Przepraszam. – Szlochała w moją szyję.
– Nie wiem co z tobą będzie... – odparłem, głaszcząc jej mokre włosy.
– Ja też nie wiem... Nie mogę ci obiecać, że wytrzymam długo w tej sytuacji...
– Nie mów tak – poprosiłem, z przestrachem, nie chcąc wiedzieć co ma na myśli.

JANE'S POV
Pakowanie moich rzeczy zajęło nam pół godziny. Gdy Justin pakował moje torby do auta, ja zostałam by zamknąć drzwi. Miałam tylko kilka sekund, zanim chłopak po mnie wróci, więc nie zastanawiając się długo, znalazłam marker w rzeczach Simona i napisałam do niego wiadomość na lodówce, ponieważ nie umiałam znaleźć żadnego skrawka papieru.

Dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Pomimo tego wszystkiego, co robiłam, naprawdę Cię szczerze kochałam. I nadal kocham. – Jane.

Wyszłam z domku i zamknęłam za sobą drzwi, klucz zostawiając na parapecie okienka. Wiedziałam, że nie jest to bezpieczne, ale Simon wróci tu za najwyżej dziesięć minut, więc miałam nadzieję, że przez ten czas nikt go nie okradnie.
– Jesteś gotowa? – zapytał Justin, łapiąc moją dłoń.
– To zaczynamy nowe życie – westchnęłam, idąc za bratem.
Szybko dojechaliśmy do pokoju Justina i wypakowaliśmy walizki. Postanowiliśmy zamówić pizzę na obiad i reszta wieczoru, a raczej reszta życia była dla nas i tylko dla nas. W tym momencie czułam, że moje marzenia się spełniają. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że długo tak nie będzie, bo w końcu musimy stawić czoła rodzicom i powiedzieć im, że mamy zamiar być ze sobą. Nie. Teraz tylko my byliśmy ważni. Tylko on i ja. Ja i on.
Do dwudziestej trzeciej oglądaliśmy telewizję, rozmawiając o błahych sprawach, jakby każde z nas odpychało te trudne rozmowy na jutro. A jutro jest najlepszym czasem na rozwiązywanie problemów, ponieważ jutro nigdy nie nadchodzi. Jutro jest w przyszłości, a kiedy staje się to teraźniejszością, to to już nie jest jutro, tylko zmienia się na dziś, więc problemy znowu zostają zawieszone w nigdy nienadchodzącym jutrze. Myślę, że już na zawsze nasze kłopoty będą jutro do rozwiązania. Tak jest lepiej.
– Kocham cię tak bardzo – szepnęłam do Justina, przytulając się do niego z całej siły. – Kochaj się ze mną, tak jak jeszcze nigdy wcześniej.
– Jane... – Brat wydał z siebie zduszone westchnienie, kiedy uścisnęłam jego przyrodzenie przez spodnie.
– Powiedz, że mnie kochasz.
– Kocham cię – odparł i podciągnął się do pozycji pół siedzącej.
Złożyłam mocny pocałunek na jego ustach i wstałam z łóżka. Czując na sobie wzrok Justina, wzięłam ze stołu zaczętą butelkę whisky i nalałam trochę do szklanki.
– Chcesz się upić? – zapytał brat.
– Nie. Chcę nas tylko rozkręcić – odparłam. Położyłam szklaneczkę na szafce nocnej i stojąc przed Justinem, rozebrałam koszulkę, zostając w samym staniku. Chłopak nie odzywał się ani słowem, tylko sam zrzucił z siebie bluzkę, pozostając w samych spodniach.
Weszłam na łóżko, siadając okrakiem na Justinie, który napięty leżał na materacu. Pod swoimi udami poczułam twarde zgrubienie jego przyrodzenia. Sięgnęłam po whisky i zamiast wziąć łyka, to wylałam zawartość szklanki na nagi brzuch chłopaka.
– Jane! – krzyknął zaskoczony, ale wiedziałam, że mu się to podoba. Nachyliłam się nad jego ciałem i zaczęłam zlizywać trunek, czując jak jego abs napina się pod moim językiem. Gdy już nic nie zostało na jego skórze, złożyłam alkoholowy pocałunek na jego wargach.
Byłam jak w amoku. Pragnęłam go całego, chciałam prowadzić, chciałam dać mu jak najwięcej z siebie, bo wiedziałam, że tylko w ten sposób mogę mu się odwdzięczyć za bycie okropną i siostrą i dziewczyną.
Justin złapał za pasek mojego biustonosza, który po sekundzie upadł na ziemię. Moje rozpuszczone włosy łaskotały klatkę piersiową chłopaka, ale on na to nie zwracał uwagi. Pociągnęłam jego bokserki, które szybko spadły niechlujnie na materac i w tym samym czasie pozbyłam się własnych majtek.
– Jane, nie mam zabezpieczenia – mruknął Justin, przez zaciśnięte zęby.
– Nie ważne... – szepnęłam, nie pozwalając mu się ruszyć.
– Ale... – chciał coś powiedzieć, lecz w tym momencie, zamknęłam jego usta pocałunkiem. Chciałam, żeby zapomniał o troskach. Chciałam, żeby się wyluzował, raz a porządnie. Doskonale wiedziałam w co się pakuję kochając się bez zabezpieczenia, jednak nie miałam zamiaru z tego rezygnować.
Złapałam ręką przyrodzenie chłopaka i wsunęłam je sobie do pochwy. Poczułam lekkie otarcie, ale już chwilę później moje zmysły przepełniło podniecenie. Justina ręce były na moich piersiach, a ja, chcąc dać mu całą siebie, ruszałam biodrami, aby mógł mnie jak najmocniej poczuć. Nie trwało to długo, zanim oboje doszliśmy, krzycząc w niebo głosy. Jeszcze nigdy nie mięliśmy tak szybkiego i tak mocnego seksu. Czułam go całą sobą, ale to jeszcze nie był koniec.
Gdy unormowaliśmy oddechy, Justin zrzucił mnie z siebie i pociągnął za nogi, abym zsunęła się na skraj łóżka. Poczułam jego głowę całującą moje uda i chwilę później nieustająca ekstaza zawładnęła każdym moim nerwem, gdy zwinny język chłopaka lizał moje miejsca intymne. Tak, tego mi było trzeba.
Ta upojna noc trwała kilka godzin. Gdy uspokoiliśmy się po jednym stosunku, zaczynaliśmy drugi, jakby miało nam zabraknąć czasu na to wszystko. Czułam w nas strach przed następnym dniem. Oboje baliśmy się, że wszystko się może zmienić, więc korzystaliśmy z tej chwili i braliśmy ją garściami, łapczywymi gryzami, tak, by nikt nigdy nie był w stanie odebrać nam tego, co tu przeżyliśmy. Byliśmy uzależnieni od siebie. Byliśmy uzależnieni od seksu. Ale czy ten związek opierał się tylko na seksie, czy także na innym, głębszym uczuciu? Już sama nie wiedziałam. Zgubiłam się w tym wszystkim już na samym początku i teraz nie byłam pewna, czy kocham Justina, czy tylko seks z Justinem.
O czwartej nad ranem, gdy mój brat już spał dobrą godzinę, wymknęłam się z łóżka. Nie potrafiłam zasnąć, ale też nie umiałam leżeć bezczynnie i patrzeć na to anielskie ciało, które jeszcze godzinę temu doprowadzało mnie do anielskiego odczucia. Nago przeszłam przez sypialnię, biorąc niedokończoną butelkę whisky. Na stole zauważyłam zeszyt Jutina i ołówek, więc go wzięłam do ręki i napisałam trzecią wiadomość podczas tej doby, która brzmiała tak samo jak poprzednia, ale była skierowana do innej osoby:

Dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Pomimo tego wszystkiego, co robiłam, naprawdę Cię szczerze kochałam. I nadal kocham. – Jane.

Po pozostawieniu otwartego zeszytu na stole, zamknęłam się w łazience, gdzie nalałam pełną wannę wody. Weszłam do środka, czując jak zimna woda mrozi wszystkie moje komórki, ale tego właśnie potrzebowałam: ochłodzić się po tak gorących chwilach.
Otwarłam whisky i zaczęłam je sączyć dużymi łykami, próbując wychwycić wszystkie myśli, które pędziły po mojej głowie.
Jestem najgorszą dziewczyną na świecie. Nie mam przyjaciół, nie mam chłopaka. Znaczy mam, ale... czy ja jestem dla niego dobra? Ranię wszystkich, do których się zbliżę, nie zważając na konsekwencję. Miałam idealnego chłopaka, który byłby w stanie skoczyć za mną w ogień, a wybrałam brata, który mnie nieprzyzwoicie kocha i faktycznie skoczył za mną z klifu. Mógł tego nie robić. Kiedy wreszcie wzięłam się na odwagę, by to zrobić, by to wszystko raz a dobrze zakończyć, on musiał się pojawić i przywrócić mnie do życia... Uciekałam, zawsze uciekałam. Zamiast wytłumaczyć to, co mi się nie podobało, to zachowywałam się jak skończona egoistka i uciekałam. Teraz przyszła pora na ostateczną ucieczkę.
Wysączyłam resztę whisky z butelki i wyszłam z wanny. Owinęłam butelkę ręcznikiem, żeby nie robić hałasu i jednym, mocnym ruchem uderzyłam zawiniątkiem o toaletę. Usłyszałam zduszony huk i z napięciem czekałam, aby sprawdzić, czy nie obudziłam Justina, jednak po kilkudziesięciu sekundach nie usłyszałam żadnego głosu dochodzącego z sypialni. Uf.
Rozwinęłam ręcznik, w którym teraz było wiele mniejszych i większych kawałków szkła. Idealnie.
Niewiele myśląc, weszłam z powrotem do wanny, tym razem w towarzystwie ostrych cząstek butelki. Poczułam łzy spływające po moich policzkach, gdy przyglądałam się szkle w moich dłoniach.
– Kocham cię Justin. Wybacz mi – szepnęłam, gdy przycisnęłam ostrą krawędź szkła do nadgarstka. – Tak bardzo cię kocham. – Przeciągnęłam szkłem wzdłuż ręki, czując przeszywający ból. Ból i ulgę.


JUSTIN'S POV
Od razu gdy otworzyłem oczy, zauważyłem, że nie ma Jane przy mnie. Leżałem nago, w rozwalonej pościeli, co przypomniało mi tą idealną wczorajszą noc. Leniwie zszedłem z łóżka i założyłem na siebie wczorajsze bokserki, które znalazłem na ziemi. Zerknąłem na zegarek, była dziesiątą rano.
– Jane? – Pytanie skierowałem do pustego pomieszczenia i tak jak się spodziewałem, nikt mi nie odpowiedział. Przeszedłem przez pokój, rozglądając się za jakimiś śladami, gdzie może być siostra, gdy mój wzrok przykuł zeszyt spoczywający na stole. Od razu rozpoznałem pismo Jane, mówiące:

Dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Pomimo tego wszystkiego, co robiłam, naprawdę Cię szczerze kochałam. I nadal kocham. – Jane.

Co? CO?! Znowu uciekła? Miało być tak idealnie, a ona ponownie daje nogę? To takie typowe dla Jane.
Ale jednak coś nie pasowało mi do układanki. Dlaczego by miała uciec, zostawiając wszystkie swoje rzeczy?
Rozglądając się po pokoju, zauważyłem, że światło w łazience się świeci i nagle złe przeczucie ukłuło mnie w serce. Poczułem jak mój puls przyśpiesza, gdy z każdym krokiem zbliżałem się do drzwi ubikacji. Miałem jednak nadzieję, że to złe przeczucie jest wyimaginowane.
Zapukałem delikatnie w drzwi łazienki, ale nikt mi nie odpowiedział.
– Jane? – Zapukałem ponownie i znowu brak odpowiedzi. – JANE?! – krzyknąłem, a moje emocje sięgały zenitu. Nacisnąłem na klamkę, która nie chciała puścić. Drzwi były zamknięte od środka, co znaczyło, że Jane na pewno tam była... – JANE!
Z całej siły pchnąłem drzwi, które nadal nie chciały się otworzyć. Zrobiłem rozbieg i siłą całego swojego ciała naparłem na wejście, rozwalając zamek i zawiasy. Gdy wleciałem do łazienki, moim oczom ukazało się blade, nagie ciało siostry zanurzone w czerwonej wodzie. Jane bezwładnie leżała, a wokół niej było pełno szklanych odłamków.
– JANE! – krzyknąłem, zalewając się łzami. – JANE! COŚ TY ZROBIŁA?! – Podbiegłem do ciała siostry i podciągnąłem ją, wynurzając jej twarz. Czułem, że była zimna, a co najgorsze, nie wyczuwałem ani pulsu, ani oddechu. – NIE! NIE! NIE! – krzyczałem, tak jak jeszcze nigdy wcześniej, tuląc się do bezwładnego ciała siostry. – Jane... Ty cholerna egoistko!
Byłem jak w amoku, a ostatnie słowa dziewczyny dudniły mi w głowie. Ostatnie słowa, po których uciekła, nie zastanawiając się co będzie ze mną. Dziękuję, za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Pomimo tego wszystkiego, co robiłam, naprawdę Cię szczerze kochałam. I nadal kocham. – Jane.


***
Zgon nastąpił 17 sierpnia 2016 roku, około godziny 4:30. Przyczyną śmierci było samobójstwo przez podcięcie sobie żył, wykrwawienie, w efekcie zatonięcie. – Tylko tyle teraz wiedziałem o Jane. Tylko tyle mówiła sekcja zwłok, którą wykonano rutynowo, na nastolatce, która z rutyną nic nie miała wspólnego.
Rodzina, przyjaciele i ci starzy i ci nowi, wszyscy wraz z Simonem pojawili się na pogrzebie, zachwalając ją, mówiąc jaka była nietypowa, mądra, zaradna. Ale tylko ja odważyłem się powiedzieć prawdę. Zanim zakopano białą trumnę, gdy była jeszcze w dole, a na niej było kilka czerwonych róż, dano mi głos, abym wypowiedział słowa pożegnania. Więc powiedziałem, to co mi leżało na sercu.
– Jane była moją najdroższą siostrą. – Wokół usłyszałem szlochy zebranych. – Kochałem ją nad życie, czasem oboje się zastanawialiśmy czy możemy być tak blisko siebie jako rodzeństwo. Znałem ją jak nikogo innego, więc mam prawo stwierdzić, że była straszną egoistką. – W tym momencie wokół zapadła cisza. Wszyscy byli w szoku, że mam czelność mówić takie słowa na pogrzebie. – Tak, była egoistką i to, że postanowiła odebrać sobie życie jest najlepszym tego przykładem – mówiłem z wyrzutem. – Miała dużo problemów, o których nikt oprócz mnie nie wiedział. Nie przyznawała się nawet przed sobą i po prostu nauczyła się przed nimi uciekać, zamiast je rozwiązywać. Myślę, że podcięcie sobie żył było jej sposobem na poradzenie sobie z życiem, z którym nie umiała sobie poradzić. – Wziąłem głęboki oddech i kontynuowałem.
– Najgorsze jest to, że zrobiła to pod moim nosem, a ja nie byłem w stanie jej uratować. Całe jej życie waliło się pod moim nosem, a ja zamiast starać się jej pomóc, nieświadomie zaciągnąłem ją w kozi róg. Pożegnała się ze mną na własny sposób, a ja nawet nie zauważyłem, jak się żegnała. I teraz to ja jestem osobą, którą powinniście winić za jej śmierć. Pomimo tego, że jest cholerną egoistką, która nie myśli o innych, to ją kochałem. To mnie wińcie za to co zrobiła.
Po tych słowach rzuciłem jedyną białą różę na trumnę i nonszalanckim krokiem odszedłem nie czekając na koniec pochówku.

Winę zwalamy na siebie nawzajem,
Chcemy się zabić pustym nabojem,
Wpuszczamy jeden drugiego w maliny,
Wyciągamy z rękawa na wodę karabiny,
Strzelamy burząc to co powstało,
Patrzymy na nagie, nieruchome ciało.

Teraz to mnie trzeba winić.

KONIEC



***

Postanowiłam dodać ostatnie cztery rozdziały hurtem, ponieważ były już napisane, a wiem, że lepiej się czyta wszystko na raz, niż trzeba czekać kilka tygodni na dalszą część. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
To jest już koniec opowieści o Jane i Justinie, więc proszę o wszystkich, którzy przetrwali ze mną do końca o pozostawienie po sobie śladu. Mam nadzieję, że ta opowieść zdobędzie serca jeszcze wielu osób, pomimo jej nietypowej i dość niemoralnej fabuły.
Dziękuję za przeczytanie mojej książki i mam nadzieję, że jeszcze nie raz będziecie mogli przeczytać coś mojego autorstwa.
Robyn xoxo

23 komentarze:

  1. ... nie mam słów, umarłam razem z nią ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, nie, nie, nie! To nie mogło się tak skończyć, kobieto ������������������ Jesteś bez uczuć :c Tak naprawdę to było genialne. Za końcówkę Cię zabiję, nienawidzę ich w takiej wersji. Biała róża. Popłakałam się, bezduszna istoto... Nie wiem co zamierzasz, ale masz NIESAMOWITY talent *-* Nie marnuj go, błagam. Ta dojrzałość w tekście... Brak słów, brak słów :'( Jedna z najlepszych książek, jakie czytałam :) Po prostu magia. To, co tu się zadziało jest nie do opisania. Liczę, że będziesz coś jeszcze pisać, bo stawiłaś poprzeczkę innym autorom bardzo wysoko. Pozdrawiam xx Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tyle miłych słów! Myślę, że jest jeszcze wiele utalentowanych młodych autorów, chociaż nie każdy ma tyle odwagi by podjąć się pisania takiego tematu. :)
      Jeśli chodzi o zakończenie, to odpowiedziałam na komentarz pod spodem, to może ci wiele wyjaśnić.
      Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję. xo

      Usuń
  3. Mimo wszystko, po tych wszystkich rozdziałach, jakie przeczytałam... Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Owszem, Justin i Jane razem zaczynają nowe życie, zaczynają życie osobno, cokolwiek, ale... Nie, że ona się zabije! Nie wiem, czy mam płakać, czy nadal siedzieć tak z otwartymi ustami i wielkimi oczami, wpatrując się w ostatnią część tego rozdziału.
    Jak Jane mogła to zrobić? Już prawie sie im udało, wszystko, co złe, skończyło się, a ona tak po prostu... Nie wierzę w to, co czytam. Nadal to do mnie nie dociera!

    A Tobie, droga Robyn, dziękuję za tak cudowną historię zakochanego w sobie do szaleństwa rodzeństwa. Dzięki Tobie mogłam bardzo wiele różnych sytuacji przemyśleć z kilku stron i nauczyłam się, że nie tylko ja tak naprawdę mogę nie radzić sobie z uczuciami. Jesteś niesamowita, wspaniała i bardzo utalentowana, co widać po tym dziele. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to, że byłaś ze mną do samego końca. Pamiętam Cię i Twoje komentarze (nie myśl sobie, że nie, bo jak miałam po 100 komentarzy pod jednym rozdziałem, to i tak wszystkie czytałam) i bardzo się cieszę, że miałam (mam?) miernych fanów.
      A co do zakończenia, to zastanów się jakie zakończenie było by właściwe / dobre? Z tej sytuacji nie było wyjścia, bo nawet jakby uciekli za granice, ich pokrewieństwo szło by za nimi, od tego nie ma ucieczki. Nie mogli tego normalnie rozwiązać. Wybrałam akurat takie zakończenie i uważam je za odpowiednie, biorąc pod uwagę niedojrzały charakter Jane i wybory, które dokonywała od pierwszej części - złe wybory. Nie mówię, że zakończenie jest dobre dla bohaterów, bo nie jest, ale żadne inne zakończenie nie byłoby satysfakcjonujące. To jest moje zdanie. :) Pozdrawiam i jeszcze raz bardzo dziękuję. :*

      Usuń
    2. W tej chwili nawet nie wyobrażam sobie innego zakończenia, naprawdę. I bardzo cieszę się, że wytrwałam do końca tej historii. Nie żałuję żadnej minuty (ani ostatnich 3h) spędzonych na Twoim blogu.

      Usuń
  4. Moje zdanie już znasz od dawna, kocham to opowiadanie ale inaczej wyobrażałam sobie to zakończenie! Cały czas miałam nadzieję, że może jednak będzie happy end (chociaż w tym opowiadaniu to zupełnie nieprawdopodobne) Ale i tak mi smutno. Z Jane umarło wszystko i ciężko będzie się po tym pozbierać :(
    Ale mimo wszytsko DZIĘKUJĘ CI ZA TO CUDOWNE OPOWIADANIE!

    OdpowiedzUsuń
  5. c o . . .
    jak
    co
    c
    o
    C O
    cooooooo
    w ogole sie nie spodziewalam
    Boze

    OdpowiedzUsuń
  6. wow, jestem w szoku, nie spodziewałam sie takiego zakończenia. Bardzo ciekawa historia i mam nadzieje ze powrócisz jeszcze do nas z czymś nowym. Twoje opowiadanie na zawsze zostanie ze mną. Naprawdę jest jednym z najlepszych. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wierzę, że to się tak skończyło! Miałam już nadzieję na typowe żyli długo i szczęśliwie Jane i Justina w Twojej cudownej, nietypowej historii... a tutaj takie zaskoczenie. Sprawiłaś, że chce mi się płakać, a to się rzadko zdarza. Masz niesamowity talent i nie mogę się doczekać Twoich kolejnych opowiadań. Pozdraiwiam serdecznie i dziękuję za tą historię <3
    Liv

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham Cię nad życie i nienawidzę za koniec. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja jestem rozczarowana zakończeniem :)
    Mogli uciec za granicę, tam nikt przecież ich nie znał i mogli sobie spokojnie żyć. Przecież to bardzo realne i do zrobienia, więc nie rozumiem, dlaczego Jane wybrała opcję samobójstwa, skoro kochała Justina i zdecydowała się z nim być. Biorę to tak na logikę i kompletnie mi to tutaj nie pasuje. Tak nagle z czapy poszła do łazienki i się zabiła. No przepraszam, dla mnie bez sensu :)
    Ale to oczywiście moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka wyżej wyjaśniła dlaczego akurat takie zakończenie więc nie rozumiem Twojego oburzenia.

      Usuń
    2. Luz blues misie, sama uważam, że mogłam to lepiej napisać, albo przynajmniej w samym opowiadaniu dawać znaki, że Jane myślała wcześniej o samobójstwie. Wiem, nie jest to dokładne, nie naprowadziłam nawet na ten szlak i mogło to być po prostu lepiej opisane. Niestety pisałam, bez wsparcia czytelników nie umiałam się całkowicie poświęcić pisaniu tej części, w odróżnieniu do pierwszej części, podczas pisania której każdą minutę poświęcałam na wymyślanie i dopracowywanie fabuły. Pozdrawiam. :)

      Usuń
    3. Tiny Drug, a gdzie ja się nibym oburzyłam lol? :)
      Napisałam własne zdanie i jak dla mnie zakończenie jest po prostu bez sensu, na odczepnego i byle jakie. Skoro Tobie się podoba, w porządku. Mnie się podobać nie może i nie mogę o tym napisać, dobrze rozumiem?
      Ps. Nie czytam innych komentarzy :)

      Dokładnie. Jane nie miała wcześniej myśli samobójczych, dlatego ta końcówka mi nie podeszła i tyle. Fakt, nie naprowadziłaś (przynajmniej według mnie), że coś takiego chodziło jej po głowie. Dlatego jest to dla mnie zaskoczenie i niestety mi się nie podoba i piszę o tym otwarcie. Bez spiny i bez obrazy dla autorki.

      Usuń
  10. nie spodziewałam się takiego zakończenia, jeszcze mam łzy w oczach. Naprawdę masz niesamowity talent :) Dziękuję za opowiadanie przeczytałam je całe i nie żałuję, że poświęciłam tyle czasu. Powodzenia w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zabiłaś mnie, przeczytałam wcześniej ale nie miałam serca pisać pod wpływem tych wszystkich emocji :(
    Dziękuję za tę historię, wiele nie nauczyłaś! :* Dzięki tej historii poznałam Ciebie, zobaczyłam że można się na blogu rozwijać, że można pisać to, co siedzi nam w głowie :)
    Cieszę się, że trafiłam tutaj i przeczytałam historię od a do z, że mogłam być jedną z tych osób, które czytały Cię od kilku pierwszych rozdziałach :*
    DZIĘKI Emcia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę Ci powodzenia teraz w dalszej karierze :)

      Usuń
  12. Dziewczyno jestem z tobą od rbtya i powiem ci szczerze że poszesz świetnie,zakończyłaś to idealnie,myslalam o innym zakończeniu ale to najbardziej pasuje
    Jestes swietna zycze Ci wszystkiego dobrego i czekam na twoje kolejne opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobra weszłam tu i zjechałam szyko na dół, żeby zobaczyć czy to koniec, bo w tytule rozdziału nie ma epilogu! żałuję, że dopiero teraz to zobaczyłam i nie wiem czemu bo od września wchodziąłm tu pare razy! przepraszam za błędy(telefon) zastanawiam sie czyzacząć czytac całość od początku. Chociaż sukienka w kwiatki znam prawie na pamięć hah. o boże, napisze tu jak tylko przeczytam te najnowsze rozdziały:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dla mnie Jenn byl suka ale i tak chcialam by zalozyla z Justinem rodzine :/ Dlatego dla mnie ta historia zakonczyla sie na 2 czesci bo 3 to bylo takie hmm nie potrzebne tylko po to by ja usmiercic :( Ale mimo to 2 pierwsze czesci byly piekne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Trafiłam tutaj przypadkowo ale nie żałuję , napisałaś coś wartego uwagi każdego nastolatka i nie tylko :) Jestem pod ogromnym wrażeniem tego bloga i mam nadzieję że to nie koniec twojej przygody z pisaniem , w każdym bądź razie mocno Ci kibicuje w tym co robisz😊

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam kiedyś fajnego bloga i postanowiłam go ostatnio odnaleźć. Spotkała mnie ogromna niespodzianka! Opowiadanie było kontynuowane! �� Bardzo się cieszę, że tutaj wróciłam. Piszesz niesamowicie! Masz talent dziewczyno! Opisy są idealne, nie za dużo, nie za mało, czytelnik może sobie zawsze coś dopowiedzieć.
    Bohaterzy nietypowi, całkiem coś innego, oryginalny pomysł. Jane chyba była niezrównoważona psychicznie �� Justin mimo, że nie raz miałam mu ochotę przywalić w twarz to i tak cieszyłam się, że wrócił do Jane. Zakończenia takiego się nie spodziewałam, chociaż ten klif i myśli samobójcze naprowadzały.
    Mam nadzieję, że piszesz nadal i nie marnujesz takiego talentu! Może wrócisz tu kiedyś i zrobi Ci się miło wiedząc, że są take jak ja i wracają do niesamowitych opowiadań ��
    Więcej weny i nie przestawaj pisać! ��

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy